niedziela, 19 listopada 2017

Akcja remont - delikatna odnowa pokoju


Przez ostatnich kilkanaście dni, po godzinach pracy bawiłam się w malarza, tynkarza, dekoratora. Było to związane z małym remontem, który przechodził mój dom. W sumie użycie słowa remont w tym przypadku, w pewnym stopniu jest małym nadużyciem, a bardziej pasującym jest określenie odświeżenie. Krótko mówiąc pochłonęło mnie malowanie ścian, renowacja półek oraz mała reorganizacji przestrzeni wokół siebie. Jestem bardzo szczęśliwa, że w końcu pozbyłam się krzykliwych kolorów ścian, tak bardzo modnych kilka sezonów temu, a tak bardzo znienawidzonych przeze mnie obecnie. Ich miejsce zajęły spokojne odcienie szarości i beżu. Tak, tak ja też oglądam Dorotę Szelągowską :) :)



Na ścianach zawisły półki przemalowane z olchowego koloru na turkusowy, który idealnie komponuje się z jasnymi odcieniami ścian. Na ten sam kolor również przemalowałam wszystkie ramki, których część stanęła na półkach, a część zawisła na ścianie w formie zdjęciowego kolażu. Po stoczonej walce samej ze sobą pozbyłam się wielu niepotrzebnych rzeczy, co zdecydowanie odgraciło przestrzeń. Szczerze polecam takie oswobodzenie przestrzeni wokół siebie z zalegających rupieci. Większość z nas ma tendencje do zbierania "pamiątek" i przechowywania ich z myślą, a bo może kiedyś się przyda. Tylko, czy to kiedyś kiedykolwiek nadeszło? Bo u mnie nigdy :) Klucz do sukcesu to nauczyć się systematycznie selekcjonować przedmioty i nie pielęgnować w sobie syndromu "chomika".



W swoich odnowionych pokojach postawiłam na dodatki. Dodatki dużo mówią o osobach mieszkających w danym pomieszczeniu. Tym samym moje dodatki mówią dużo o mnie. Dlatego nie mogło zabraknąć garści codziennej motywacji, aby marzycielka nigdy nie przestała marzyć. Przygotowywanie pokojowych dekoracji okazało się nie takie drogie i nie takie trudne. Przy użyciu jednej małej puszki farby można zdziałać cuda. Odnowione stare rzeczy nabierają nowego wyglądu i jakości. Gorąco Wam polecam, taką małą przygodę z renowacją niepotrzebnych przedmiotów.  W ich tworzeniu ogranicza Was jedynie własna wyobraźnia. Ja stworzyłam sobie przestrzeń, w której lubię spędzać czas, która mnie uspokaja i odpręża. Mam nadzieję, że wy też macie takie swoje ukochane miejsca w domu, w których się relaksujecie, w których nabieracie sił na nowe wyzwania.

środa, 15 listopada 2017

November rain - kiedy pogoda działa nam na nerwy

 

Znaleźć swój sposób na jesień to temat ciągle ostatecznie nie rozwikłany. Jesień rządzi się swoimi prawami, na które chcąc nie chcąc nie mamy żadnego wpływu. Apogeum jesiennie złego nastroju osiągamy zazwyczaj w listopadzie, czyli szaro, buro, deszczowym czasie. Kto wymyślił ten miesiąc? Ile razy padało to pytanie od Was, bo u mnie dość często :) Rude kolory przeminęły, a do świątecznego nastroju jeszcze daleko, mimo, że sklepy nachalnie nas w niego wprowadzają. No i właśnie, można sobie tak siedzieć, patrzeć na deszczową pogodę i z każdą chwilą powiększyć swoją listę narzekań albo na przekór wszystkim i wszystkiemu znaleźć pozytywne strony tej niepogody. Tylko jak to zrobić?
Zainwestuj w siebie


Gdy na zewnątrz brzydko, zimno i nieprzyjemnie do tego stopnia, że nie chce Ci się nawet jednej nogi postawić za drzwiami, to jeśli nie musisz to nie wychodź z domu. Wiadomo każdy zna swoje codzienne obowiązki, z których nie może zrezygnować niezależnie od okoliczności. Zastanówcie się jednak ile rzeczy jest waszą chwilową zachcianką, a ile obowiązkiem i czy da się to wszystko zebrać razem, dobrze zaplanować i załatwić za jednym zamachem. Zmień nastawienie do świata. Nie dostrzegaj krótkich dni w ciemnych barwach, a zacznij widzieć długie wieczory, które możesz wykorzystać maksymalnie dla siebie samej. Pomyśl o wieczornym relaksie, kubku gorącej herbaty, tym razem wypitej spokojnie, a nie jak zazwyczaj w biegu, kilku przeczytanych stronach jakieś dobrej książki. Powróć do tego, co kiedyś sprawiało Ci przyjemność, a dawno umknęło. Delektuj się spokojem wieczoru spędzonego z samą sobą, nastrojem, który nadają krople deszczu stukające o szybę. Polub siebie, zadbaj o siebie. Jesień to dobry czas na zadbanie o swoją urodę. Zmęczona słońcem skóra wymaga pielęgnacji, podobnie jak włosy. Zrób sobie domowe spa, dzięki któremu przygotujesz swoje ciało na nowy wiosenny sezon. To dobry patent na zabicie chandry w długi jesienny wieczór, który spędzony w gorącej, pachnącej kąpieli nabiera zupełnie nowej jakości. Inwestycja w siebie to najlepsza inwestycja i nigdy o tym nie zapominaj!
Zainwestuj w rodzinę


Czas spędzony z najbliższymi zawsze dodaje skrzydeł i energii do dalszego działania. W jesień masz dużo czasu, który z całą pewnością lepiej spędzić z rodziną niż na bezczynnym siedzeniu i wymyślaniu kolejnych problemów. Pomyśl, ile jest rzeczy, które możecie robić wspólnie, a które przyniosą Wam mnóstwo radości. Dla mnie na taką pogodową, złą aurę najlepsza jest zabawa z siostrzeńcem. Uwielbiam tego malca i jego beztroski świat nie zmącony jeszcze poczuciem przyzwoitości dorosłych. Szczerze polecam wszystkim, którzy mają takie cudowne brzdące w rodzinie. Z rodziną najlepiej i to nie tylko na zdjęciu. Dlatego polecam wspólne wieczorne lub weekendowe oglądanie filmów, czy seriali. U mnie ostatnio na tapecie są rodzime produkcje tj. Belfer i Wataha. Niedzielne wieczory mamy zarezerwowane właśnie na te seriale i nie zamieniłabym tych chwil na żadne inne. Jeśli jednak nie dla Was seriale to zawsze możecie wyjść razem do kina, na kawę czy po prostu na wspólne zakupy. 

