sobota, 30 września 2017

Make Happy Month - Podsumowanie Września


Wrzesień, jeden z moich najukochańszych miesięcy w tym roku okazał się całkowitą klapą pod każdym względem. Nie udało mi się osiągnąć żadnego z wyznaczonych sobie celów, a do tego pogoda za oknem częściej dołowała niż zachęcała do działania. Wytłumaczę się brakiem czasu, chociaż po cichu się przyznam, że pewnie w wielu przypadkach jest to zwyczajnie wymówka. Ten miesiąc był bogaty w dość niezapowiedziane wydarzenia, które wymuszały szybką zmianę planów. Nie udało mi się zajrzeć do żadnej książki, ba nawet z trudem znajdywałam chwilę na czytanie ulubionego czasopisma. Regularne treningi w tym miesiącu to jedynie wspomnienie z sierpnia. Deszczowo pogoda i mega niskie, jak na wrzesień temperatury nie sprzyjały spacerom, na które przyznam szczerze bardzo liczyłam. Jesień na dobre zawitała i zadomowiła się u nas, wypierając przy tym wszelkie pozostałości lata. Jednak ja nie byłaby sobą, gdybym nie próbowała zachować odrobiny tego lata na dłużej :) Wrzesień to również moje urodziny, przez które nie spiszę tego miesiąca tak całkiem na straty. Nie zaliczę go do najgorszych również dlatego, że w wielu przypadkach konsekwencją tych niezapowiedzianych wydarzeń był czas spędzony z Siostrzeńcem. Ten mały szkrab skradł całe moje serce i bardzo cenię sobie każdą spędzoną z nimi chwilę. Cóż mogę więcej dodać, nie każdy miesiąc musi być idealny, ważne, żeby przeżyć go z uśmiechem na ustach :)


Moje małe październikowe cele
W październiku liczę na poprawę pogody. To chyba moja pierwsza nadzieja, bo jednak jak słonko świeci to się tak jakby bardziej chce ;). Niemniej jednak, mamy jesień i szarych dni będzie więcej niż mniej, więc mam nadzieję, że uda mi się bardziej zorganizować niż we wrześniu. Zasiadam zaraz z ołówkiem w ręku i planuję cały miesiąc uwzględniając, tym razem miejsce na niezapowiedziane wypadki. W październiku chciałabym wrócić do regularnych treningów, już jutro pędzę na godzinny wycisk na siłowni! Chciałabym również rozpocząć drobny remont, niby nic szczególnego, ale jednak przygotować się trzeba. W tym miesiącu wracam również na dalszy kurs angielskiego, który również zabierze mi dwa popołudnia w tygodniu. Liczę również, że uda mi się nadrobić towarzyskie zaległości i uchwycić w aparacie chociaż trochę złotej polskiej jesieni. A Wy, jakie macie plany na październik?

poniedziałek, 25 września 2017

Zachowaj odrobinę lata jesienią!



Data w kalendarzu, coraz szybciej zapadający zmrok i przede wszystkim pogodowa aura za oknem codziennie przypomina mi, że nadeszła jesień. Niestety chyba jeszcze nie pora na naszą złotą polską, bo za oknem oprócz deszczu i zimna raczej nic złotego nie widać. A jeszcze nie tak dawno cieszyliśmy się pięknem zieleni i słońca. No właśnie! Czy da się lato zachować na dłużej? Moim skromnym zdaniem tak! Mimo wszystko, tak sobie myślę, że jesień nie musi być taka straszna. Już dawno znalazłam na nią kilka sposobów. Wystarczy tylko zachować letniego ducha w serduchu na dłużej. A jak to zrobić? Bardzo prosto! Główna zasada to nie myśleć za dużo! Z doświadczenia wiem, że jak się za dużo myśli, to wszystko się knoci i to w każdej dziedzinie życia.


Masz problem z porannym wstaniem, gdy za oknem ciemno, nie zastanawiaj się nad tym, nie ustawiaj w nieskończoność drzemki w budziku, tylko zwyczajnie podnieś się z łóżka. Odsłoń zasłony, a jeśli jest jeszcze ciepło na dworze to uchyl okno, aby wpuścić odrobinę świeżego powietrza do pokoju. Przy okazji tutaj znajdziesz patenty na dobry humor od samego rana :) Jeśli w lecie biegasz, to czemu nie robić też tego na jesień. Wiem zimno, szaro buro i ponuro, ale właśnie nie myśl o tym. Wskakuj w ciepły dres, nakładaj adidasy odpalaj muzykę i biegaj do woli. Coś, co jest jest rutyną w lecie może też nią być na jesień. Nie ma sensu rezygnować z przyjemności, tylko dlatego, że przeszkadza Ci pogodowa aura. Tak naprawdę wszelkie ograniczenia są jedynie w naszej głowie, a pogoda jest jedną z wielu wymówek. Czym dłużej utrzymasz letnią formę, tym na wiosnę nie będziesz musiała rozpoczynać katorżniczych treningów, aby pozbyć się zbędnego małego co nieco :)


