niedziela, 27 sierpnia 2017

Moje 24 godziny w Wiedniu


Dokładnie miesiąc temu miałam ogromną przyjemność urlopować się w Wiedniu. Krótko, bo jak na razie w stolicy Austrii dane mi było spędzić jedynie 24 godziny. Powiedzmy sobie szczerze, to zbyt krótki czas, aby móc stwierdzić, że się zwiedziło całe miasto. Niemniej jednak początek przygody z tym miejscem rozpoczęłam i mam wielką nadzieję, że kiedyś będę ją kontynuować. A jak moje wrażania? Zobaczcie sami! :)


Z całą pewnością jest to jedno z piękniejszych miast, jakie widziałam. Zdecydowanie ma swój klimat. Cesarskie czasy odcisnęły na nim swoje piętno, które widoczne są w dzisiejszych czasach. Moim zdaniem, to właśnie to "cesarskie piętno" tworzy wyjątkową atmosferę austriackiej stolicy. Przejście całego Starego Miasta oglądając wszystkie atrakcje zajmuje kilka godzin. Warto jednak poświęcić odrobinę czasu i sił w nogach i przespacerować się wiedeńskimi uliczkami. Zdecydowana część wycieczki prowadzi śladami monarchii Habsburgów. Cesarzowa Sissi zdecydowanie opanowała Wiedeń. Jej postać wspominana jest na każdym kroku, a jej wizerunek widnieje niemalże na każdej pamiątce. Nic w tym dziwnego, jest jedną z najbardziej znanych postaci, jednak jak dla mnie troszkę jest jej za dużo. 


Na Starym Mieście tuż obok Katedry św. Szczepana znajduje się najdroższa ulica austriackiej stolicy, czyli Kohlmarkt. Czynsze za wynajem lokalu w jednej z tutejszych kamienic osiągają horrendalne sumy. Stąd też są niedostępne dla zwykłych śmiertelników. Niemniej jednak można przespacerować się tą ulicą podziwiając witryny sklepowe światowych marek takich jak: Dior, Gucci, czy Chanel. Ciekawostką jest fakt, że na wiedeńską starówkę wjechać mogą samochody jedynie do godziny 11 i to też te z zaopatrzeniem. Z parkingami w centrum również nie jest łatwo. Są dość drogie, a pozostawić samochód można jedynie na 3 godziny. Lepiej zostawić auto gdzieś dalej, a skorzystać z metra. 

Pałac Schonbrunn, czyli dawna letnia rezydencja Habsburgów zachwyca swoją wielkością. W tym miejscu widać i czuć potęgę tej dynastii. Miejsce również opanowane przez Sissi, jednak warte zachodu. Mimo, że same ogrody robią ogromne wrażenie, to w środku jest równie pięknie. Zwiedzanie kilku komnat zajmuje kilkanaście minut, a koszt to 17 euro. W tym czasie można zapoznać się z historią Habsburgów oraz księżnej Sissi. Poznać jej zwyczaje, nawyki. Kto jednak nie chce wejść do środka będzie miał co robić. Cały Pałac Schonbrunn to kompleks kilku obiektów (oczywiście każdy osobno płatny). Do samych ogrodów można wejść za darmo i dotrzeć aż do Glorietty skąd można podziwiać całą panoramę Wiednia.


Minusem tego miasta są wysokie ceny. Dla osoby zarabiającej w złotówkach, austriackie ceny mogą sprawić, że włos się zjeży na głowie. Z całą pewnością nie jest tanio. Za obiad trzeba zapłacić kilkanaście euro, za kawę kilka. Właśnie, wiedeńska kawa - należy jej się kilka chwil uwagi :) Jedna z lepszych jaką piłam! Jednak miałam z nią mały problem, gdyż nazewnictwo troszkę różniło się od naszego. Dlatego przy kolejnej wizycie w tym mieście z całą pewnością doszkolę się w tej dziedzinie ;)


Wyjeżdżając z Wiednia czułam i nadal czuję niedosyt. Wspaniałe miasto z historią i duszą, którą czuć w większości uliczek. Tutaj stare miesza się z nowym i do tego idealnie pasuje. Polecam wszystkim odwiedzić to miasto na chwilę lub na troszkę dłużej. Nieważne czy samemu, czy z wycieczką. Z całą pewnością austriacka stolica zasługuje na odwiedziny i jestem przekonana, że mile was ugości.

niedziela, 13 sierpnia 2017

Jarmark Jagielloński znów w Lublinie!


I znów w Lublinie zrobiło się głośno, kolorowo i ludowo. Jak co roku długi weekend sierpniowy upływa pod hasłem Jarmarku Jagiellońskiego. Ta kolejna edycja tego wspaniałego wydarzenia w tym roku jest szczególna, bo zbiega się z obchodami 700lecia Miasta Lublin, a jej motyw przewodni to pisankarstwo. Kto by pomyślał, ze oglądanie i tworzenie pisanek może przyciągnąć tłumy w połowie sierpnia, kiedy o Wielkanocy nikt nawet nie pomyśli. A jednak warsztaty malowania pisanek znalazły się w jarmarkowym programie, a Bramę Krakowską ozdobiły kolorowe jajeczka. 