Sami widzicie, że listopadowa pogoda nie musi być taka straszna. W domu też można spędzić fajnie czas. Paradoksalnie te deszczowe, zimne dni, których tak bardzo nie lubimy, przy odrobinie dobrej organizacji mogą okazać się jednymi z najprzyjemniejszych chwil w całym roku. I takiej właśnie jesieni i zimy Wam życzę.

niedziela, 5 listopada 2017

Jak kontrolować swoje miesięczne wydatki?


Miesięczne wydatki, hmm zmora większości z nas. Kończy się miesiąc, a w portfelu i na koncie pustka. Nie ma lepszego sposobu na zaoszczędzenie paru groszy, jak planowanie swojego miesięcznego budżetu. O ogólnych zasadach oszczędzania, które są bardzo przydatne w prowadzeniu miesięcznego budżetu pisałam już wcześniej na blogu. Znajdziecie je w poście Kilka prostych zasad oszczędzania. Dzisiaj troszkę zawężę ten temat i zastanowię się jak realnie kontrolować swoje miesięczne wydatki. To zaczynamy :)

Planujemy
Dobrym zwyczajem jest zaplanowanie budżetu. Do dokładnego rozpisania wszystkich wpływów i wydatków w danym miesiącu nie potrzebujesz wielu rzeczy. Wystarczy kartka i długopis albo po prostu tabela w Exelu, czy pobranie ogólnodostępnych aplikacji na swój telefon. Tworzysz tabelę, którą dzielisz na kilka kolumn np. wydatki stałe, na życie, dodatkowe oraz kolumna oszczędności. Do stworzonej tabeli wpisujesz po kolei każdy wydatek. Oczywiście musisz wykazać się tu umiejętnością przewidywania różnych wariantów życiowych sytuacji. Wiadomo, nie wszystko da się przewidzieć, dlatego kolumna oszczędności może Ci też służyć jako na tzw. czarną godzinę. 


Kartka w dłoń i do dzieła!
Pamiętaj o tym, aby skrupulatnie i rzetelnie wpisywać każdy wydatek. Nie zaniżaj ani nie zawyżaj zbytnio. Monitoring domowego budżetu ma służyć przede wszystkim Tobie, a oszukiwanie w niczym Ci tu nie pomoże. W wydatkach stałych powinny znaleźć się wszystkie rachunki, raty kredytu, czyli te koszty, które są niezmienne i ponosimy je w każdym miesiącu. Wydatki na życie to oczywiście jedzenie, koszty transportu np. bilet miesięczny czy paliwo, ubrania - takie, które wiesz, że musisz kupić, a nie są Twoją zachcianką :)  Tutaj musisz w oparciu o własne doświadczenie przeznaczyć jakąś kwotę. Dodatkowe to z kolei wszystkie Twoje zachcianki, na które możesz sobie pozwolić. Oszczędności to kwota, która w danym miesiącu odkładasz. To taka nienaruszalna kwota na czarną godzinę. Najlepiej określić sobie ją stałą co miesiąc. Czyli, od miesięcznej kwoty, która wpływa na Twoje konto odejmujesz wydatki stałe, na życie oraz oszczędności to co zostaje to wydatki dodatkowe, które możesz wydać jak chcesz :)

Najważniejsze to trzymać się planu
W kontroli miesięcznych wydatków ważna jest systematyczność. Regularna kontrola pozwoli Ci nawet coś zaoszczędzić. Najlepiej od razu po zasileniu konta podzielić pieniądze na tych kilka pul. Wydatki stałe przelać na początku miesiąca, aby zwiększona ilość pieniędzy nie kusiła na wydanie. Tak samo z oszczędnościami. Najlepiej sprawdzi się tu konto oszczędnościowe lub subkonto. Wówczas zostanie określona kwota, która można podzielić na dwie mniejsze. Na początku, takie planowanie może sprawiać niewielkie trudności. Staraj się nie przenosić pieniędzy z jednej puli na drugą w trakcie miesiąca. Pokus jest dużo, ale najważniejsze to trzymać się planu i rzetelnie go realizować. Rozdzielając swoje pieniądze, zostaje określona kwota do wydania, która zdecydowanie trudniej przekroczyć bez wyrzutów sumienia.

Z budżetem jak z życiem, jeśli dobrze go zaplanujemy spełni nasz oczekiwania (przynajmniej w pewnym stopniu). Powszechna prawda głosi, że pieniądze szczęścia nie dają, ale lepiej je mieć. Większość z nas nie zarabia grubych milionów, które może wydawać na co tylko chce, dlatego umiejętność oszczędzania zdecydowanie przydaje się w życiu. Powodzenia! :)

wtorek, 31 października 2017

Make Happy Month - podsumowanie października


I kolejny, dziesiąty już miesiąc w roku minął niczym mrugnięcie okiem. Październik, bo o nim mowa pozostawił po sobie masę pozytywnych wspomnień i przyniósł mnóstwo inspiracji do dalszego działania. Krótko mówiąc, to był bardzo udany miesiąc :) Pogoda nie rozpieszczała, podobnie jak we wrześniu, ale co tam. W listopadzie już chyba nawet nie liczę na piękną pogodę, bo bądź co bądź ten miesiąc w tej kwestii rządzi się swoimi prawami. O listopadzie za chwilkę, teraz czas podsumować październik. W przeciwieństwie do września, tym razem udało mi się zrealizować większość założonych planów. Po pierwsze nadrobiłam towarzyskie zaległości, co przyniosło mi nowe pokłady pozytywnej energii. Nowa energia przełożyła się między innymi na częstotliwość i regularność treningów, z czego jestem bardzo zadowolona, bo ta dziedzina szwankowała w zeszłym miesiącu. Tak więc, aktywność fizyczna powoli wraca na swoje stare, dobrze jej znane tory. Poza tym znów mam ogromną przyjemność mierzyć się z językiem angielskim w dwa wieczory w tygodniu. Przyznam szczerze, że nowy poziom okazuje się małym wyzwaniem i nie raz już zdążył mnie zaskoczyć. Ale co tam, do odważnych świat należy, trzeba podejmować wyzwania i walczyć o swoje marzenia. Październik okazał się również małą przygodą z fotografią. Aparat coraz częściej staje się moim przyjacielem. Powoli uczę się fotograficznego abecadła, a moje małe "dzieła" pewnie będziecie mogli oglądać tutaj i na moim Instagramie