Poza tym warto zachować lato w swojej urodzie. Letnią opaleniznę można zachować na dłużej stosując kosmetyki ogólnodostępne na rynku i to za niewielkie pieniądze. Zadbaj o skórę, o włosy. Utrzymaj ich rozjaśniony od letniego słońca kolor. Dbaj o odpowiednią dietę bogatą w sezonowe warzywa i owoce, jeśli trzeba wspomagaj się witaminą D, a wtedy odrobinę słońca będziesz mieć na talerzu i w organizmie. Aby zachować letni nastrój czasem wystarczy tylko obejrzeć lekką komedię lub posłuchać wesołej muzyki. Na przekór temu, co puszczają nam z każdej strony nie zamęczajmy się smutną muzyką. Nie wpędzajmy się na własne życzenie w ponury nastrój. Lepiej oglądać i słuchać czegoś wesołego, przyjemnego i tańczyć do woli ile sił nam starczy. A przede wszystkim dużo się uśmiechać. Uśmiech na twarzy rozpogodzi każdy ponury dzień. A jeśli już się zdarzy taki ponury dzień, można z przyjemnością powrócić do letnich wspomnień robiąc porządek lub jedynie przeglądając wakacyjne zdjęcia. To zawsze wprawi w dobry nastrój i umili czas oczekiwania na powrót lata. 

Ja tak co roku zachowuję odrobinę lata jesienią. I przyznam szczerze, że od jakiegoś czasu nawet polubiłam tę porę roku. Uwielbiam jej kolory, zapachy i to, że nie jest tak upalnie. Korzystam ze świeżego powietrza tyle ile mogę. Nie smucę się na siłę, a w zamian za to zarażam uśmiechem i dobrym humorem. Wam też polecam nie żegnać się jeszcze z latem i zachować je na troszkę dłużej niż zawsze :)

niedziela, 17 września 2017

Wieczór Panieński w świecie zagadek


Jak już wszyscy dobrze wiecie, ostatnio miałam wielką przyjemność pełnić rolę starszej druhny na ślubie mojej przyjaciółki. Wiadomo, co należy do podstawowych obowiązków starszej - organizacja wieczoru panieńskiego! I z takim zadaniem również i mi przyszło się zmierzyć, a do jego realizacji podeszłam w jedyny znany mi sposób. Zawszę będę powtarzać, że przy organizacji wieczoru panieńskiego najważniejsze jest zrozumienie tego, co dla panny młodej będzie zaskoczeniem, ale i wielką przyjemnością. Organizując tego typu imprezę należy mieć na uwadze charakter i upodobania panny młodej, a nie swoje. To teraz do rzeczy :) 


Moim pomysłem dla panny młodej był wieczór w świecie zagadek. Oczywiście wszystko owiane było tajemnica zarówno dla gości jak i dla niej samej. Wieczór rozpoczął się od rozstawienie gości w kilku charakterystycznych miejscach. Każda z dziewczyn trzymała jedną z wcześniej przygotowanych kolorowych kopert, które po kolei zdobywała panna młoda jednocześnie odnajdując swoje koleżanki. To było pierwsze zadanie przygotowane na ten wieczór. W poszczególnych kopertach znajdywały się zagadki dotyczące "poszukiwanych" koleżanek oraz fragmenty mapki. Mapa służyła do odnajdywania koleżanek, a zagadki to przygotowane wcześniej przeze mnie rymowanki zawierające charakterystyczne cechy każdej z dziewczyn. Ostatnia osoba trzymała kopertę, w której znajdowała się nagroda za odnalezienie wszystkich. I jak przystało na świat zagadek atrakcja nie mogłaby być inna jak wizyta w jednym z pokoi escape room. Na tę okazję wybrałam psychiatryk, z którego na wydostanie się miałyśmy równe 60 minut. Przyznam szczerze, że mimo iż wyszłyśmy na chwilę przed czasem, nie było to najprostsze zadanie! Następnie udałyśmy się do wcześniej wynajętego vip roomu, gdzie jedząc, pijąc panna młoda wraz z gośćmi brała udział w przygotowanych grach i zabawach, oczywiście otrzymując prezenty. Gry jakie wykorzystałam to:
  • standardowe pytania i odpowiedzi - gra, w której panna młoda odpowiada na wcześniej zadane przyszłemu mężowi pytania. Za każdą złą odpowiedź czeka ją "kara",
  • zabawa z balonami - wszyscy uczestnicy imprezy przebijają balony, w których znajdują się zadania do wykonania,
  • wspomnienia - na małych karteczkach dziewczyny wypisały swoje jedno wspomnienie z panną młodą, która po przeczytaniu musiała odgadnąć czyja to historia i opowiedzieć ją wszystkim,
  • sprawdzian w kuchni - na rozsypanych karteczkach znajdowały się kuchenne produkty, z których trzeba było wybrać jedynie te, które pasują do danych potraw.
Tego typu zabawy w fajny i prosty sposób integrują i rozbawiaj wszystkich gości. Jednak trzeba uważać, aby nie było ich za dużo, bo stają się nudne robiąc coraz cięższą atmosferę wieczoru. 