Tradycyjnie już Jarmark Jagielloński to liczne stragany, na których można podziwiać rękodzielnicze wyroby i podpatrzyć rzemiosła u najlepszych, a nawet zamienić z nimi kilka słów. Osoby prezentujące na stoiskach swoje wyroby podlegają merytorycznej kontroli organizatorów. Zatem solidnie i rzetelnie wyselekcjonowani artyści są gwarancją najwyższej jakości tego wydarzenia. I takim sposobem znajdziecie tu między innymi: wyroby garncarskie, drewniane, haftowane chusty, obrusy, a nawet miody czy pieczywo. Jednak Jarmark to nie tylko stragany, to również liczne wydarzenia kulturalne. Organizatorzy zapraszają na liczne wernisaże, koncerty, potańcówki, czy jarmarkowe kino. Jednym zdaniem każdy znajdzie tu coś dla siebie. 


Reasumując Jarmark Jagielloński i w tym roku mnie nie zawiódł. Kilka lat temu miałam okazję i przyjemność jako wolontariusz współorganizować to wydarzenie. Pamiętam ile pracy, czasu i serca wkłada się w to, aby przez te kilka dni miasto wyglądało tak pięknie, a wszystko działało jak w dobrze naoliwionej maszynie. I to serducho widać i czuć na ulicach miasta. Co tu dużo pisać, kto jeszcze nie był, to czas najwyższy to nadrobić i na własnej skórze poczuć jarmarkowy klimat, który w Lublinie będzie trwał do wtorku. Łapcie szczegółowy program i pędźcie na lubelskie Stare Miasto!

poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Tatry subiektywnie - moich 5 najpiękniejszych miejsc


Już chyba po raz ostatni w tym roku kilka słów o moich kochanych górach :) Chciałabym Was zabrać po kilku dla mnie najpiękniejszych i najważniejszych miejscach. Trudno było mi wybrać tą szczęśliwą piątkę, takie top of the top. Po uwagę wzięłam mnóstwo czynników takich jak trudność wejścia, piękno krajobrazu czy sentyment. Tak właśnie na liście nie znalazły się Rysy - choć ich zdobycie kosztowało mnie wiele trudu, Giewont - mimo, że zdobywałam go kiedy jeszcze nie było na nim kolejek :P ani Kasprowy Wierch. Znalazły się tu niektóre mniej znane szlaki inne bardziej, niektóre wymagające więcej trudu inne mniej, ale mające dla mnie duże znaczenie. Góry uczą pokory, cierpliwości i wytrwałości. Na wszystkich, którzy te cechy wypielęgnują czeka nagroda na szczycie w postaci satysfakcji z samego siebie i niezapomnianego, zapierającego dech w piersi krajobrazu. 


Czerwone Wierchy
To było moje marzenie odkąd tylko zaczęłam przygodę z Tatrami. Zdobycie czterech dwutysięczników za jednym zamachem! Kto by nie chciał?! Trasa do najłatwiejszych i najkrótszych nie należy, więc trzeba być dobrze przygotowanym, żeby się w nią wybrać. Minimum 7,5 godzinna wędrówka polsko-słowacką granicą jest wyjątkowo malownicza. Chyba właśnie dlatego, że nie jest najkrótsza to również nie tak popularna jak np. Giewont. Warto się poświęcić, wstać wcześnie rano, aby podziwiać widoki, a może nawet na żywo zobaczyć kozice :)

Dolina Pięciu Stawów
Do dzisiaj nie mogę się zdecydować, co bardziej mi się podoba Dolina Pięciu Stawów czy Czerwone Wierchy. Krajobraz piękny, zapierający dech w piersi. Szarlotka ze znajdującego się tutaj schroniska smakuje najlepiej na świecie. Nie wiem czy to smak czyni ją tak dobrą, czy widoki wokoło. Jedno jest pewne, nie ma sobie równej! (przynajmniej dla mnie :)) Trasa również dość długa, więc trzeba wyjść wcześnie rano. Najpiękniejsza kiedy wraca się do Morskiego Oka. Jej mały minus to zejście z Morskiego Oka do Palenicy asfaltem z tłumem wczasowiczów. 


Czarny Staw Gąsienicowy
Dla mnie jedno z najpiękniejszych tatrzańskich miejsc. Tu piękno przeplata się z grozą. Stojąc nad Czarnym Stawem Gąsienicowym na własne oczy widzisz i czujesz potęgę górskiej przyrody. Trasa nie jest trudna, więc warto chociaż raz w życiu pojawić się w takim miejscu. 

Czarny Staw pod Rysami
Jeśli dotrze się już do Morskiego Oka, to z łatwością można podejść do Czarnego Stawu. Większość osób z pewnością wykańcza pierwsza część wędrówki stąd nad Czarny Staw idą już nieliczni. Miejsce piękne i zupełnie odmienne od Czarnego Stawy Gąsienicowego. Nie ma tu takie magicznej atmosfery grozy. Jednak błękit wody i widok szlaku na najwyższy polski szczyt robią wrażenie. 


Grześ
Moja tegoroczna zdobycz! Niepozorny szczyt rozciągający się z Doliny Chochołowskiej wymaga nieco trudu, aby się na niego wspiąć. Trasa niedługa, nieco mniej popularna, a piękna. Już od połowy drogi widoki zapierają dech w piersi, a sam szczyt zachwyca polsko-słowackimi górami. Coś pięknego! 

To Tatry moim subiektywnym okiem. Dla mniej miejsca ważne i piękne. Takie, które zachwycają, dają do myślenia. Jeśli ktoś był w górach to wie o czym mówię, a jeśli nie, to najwyższy czas to nadrobić. W końcu wakacje jeszcze trwają! :):):)