Moje małe listopadowe cele
Tak sobie rozmyślam, jaki może być ten listopad? Na przekór temu, co widzę za oknem, wchodzę w niego z uśmiechem na twarzy. Mam plan, nie zwracać uwagi na szarą pogodę i przyjąć go pozytywnie razem z jego całym dobrodziejstwem. Listopad to dla mnie przede wszystkim mały remont, którego wizja powstała w głowie już w październiku. Ten miesiąc zaczynam malutkim odpoczynkiem od etatowej działalności, za to obecnością w sklepie budowlanym. W planach również kontynuacja fotograficznej przygody, która ostatnio pochłonęła mnie bez reszty. Muszę również zabrać się za poszukiwanie świątecznych prezentów, żeby później nie biegać jak szalona po sklepach i kupować byle czego. Reszta raczej standardowa, ale mająca dla mnie duże znaczenie: regularność treningów i szlifowanie angielskiego. Na listopad przypadają również Andrzejki, więc myślę, że bez hucznego świętowania tego wieczoru się nie obędzie :) Tymczasem w iście halloweenowym nastroju uciekam "postraszyć" troszkę siostrzeńca. Pięknego listopada! :)

niedziela, 29 października 2017

Czy warto być cały czas online?


Kilkanaście dni temu, gdy mój samochód musiał wybrać się na rutynowe odwiedziny do mechanika przeprosiłam się z komunikacją miejską i przez cały dzień poruszałam się autobusami. Przyznam szczerze, że odwykłam już od przepychania się w drzwiach, obserwowania walki młodszych ze starszymi o miejsce siedzące. Szybko jednak wspomnienia wróciły, a wraz z nimi przyszła refleksja wysnuta po całym dniu podróży. Zauważyłam i pewnie nie odkryję tu Ameryki, że niemal każda osoba spotkana w autobusie zapatrzona była w swój własny smartfon, trzymany bardzo mocno w dłoni. Mimo, że nie jest to dla mnie nowością, to jednak nie przywykłam do takiego widoku, gdyż w czasach, kiedy auto nie było jeszcze moim środkiem transportu, większość osób jeżdżących autobusami ze sobą rozmawiała, bez względu na to czy się znali czy nie. I tak sobie pomyślałam, ile tracimy z życia będąc cały czas zalogowani w sieci i czy nie warto chociaż na chwilę porzucić swojego smartfona i na nowo zachwycić się tym, co można poczuć jedynie będąc offline. 


Sama muszę przyznać się bez bicia, że w tej dziedzinie święta nie jestem. Nie wiem nawet kiedy korzystanie z Internetu w telefonie w każdej wolnej chwili stało się moim nawykiem. Dopiero w momencie, kiedy jestem odcięta od zasięgu, prądu itp. zauważam, jaki świat jest piękny bez telefonu. Dla mnie takim czasem "internetowego detoksu" są wakacje, kiedy zwiedzając miasta lub spacerując po górskich terenach nawet nie pomyślę o spojrzeniu na telefon. I tak sobie myślę, że omijają nas strasznie fajne rzeczy, które dzieją się wokoło. Coraz rzadziej cieszymy się czytaniem papierowego wydania książek. Zazwyczaj tłumaczymy się brakiem czasu albo pretekstem sięgania po nią w sieci. Nie mamy czasu na ćwiczenia, spacery. Ostatnio gdzieś usłyszałam, że jeśli masz czas na przeglądanie Internetu w telefonie, to znaczy, że masz też czas na zrobienie treningu, przeczytanie książki itp. I wiecie co, to wszystko szczera prawda. Internet zabiera nam cenny czas. Ile tak naprawdę przeglądamy w nim pożytecznych i potrzebnych nam stron, a ile czasu marnujemy na bezproduktywne klikanie. 


Jednak, w mojej ocenie, to co bezpowrotnie nam ucieka to, międzyludzkie relacje. Aplikacje, smartfony tak nami zawładnęły, że coraz rzadziej prowadzimy rozmowy w realu. Wystarczają nam spotkania raz na kilka miesięcy, bo przecież rozmawiamy ze sobą w sieci. Tylko na ile taką sieciową konwersację można nazwać 100% rozmową. Troszkę mnie zaskakuje ten brak chęci wobec tradycyjnej formy kontaktu z drugim człowiekiem i zastanawiam się, w którą stronę zmierza ten świat. Dlatego proponuję mały eksperyment. Spróbujmy codziennie, najpierw przez tydzień, później przez miesiąc, aż w końcu być może przez całe życie wracać do domu i nie sięgać od razu po telefon. Zjedzmy spokojnie obiad z rodziną, rozmawiajmy ze sobą, spędźmy razem odrobinę czasu. Wieczorem tuż przed snem zamiast po telefon sięgnijmy po książkę. Zobaczycie w jak dużo lepszym nastroju obudzicie się rano. Ograniczmy siedzenie w Internecie na rzecz korzystania z realnego życia bez ograniczeń. Cieszmy się pięknem za oknem, idźmy do kina, na kawę i rozmawiajmy. Ograniczmy życie online na rzecz życia offline i uwierzmy, że ono też może być piękne, ciekawe i inspirujące. Wchodzicie w to? :)

niedziela, 22 października 2017

Pięć zasad, które powinna znać każda starsza druhna


Co prawda sezon ślubny zbliża się ku końcowi, to jednak uznałam, że najwyższy czas podzielić się z Wami moimi weselnymi spostrzeżeniami. Własne doświadczenie, czujne oko i wytężony słuch pozwoliły mi stworzyć mały "poradnik" dla wszystkich starszych druhen. Ślub, to nie wiem czy najważniejszy dzień w życiu, ale na pewno bardzo istotny z punktu widzenia panny młodej. Wybierając swoją starszą z całą pewnością wybiera jedną z najbliższych jej osób, do której ma zaufanie i od której liczy na bezgraniczne wsparcie. Dlatego, tak istotne jest, aby stworzyć tego dnia wyjątkową, niepowtarzalną atmosferę. To lecimy z 5 zasadami, które powinna znać każda starsza druhna.