Prezenty


Prezenty (nagrody) są ważnym elementem wieczoru panieńskiego. Chociaż nie o nie tu chodzi, to drobne upominki są miłym gestem dla panny młodej. Osobiście prezenty przygotowuję na kilka tygodni przed imprezą. W tym wypadku, znając bardzo dobrze pannę młodą, postawiłam na wspomnienia. Własnoręcznie przygotowany scrapbookingowy album zawierający wspomnienia i zdjęcia panny młodej z przyjaciółkami okazał się strzałem w dziesiątkę. Oczywiście must have wieczoru panieńskiego to błękitna podwiązka, której i w tym przypadku nie mogło zabraknąć. Jeśli chodzi o główny prezent, to wyjątkowo nie stawiałam na seksowną bieliznę, a wybrałam lot motoparalotnią nad Kazimierzem Dolnym jednocześnie życząc wysokich lotów małżeńskich. W przypadku samych prezentów ważne jest również ich opakowanie. Upominki zapakowane były w jednakowe błękitne pudełeczka. Do każdego upominku doczepiony był bilecik, na którym widniało wspólne zdjęcie przyszłej pary młodej z życzeniami. 

Taki był mój pomysł i moja wizja na ten wieczór panieński. Szczęśliwe w stu procentach zgodziła się z wizją panny młodej i gości. Bardzo mnie to cieszy, bo ten wieczór ma być wyjątkowy, jedyny w swoim rodzaju. Taki, który panna młoda zapamięta na całe życie, a zapamięta go dobrze tylko wtedy, gdy będzie miała z niego miłe wspomnienia. I takich wieczorów panieńskich wam życzę, abyście uczestniczyły w nich jako gość, organizator i panna młoda :) :) 

piątek, 8 września 2017

Warto być sobą!


Dzisiaj troszkę bardziej prywatnie niż zawsze i jeszcze bardziej od serca. Krótko mówiąc od samego rana obchodzę swoje urodziny i stoję na chwilę przed zmianą cyferki z przodu. Nie to, żeby mnie to jakoś specjalnie stresowało albo frustrowało, niemniej jednak skłoniło do pewnej refleksji. Do tych znaczących urodzin mam jeszcze calusieńki rok, zatem nie byłabym sobą gdybym nie poczyniła dzisiaj konkretnych postanowień (prawie jak noworoczne :)), które mam zamiar, krok po kroku przez cały rok spełniać. Ale nie o tym chciałam tu pisać. W dniu swoich urodzin uznałam, że całe życie nic nikomu nie udowadniałam, powolutku realizowałam swoje cele, a przede wszystkim byłam sobą. I chyba właśnie to bycie sobą niezależnie od sytuacji dało mi grono najbliższych mi ludzi, na których zawsze mogę liczyć i od których dzisiaj usłyszałam miliony serdecznych słów. I dlatego stwierdziłam, że warto stawiać na swoim, dążyć do realizacji swoich marzeń. Nie warto marnować czasu na siedzenie, oglądanie telewizji i zazdroszczenie innym. Sami przyznajcie ile razy śledziliście facebookową tablicę czy Instagram oglądając zdjęcia znajomych i nie szczędząc im ostrych słów krytyki pod nosem. A to za gruba, a to za chuda, a to po co ona tam pojechała, jak tam nic nie ma itp. itd. Albo oglądając telewizję twierdziliście, że wszystko co tam widzicie jest nierealne.


Zastanawialiście się kiedyś dlaczego tak się zachowujemy. Moim zdaniem i pewnie nie odkryłam tu Ameryki odpowiedzialna za to jest zazdrość, która nami wówczas kieruje. A zazdrość bierze się stąd, że nie jesteśmy do końca zadowoleni z tego jak wygląda nasze życie. Boimy się zmian, więc minuty, godziny, dni przelatują nam przez palce. Siedząc w miejscu i nic nie robiąc zawsze jesteśmy krok w tył przed tymi, co nie boją się wyzwań i działają. Nie lubimy być sobą, bo boimy się krytyki innych. Nie wyrażamy głośno swojego zdania, bo po co się narażać, nie wychodzimy z nowymi inicjatywami, bo dlaczego mam to robić ja, jak może ktoś inny. Takie myślenie i zachowanie popycha nas coraz bardziej w rutynę, która spycha nas na bok i powoduje frustrację. Szkoda czasu na coś takiego! Warto otworzyć się na otoczenie i nie bać się być sobą. Wówczas docenicie piękno otaczającego nas świata, będziecie celebrować małe rzeczy i chwytać ulotne chwile. Wyrażajmy swoje zdanie, nie bójmy się mówić głośno co myślimy, ale słuchajmy i szanujmy poglądy innych. Nie chowajmy się za myślami innych, bo już zawsze będziemy jedynie z zazdrością przeglądać facebookowe profile znajomych. Każdy jest indywidualny, wyjątkowy, wartościowy i tylko będąc sobą na co dzień, nie od święta możemy w pełni pokazać naszą wartość. To co, do dzieła! 8 września to nie tylko moje urodziny, to również Dzień Marzyciela i Dzień Pozytywnych Wiadomości, a to do czegoś zobowiązuje. Zatem ja zaczynam już od dzisiaj, nie od jutra swój kolejny rok życia. Mam nadzieję pełen nowych marzeń, wyzwań, przygód i pozytywnych emocji. Tego sobie i Wam życzę :) :) :)

sobota, 2 września 2017

Make Happy Month - Podsumowanie Sierpnia


Podsumowanie sierpnia, w tym miesiącu wyjątkowo wskakuje tutaj we wrześniu. Sprawcą tego małego opóźnienia jest moja praca zawodowa, dzięki której ostatni tydzień sierpnia spędziłam w iście nadmorskim klimacie. Był to dla mnie powrót nad polskie morze po kilku, no może nawet kilkunastu latach. Delegacyjne warunki nie sprzyjały beztroskiemu spędzaniu czasu na plaży, mimo to w natłoku pracy udało się wygospodarować chwilę na wieczorny spacer brzegiem morza. Sierpień minął mi w mgnieniu oka. Był to dość przyjemny miesiąc. Jego początek to pożegnanie z górami i urlopowanie z Juniorem. Lepiej być nie mogło! :) Sierpień to również wieczór panieński, który w 100% udał się tak jak to sobie zaplanowałam. Był miłą niespodzianką dla panny młodej i gości :) Szczegóły tego wydarzenia już wkrótce na blogu! A jak wieczór panieński to i wesele, które zdecydowanie było dominującym wydarzeniem długiego weekendu. Ten miesiąc to również próba swoich sił na siłowni, która okazała się sukcesem. Nowe treningi i możliwości korzystania ze sprzętu, którego nie mam w domu pochłonęły mnie bez reszty. Udało mi się nawet znaleźć czas na czytanie książek, czego dawno nie było w moim planie dnia. Znakomita komedia Olgi Rudnickiej pt. Były sobie świnki trzy wprawiła mnie w wyśmienity nastrój. Książkę wręcz pochłonęłam i serdecznie ją Wam polecam :) W sierpniu również sprawiłam sobie małą niespodziankę i pozbyłam się dobrych kilkunastu centymetrów moich włosów. Przejście z długich na krótkie wywołało chwilowy szok, ale dzięki znakomitej fryzjerce obyło się bez płaczu, a wręcz z uśmiechem na twarzy. Początek sierpnia spędzałam w górach, września nad morzem ciekawe zatem jaki będzie ten wrzesień :)


Moje małe wrześniowe cele
Wrzesień to jeden z najpiękniejszych miesięcy w całym roku i jeden z moich ulubionych. Nie jest już tak upalnie jak w lipcu czy sierpniu, ale też jeszcze nie tak zimno jak w listopadzie. Dlatego zamierzam dużo czasu spędzić na świeżym powietrzu korzystając z uroków pięknej pogody. Dla mnie będzie to nieco luźniejszy czas, o ile nie wydarzy się nic niespodziewanego, dlatego mam nadzieję, że uda mi się popstrykać trochę ciekawych zdjęć. Korzystając z odrobiny wolnego czasu zamierzam zrobić jesienne porządki i może małą "garażową" wyprzedaż. Napędzona dobrą energią zamierzam kontynuować swoją przygodę z siłownią regularnie i systematycznie. Liczę również na nadrobienie towarzyskich zaległości :) Wrzesień zapowiada się całkiem przyjemnie, a u Was jak? Jakie macie plany na ten miesiąc?