Uśmiech od samego rana
Choćby nie wiem co się działo tego dnia, wszystkie troski i zmartwienia odłóż na bok. Wstań w dobrym nastroju i niech Cię on nie opuści przez najbliższe 24 godziny :) To bardzo ważne, aby w ten dzień uśmiech nie schodził Ci z twarzy. Pamiętaj, że uśmiech jest zaraźliwy, a to Ty będziesz najbliżej panny młodej. Poza tym, nie jest Twoją rolą marudzenie, narzekanie, wyolbrzymianie problemów i chodzenie z obrażoną miną.

Logistykę weź na siebie
Mimo, że przygotowania do wesela zajmują wiele miesięcy, to i tak dużo kwestii zostaje do zrobienia na ostatnią chwilę. Warto wiedzieć wcześniej, kto czym się zajmuje i w razie potrzeby nie bać się koordynować zadaniami. Już w trakcie wesela bądź w stałym kontakcie z zespołem, obsługą. Warto słuchać opinii gości i w razie czego interweniować. Dowiedz się wcześniej, czy państwo młodzi mają wynajęty pokój dla siebie i tam zostawcie potrzebne rzeczy. O liście awaryjnej już kiedyś pisałam i jest ona takim must have ślubu. Ustal również wcześniej czy młodzi mają jakieś szczególne utwory, które chcieliby usłyszeć, czy planują podziękowania dla rodziców, chrzestnych. Jeśli tak, to musisz pamiętać o tych kwestiach i w odpowiednim momencie zająć się ich realizacją.


Zrób się na bóstwo
 Nie da się ukryć, że każda kobieta chce "jakoś" wyglądać na każdym ślubie. Tyle, że w tym wypadku "jakoś" nabiera innego znaczenia. Pełnisz funkcję reprezentatywną, więc też tak trzeba wyglądać. W mojej ocenie klasyka jest tu zawsze w modzie i lepiej nie eksperymentować zbytnio z ubiorem. Warto również zainwestować w profesjonalny make-up i fryzurę, które dobrze przygotowane utrzymają się przez całą imprezę. A poza tym, podobnie jak panna młoda poczujesz się bajkowo tego dnia. Aby zaoszczędzić trochę czasu można skorzystać wspólnie z panną młodą z usług tych samych osób, które przyjadą do Was do domu i tam Was przygotują. Ja za każdym razem korzystałam z profesjonalnego make-up przygotowanego przez Kasię Kręglicką. Osobom z Lublin i okolic mogę ją z pełną odpowiedzialnością polecić. Kilkakrotnie wykonywała mój makijaż jak i również panien młodych i za każdym razem efekt był nieziemski. Kolory idealnie dobrane, wykonanie z ogromną starannością i dbałością o każdy szczegół tworzyły trwały i przepiękny makijaż będący nie tylko dodatkiem, a idealnym dopełnieniem weselnych kreacji. Uważam, że warto wspierać talenty i polecać profesjonalne usługi dalej, gdyż poczta pantoflowa jest najlepszą reklamą. Dzieła sztuki Kasi możecie podpatrzeć tutaj - szczerze polecam :)

Baw się dobrze
Dobra zabawa to podstawa tego dnia. Zespół, choćby najlepszy samodzielnie nie porwie do zabawy wszystkich gości. Goście muszą współpracować, a zachęcenie ich do zabawy w dużej mierze zależy od Ciebie i starszego drużby. Dlatego nie ma co się wstydzić i od razu aktywnie uczestniczyć we wszystkich zabawach przygotowanych przez zespół. To Wy jesteście prawą ręką wodzireja i również na Was ciąży odpowiedzialność dobrej zabawy. Dlatego tak ważny jest również dobry humor, który wprawi Ciebie i gości w dobry nastrój.


Nie graj pierwszych skrzypiec
To w sumie najważniejsza zasada. Bezwzględnie na wszystko co się dzieje dookoła, a na weselu nietrudno o niespodziewane wydarzenia, powinnaś być oparciem dla panny młodej. Wspieraj ją najlepiej jak potrafisz, rozśmieszaj i odstresuj. Nie staraj się być najważniejsza, bo nie jesteś. Nie wychylaj się przed panną młodą i nie gwiazdorz, bo nie taka jest tu Twoja rola.

Przygotowując się do roli starszej druhny musisz znać tych pięć zasad i je stosować w praktyce. Jeśli podejdziesz odpowiedzialnie do swojego zadania, ale bez zbędnego spięcia na pewno w 100% wywiążesz się ze swojej roli. Pamiętaj, że bycie starszą to zaszczyt i ogromna przyjemność, a nie kara. Jeśli tak do tego podejdziesz to wspólnie z gośćmi stworzycie niezapomniane weselne chwile, które młodzi będą wspominać przez całe życie.

niedziela, 8 października 2017

Jak się pozbyć niepotrzebnych rzeczy??


Wasza szafa pęka w szwach, ale jak przychodzi co do czego to i tak nie masz co na siebie nałożyć. Chcąc wyglądać pięknie i modnie w każdej sytuacji udajesz się do sklepu, aby kupić nową sukienkę, czy bluzkę. Wracasz do domu, wieszasz sukienkę na wieszak i wsadzasz do szafy. Tutaj spotyka Cię mała niespodzianka, bo nie masz już gdzie upchnąć kolejnej rzeczy. Czas, więc zabrać się za porządki (o tym, jak to zrobić, aby było idealnie znajdziecie tutaj) i nagle okazuje się z ilu rzeczy tak naprawdę korzystasz, a ile zalega tutaj od kilku sezonów. Znacie to?? Powiedzcie, że też tak macie? :)

Najprostszym sposobem na zrobienie miejsca w szafie na nowe rzeczy jest pozbycie się tych starych. Każdy z nas dobrze wie, które ciuchy lubi najbardziej i które nosi najczęściej. W myśl zasady, że jeśli nie nałożyłaś czegoś przez kilka miesięcy to raczej już tego nie zrobisz i takiej rzeczy możesz się pozbyć. Powstaje jednak pytanie co zrobić z nieużywanymi ciuchami. Poza wyrzuceniem ich na śmietnik istnieje kilka możliwości. Powiem Wam, co ja z nimi robię.
Akcje charytatywne
Od kilkunastu lat w Lublinie organizowana jest akcja Pomóż Dzieciom Przetrwać Zimę. Co roku w listopadzie prowadzona jest uliczna zbiórka. W jedną listopadową niedzielę w kilkudziesięciu punktach miasta wolontariusze przyjmują rozmaite dary np. ubrania, żywność, art. papiernicze itp. Często korzystam z okazji i ładne, zadbane i uprane ubrania przekazuję właśnie na tę akcję. Staram się tu dodawać czapki, rękawiczki, zabawki, aby dzieci znalazły coś dla siebie. Nie mam pojęcia, czy jest to ogólnopolska zbiórka, ale jeśli nie, to zawsze można poszukać czegoś podobnego w swojej miejscowości. Dla zainteresowanych podrzucam stronę internetową PDPZ.  

Kontenery na ubrania
Przyznam szczerze, że nierzadko zdarza mi się zostawiać niepotrzebne ubrania w tego typu kontenerach. W pobliżu mojego miejsca zamieszkania znajduje się kontener PCK, do którego w każdej chwili można wrzucić zbędne rzeczy. Wiem, wiem na ich temat krąży wiele plotek, o tym co się naprawdę dzieje z naszymi ciuchami i gdzie one trafiają. Ja jednak chcę wierzyć, że PCK robi z nich właściwy użytek i nie rozmyślam zbyt długo na ten temat. 

Sprzedam - oddam - zamienię
Ten sposób odkryłam dość niedawno i jest to sprawka mojej siostry. Wiedziałam oczywiście, że jest taka możliwość, ale jakoś nigdy nie było okazji, żeby z niej skorzystać. Dopiero moja siostra uświadomiła mi, że to fajny sposób na pozbycie się niepotrzebnych rzeczy, zrobienie miejsca w szafie i zdobycie trochę grosza na nowe ciuchy :) W internecie jest mnóstwo miejsc, na których można wystawić swoje ciuchy na sprzedaż. Z pełną odpowiedzialnością mogę polecić olx.pl, portal znany chyba każdemu, a przynajmniej większości z nas. Często korzystam również z Facebook'a i dostępnych tam kilku grup sprzedażowych oczywiście odnoszących się do Lublina. Jednak Internet ma na tyle duże zasoby, że z całą pewnością znajdą się takie grupy dla każdej miejscowości. Te lubelskie to:
Drugie życie ubrań
Nie korzystam z tego sposoby zbyt często, ba chyba nawet wcale. A to tylko dlatego, że moje zdolności krawiecki nie są na tyle zaawansowane. Wierzcie mi, strach by było pokazać się ludziom na oczy w moich własnych przeróbkach. Znam jednak wiele osób, którzy są nieco bardziej zdolne w tej dziedzinie ode mnie. Małym wysiłkiem i niewielkimi kosztami nadają ciuchom nowe życie. Czasem doszyją jakieś charakterystyczne guziki, naszywki, innym razem coś przerobią. Jeśli macie takie zdolności warto z nich korzystać, wtedy raz kupiony ciuch będzie wam służył przez wiele lat w kilku zupełnie nowych odsłonach. Jest to duża oszczędność pieniędzy i fajny sposób na zachowanie oryginalności w tłumie. 

To teraz nie pozostaje Wam nic innego jak pójść do szafy i zrobić w niej porządek. Wiecie już jakie są moje sposoby na niepotrzebne rzeczy, ciekawa jestem Waszych. Czekam na propozycję, bo pewnie znajdę w nich jakiś nowy sposób dla siebie :)

sobota, 30 września 2017

Make Happy Month - Podsumowanie Września


Wrzesień, jeden z moich najukochańszych miesięcy w tym roku okazał się całkowitą klapą pod każdym względem. Nie udało mi się osiągnąć żadnego z wyznaczonych sobie celów, a do tego pogoda za oknem częściej dołowała niż zachęcała do działania. Wytłumaczę się brakiem czasu, chociaż po cichu się przyznam, że pewnie w wielu przypadkach jest to zwyczajnie wymówka. Ten miesiąc był bogaty w dość niezapowiedziane wydarzenia, które wymuszały szybką zmianę planów. Nie udało mi się zajrzeć do żadnej książki, ba nawet z trudem znajdywałam chwilę na czytanie ulubionego czasopisma. Regularne treningi w tym miesiącu to jedynie wspomnienie z sierpnia. Deszczowo pogoda i mega niskie, jak na wrzesień temperatury nie sprzyjały spacerom, na które przyznam szczerze bardzo liczyłam. Jesień na dobre zawitała i zadomowiła się u nas, wypierając przy tym wszelkie pozostałości lata. Jednak ja nie byłaby sobą, gdybym nie próbowała zachować odrobiny tego lata na dłużej :) Wrzesień to również moje urodziny, przez które nie spiszę tego miesiąca tak całkiem na straty. Nie zaliczę go do najgorszych również dlatego, że w wielu przypadkach konsekwencją tych niezapowiedzianych wydarzeń był czas spędzony z Siostrzeńcem. Ten mały szkrab skradł całe moje serce i bardzo cenię sobie każdą spędzoną z nimi chwilę. Cóż mogę więcej dodać, nie każdy miesiąc musi być idealny, ważne, żeby przeżyć go z uśmiechem na ustach :)


Moje małe październikowe cele
W październiku liczę na poprawę pogody. To chyba moja pierwsza nadzieja, bo jednak jak słonko świeci to się tak jakby bardziej chce ;). Niemniej jednak, mamy jesień i szarych dni będzie więcej niż mniej, więc mam nadzieję, że uda mi się bardziej zorganizować niż we wrześniu. Zasiadam zaraz z ołówkiem w ręku i planuję cały miesiąc uwzględniając, tym razem miejsce na niezapowiedziane wypadki. W październiku chciałabym wrócić do regularnych treningów, już jutro pędzę na godzinny wycisk na siłowni! Chciałabym również rozpocząć drobny remont, niby nic szczególnego, ale jednak przygotować się trzeba. W tym miesiącu wracam również na dalszy kurs angielskiego, który również zabierze mi dwa popołudnia w tygodniu. Liczę również, że uda mi się nadrobić towarzyskie zaległości i uchwycić w aparacie chociaż trochę złotej polskiej jesieni. A Wy, jakie macie plany na październik?

poniedziałek, 25 września 2017

Zachowaj odrobinę lata jesienią!



Data w kalendarzu, coraz szybciej zapadający zmrok i przede wszystkim pogodowa aura za oknem codziennie przypomina mi, że nadeszła jesień. Niestety chyba jeszcze nie pora na naszą złotą polską, bo za oknem oprócz deszczu i zimna raczej nic złotego nie widać. A jeszcze nie tak dawno cieszyliśmy się pięknem zieleni i słońca. No właśnie! Czy da się lato zachować na dłużej? Moim skromnym zdaniem tak! Mimo wszystko, tak sobie myślę, że jesień nie musi być taka straszna. Już dawno znalazłam na nią kilka sposobów. Wystarczy tylko zachować letniego ducha w serduchu na dłużej. A jak to zrobić? Bardzo prosto! Główna zasada to nie myśleć za dużo! Z doświadczenia wiem, że jak się za dużo myśli, to wszystko się knoci i to w każdej dziedzinie życia.


Masz problem z porannym wstaniem, gdy za oknem ciemno, nie zastanawiaj się nad tym, nie ustawiaj w nieskończoność drzemki w budziku, tylko zwyczajnie podnieś się z łóżka. Odsłoń zasłony, a jeśli jest jeszcze ciepło na dworze to uchyl okno, aby wpuścić odrobinę świeżego powietrza do pokoju. Przy okazji tutaj znajdziesz patenty na dobry humor od samego rana :) Jeśli w lecie biegasz, to czemu nie robić też tego na jesień. Wiem zimno, szaro buro i ponuro, ale właśnie nie myśl o tym. Wskakuj w ciepły dres, nakładaj adidasy odpalaj muzykę i biegaj do woli. Coś, co jest jest rutyną w lecie może też nią być na jesień. Nie ma sensu rezygnować z przyjemności, tylko dlatego, że przeszkadza Ci pogodowa aura. Tak naprawdę wszelkie ograniczenia są jedynie w naszej głowie, a pogoda jest jedną z wielu wymówek. Czym dłużej utrzymasz letnią formę, tym na wiosnę nie będziesz musiała rozpoczynać katorżniczych treningów, aby pozbyć się zbędnego małego co nieco :)


Poza tym warto zachować lato w swojej urodzie. Letnią opaleniznę można zachować na dłużej stosując kosmetyki ogólnodostępne na rynku i to za niewielkie pieniądze. Zadbaj o skórę, o włosy. Utrzymaj ich rozjaśniony od letniego słońca kolor. Dbaj o odpowiednią dietę bogatą w sezonowe warzywa i owoce, jeśli trzeba wspomagaj się witaminą D, a wtedy odrobinę słońca będziesz mieć na talerzu i w organizmie. Aby zachować letni nastrój czasem wystarczy tylko obejrzeć lekką komedię lub posłuchać wesołej muzyki. Na przekór temu, co puszczają nam z każdej strony nie zamęczajmy się smutną muzyką. Nie wpędzajmy się na własne życzenie w ponury nastrój. Lepiej oglądać i słuchać czegoś wesołego, przyjemnego i tańczyć do woli ile sił nam starczy. A przede wszystkim dużo się uśmiechać. Uśmiech na twarzy rozpogodzi każdy ponury dzień. A jeśli już się zdarzy taki ponury dzień, można z przyjemnością powrócić do letnich wspomnień robiąc porządek lub jedynie przeglądając wakacyjne zdjęcia. To zawsze wprawi w dobry nastrój i umili czas oczekiwania na powrót lata. 

Ja tak co roku zachowuję odrobinę lata jesienią. I przyznam szczerze, że od jakiegoś czasu nawet polubiłam tę porę roku. Uwielbiam jej kolory, zapachy i to, że nie jest tak upalnie. Korzystam ze świeżego powietrza tyle ile mogę. Nie smucę się na siłę, a w zamian za to zarażam uśmiechem i dobrym humorem. Wam też polecam nie żegnać się jeszcze z latem i zachować je na troszkę dłużej niż zawsze :)

niedziela, 17 września 2017

Wieczór Panieński w świecie zagadek


Jak już wszyscy dobrze wiecie, ostatnio miałam wielką przyjemność pełnić rolę starszej druhny na ślubie mojej przyjaciółki. Wiadomo, co należy do podstawowych obowiązków starszej - organizacja wieczoru panieńskiego! I z takim zadaniem również i mi przyszło się zmierzyć, a do jego realizacji podeszłam w jedyny znany mi sposób. Zawszę będę powtarzać, że przy organizacji wieczoru panieńskiego najważniejsze jest zrozumienie tego, co dla panny młodej będzie zaskoczeniem, ale i wielką przyjemnością. Organizując tego typu imprezę należy mieć na uwadze charakter i upodobania panny młodej, a nie swoje. To teraz do rzeczy :) 


Moim pomysłem dla panny młodej był wieczór w świecie zagadek. Oczywiście wszystko owiane było tajemnica zarówno dla gości jak i dla niej samej. Wieczór rozpoczął się od rozstawienie gości w kilku charakterystycznych miejscach. Każda z dziewczyn trzymała jedną z wcześniej przygotowanych kolorowych kopert, które po kolei zdobywała panna młoda jednocześnie odnajdując swoje koleżanki. To było pierwsze zadanie przygotowane na ten wieczór. W poszczególnych kopertach znajdywały się zagadki dotyczące "poszukiwanych" koleżanek oraz fragmenty mapki. Mapa służyła do odnajdywania koleżanek, a zagadki to przygotowane wcześniej przeze mnie rymowanki zawierające charakterystyczne cechy każdej z dziewczyn. Ostatnia osoba trzymała kopertę, w której znajdowała się nagroda za odnalezienie wszystkich. I jak przystało na świat zagadek atrakcja nie mogłaby być inna jak wizyta w jednym z pokoi escape room. Na tę okazję wybrałam psychiatryk, z którego na wydostanie się miałyśmy równe 60 minut. Przyznam szczerze, że mimo iż wyszłyśmy na chwilę przed czasem, nie było to najprostsze zadanie! Następnie udałyśmy się do wcześniej wynajętego vip roomu, gdzie jedząc, pijąc panna młoda wraz z gośćmi brała udział w przygotowanych grach i zabawach, oczywiście otrzymując prezenty. Gry jakie wykorzystałam to:
  • standardowe pytania i odpowiedzi - gra, w której panna młoda odpowiada na wcześniej zadane przyszłemu mężowi pytania. Za każdą złą odpowiedź czeka ją "kara",
  • zabawa z balonami - wszyscy uczestnicy imprezy przebijają balony, w których znajdują się zadania do wykonania,
  • wspomnienia - na małych karteczkach dziewczyny wypisały swoje jedno wspomnienie z panną młodą, która po przeczytaniu musiała odgadnąć czyja to historia i opowiedzieć ją wszystkim,
  • sprawdzian w kuchni - na rozsypanych karteczkach znajdowały się kuchenne produkty, z których trzeba było wybrać jedynie te, które pasują do danych potraw.
Tego typu zabawy w fajny i prosty sposób integrują i rozbawiaj wszystkich gości. Jednak trzeba uważać, aby nie było ich za dużo, bo stają się nudne robiąc coraz cięższą atmosferę wieczoru. 

Prezenty


Prezenty (nagrody) są ważnym elementem wieczoru panieńskiego. Chociaż nie o nie tu chodzi, to drobne upominki są miłym gestem dla panny młodej. Osobiście prezenty przygotowuję na kilka tygodni przed imprezą. W tym wypadku, znając bardzo dobrze pannę młodą, postawiłam na wspomnienia. Własnoręcznie przygotowany scrapbookingowy album zawierający wspomnienia i zdjęcia panny młodej z przyjaciółkami okazał się strzałem w dziesiątkę. Oczywiście must have wieczoru panieńskiego to błękitna podwiązka, której i w tym przypadku nie mogło zabraknąć. Jeśli chodzi o główny prezent, to wyjątkowo nie stawiałam na seksowną bieliznę, a wybrałam lot motoparalotnią nad Kazimierzem Dolnym jednocześnie życząc wysokich lotów małżeńskich. W przypadku samych prezentów ważne jest również ich opakowanie. Upominki zapakowane były w jednakowe błękitne pudełeczka. Do każdego upominku doczepiony był bilecik, na którym widniało wspólne zdjęcie przyszłej pary młodej z życzeniami. 

Taki był mój pomysł i moja wizja na ten wieczór panieński. Szczęśliwe w stu procentach zgodziła się z wizją panny młodej i gości. Bardzo mnie to cieszy, bo ten wieczór ma być wyjątkowy, jedyny w swoim rodzaju. Taki, który panna młoda zapamięta na całe życie, a zapamięta go dobrze tylko wtedy, gdy będzie miała z niego miłe wspomnienia. I takich wieczorów panieńskich wam życzę, abyście uczestniczyły w nich jako gość, organizator i panna młoda :) :) 

piątek, 8 września 2017

Warto być sobą!


Dzisiaj troszkę bardziej prywatnie niż zawsze i jeszcze bardziej od serca. Krótko mówiąc od samego rana obchodzę swoje urodziny i stoję na chwilę przed zmianą cyferki z przodu. Nie to, żeby mnie to jakoś specjalnie stresowało albo frustrowało, niemniej jednak skłoniło do pewnej refleksji. Do tych znaczących urodzin mam jeszcze calusieńki rok, zatem nie byłabym sobą gdybym nie poczyniła dzisiaj konkretnych postanowień (prawie jak noworoczne :)), które mam zamiar, krok po kroku przez cały rok spełniać. Ale nie o tym chciałam tu pisać. W dniu swoich urodzin uznałam, że całe życie nic nikomu nie udowadniałam, powolutku realizowałam swoje cele, a przede wszystkim byłam sobą. I chyba właśnie to bycie sobą niezależnie od sytuacji dało mi grono najbliższych mi ludzi, na których zawsze mogę liczyć i od których dzisiaj usłyszałam miliony serdecznych słów. I dlatego stwierdziłam, że warto stawiać na swoim, dążyć do realizacji swoich marzeń. Nie warto marnować czasu na siedzenie, oglądanie telewizji i zazdroszczenie innym. Sami przyznajcie ile razy śledziliście facebookową tablicę czy Instagram oglądając zdjęcia znajomych i nie szczędząc im ostrych słów krytyki pod nosem. A to za gruba, a to za chuda, a to po co ona tam pojechała, jak tam nic nie ma itp. itd. Albo oglądając telewizję twierdziliście, że wszystko co tam widzicie jest nierealne.


Zastanawialiście się kiedyś dlaczego tak się zachowujemy. Moim zdaniem i pewnie nie odkryłam tu Ameryki odpowiedzialna za to jest zazdrość, która nami wówczas kieruje. A zazdrość bierze się stąd, że nie jesteśmy do końca zadowoleni z tego jak wygląda nasze życie. Boimy się zmian, więc minuty, godziny, dni przelatują nam przez palce. Siedząc w miejscu i nic nie robiąc zawsze jesteśmy krok w tył przed tymi, co nie boją się wyzwań i działają. Nie lubimy być sobą, bo boimy się krytyki innych. Nie wyrażamy głośno swojego zdania, bo po co się narażać, nie wychodzimy z nowymi inicjatywami, bo dlaczego mam to robić ja, jak może ktoś inny. Takie myślenie i zachowanie popycha nas coraz bardziej w rutynę, która spycha nas na bok i powoduje frustrację. Szkoda czasu na coś takiego! Warto otworzyć się na otoczenie i nie bać się być sobą. Wówczas docenicie piękno otaczającego nas świata, będziecie celebrować małe rzeczy i chwytać ulotne chwile. Wyrażajmy swoje zdanie, nie bójmy się mówić głośno co myślimy, ale słuchajmy i szanujmy poglądy innych. Nie chowajmy się za myślami innych, bo już zawsze będziemy jedynie z zazdrością przeglądać facebookowe profile znajomych. Każdy jest indywidualny, wyjątkowy, wartościowy i tylko będąc sobą na co dzień, nie od święta możemy w pełni pokazać naszą wartość. To co, do dzieła! 8 września to nie tylko moje urodziny, to również Dzień Marzyciela i Dzień Pozytywnych Wiadomości, a to do czegoś zobowiązuje. Zatem ja zaczynam już od dzisiaj, nie od jutra swój kolejny rok życia. Mam nadzieję pełen nowych marzeń, wyzwań, przygód i pozytywnych emocji. Tego sobie i Wam życzę :) :) :)

sobota, 2 września 2017

Make Happy Month - Podsumowanie Sierpnia


Podsumowanie sierpnia, w tym miesiącu wyjątkowo wskakuje tutaj we wrześniu. Sprawcą tego małego opóźnienia jest moja praca zawodowa, dzięki której ostatni tydzień sierpnia spędziłam w iście nadmorskim klimacie. Był to dla mnie powrót nad polskie morze po kilku, no może nawet kilkunastu latach. Delegacyjne warunki nie sprzyjały beztroskiemu spędzaniu czasu na plaży, mimo to w natłoku pracy udało się wygospodarować chwilę na wieczorny spacer brzegiem morza. Sierpień minął mi w mgnieniu oka. Był to dość przyjemny miesiąc. Jego początek to pożegnanie z górami i urlopowanie z Juniorem. Lepiej być nie mogło! :) Sierpień to również wieczór panieński, który w 100% udał się tak jak to sobie zaplanowałam. Był miłą niespodzianką dla panny młodej i gości :) Szczegóły tego wydarzenia już wkrótce na blogu! A jak wieczór panieński to i wesele, które zdecydowanie było dominującym wydarzeniem długiego weekendu. Ten miesiąc to również próba swoich sił na siłowni, która okazała się sukcesem. Nowe treningi i możliwości korzystania ze sprzętu, którego nie mam w domu pochłonęły mnie bez reszty. Udało mi się nawet znaleźć czas na czytanie książek, czego dawno nie było w moim planie dnia. Znakomita komedia Olgi Rudnickiej pt. Były sobie świnki trzy wprawiła mnie w wyśmienity nastrój. Książkę wręcz pochłonęłam i serdecznie ją Wam polecam :) W sierpniu również sprawiłam sobie małą niespodziankę i pozbyłam się dobrych kilkunastu centymetrów moich włosów. Przejście z długich na krótkie wywołało chwilowy szok, ale dzięki znakomitej fryzjerce obyło się bez płaczu, a wręcz z uśmiechem na twarzy. Początek sierpnia spędzałam w górach, września nad morzem ciekawe zatem jaki będzie ten wrzesień :)


Moje małe wrześniowe cele
Wrzesień to jeden z najpiękniejszych miesięcy w całym roku i jeden z moich ulubionych. Nie jest już tak upalnie jak w lipcu czy sierpniu, ale też jeszcze nie tak zimno jak w listopadzie. Dlatego zamierzam dużo czasu spędzić na świeżym powietrzu korzystając z uroków pięknej pogody. Dla mnie będzie to nieco luźniejszy czas, o ile nie wydarzy się nic niespodziewanego, dlatego mam nadzieję, że uda mi się popstrykać trochę ciekawych zdjęć. Korzystając z odrobiny wolnego czasu zamierzam zrobić jesienne porządki i może małą "garażową" wyprzedaż. Napędzona dobrą energią zamierzam kontynuować swoją przygodę z siłownią regularnie i systematycznie. Liczę również na nadrobienie towarzyskich zaległości :) Wrzesień zapowiada się całkiem przyjemnie, a u Was jak? Jakie macie plany na ten miesiąc?

niedziela, 27 sierpnia 2017

Moje 24 godziny w Wiedniu


Dokładnie miesiąc temu miałam ogromną przyjemność urlopować się w Wiedniu. Krótko, bo jak na razie w stolicy Austrii dane mi było spędzić jedynie 24 godziny. Powiedzmy sobie szczerze, to zbyt krótki czas, aby móc stwierdzić, że się zwiedziło całe miasto. Niemniej jednak początek przygody z tym miejscem rozpoczęłam i mam wielką nadzieję, że kiedyś będę ją kontynuować. A jak moje wrażania? Zobaczcie sami! :)


Z całą pewnością jest to jedno z piękniejszych miast, jakie widziałam. Zdecydowanie ma swój klimat. Cesarskie czasy odcisnęły na nim swoje piętno, które widoczne są w dzisiejszych czasach. Moim zdaniem, to właśnie to "cesarskie piętno" tworzy wyjątkową atmosferę austriackiej stolicy. Przejście całego Starego Miasta oglądając wszystkie atrakcje zajmuje kilka godzin. Warto jednak poświęcić odrobinę czasu i sił w nogach i przespacerować się wiedeńskimi uliczkami. Zdecydowana część wycieczki prowadzi śladami monarchii Habsburgów. Cesarzowa Sissi zdecydowanie opanowała Wiedeń. Jej postać wspominana jest na każdym kroku, a jej wizerunek widnieje niemalże na każdej pamiątce. Nic w tym dziwnego, jest jedną z najbardziej znanych postaci, jednak jak dla mnie troszkę jest jej za dużo. 


Na Starym Mieście tuż obok Katedry św. Szczepana znajduje się najdroższa ulica austriackiej stolicy, czyli Kohlmarkt. Czynsze za wynajem lokalu w jednej z tutejszych kamienic osiągają horrendalne sumy. Stąd też są niedostępne dla zwykłych śmiertelników. Niemniej jednak można przespacerować się tą ulicą podziwiając witryny sklepowe światowych marek takich jak: Dior, Gucci, czy Chanel. Ciekawostką jest fakt, że na wiedeńską starówkę wjechać mogą samochody jedynie do godziny 11 i to też te z zaopatrzeniem. Z parkingami w centrum również nie jest łatwo. Są dość drogie, a pozostawić samochód można jedynie na 3 godziny. Lepiej zostawić auto gdzieś dalej, a skorzystać z metra. 

Pałac Schonbrunn, czyli dawna letnia rezydencja Habsburgów zachwyca swoją wielkością. W tym miejscu widać i czuć potęgę tej dynastii. Miejsce również opanowane przez Sissi, jednak warte zachodu. Mimo, że same ogrody robią ogromne wrażenie, to w środku jest równie pięknie. Zwiedzanie kilku komnat zajmuje kilkanaście minut, a koszt to 17 euro. W tym czasie można zapoznać się z historią Habsburgów oraz księżnej Sissi. Poznać jej zwyczaje, nawyki. Kto jednak nie chce wejść do środka będzie miał co robić. Cały Pałac Schonbrunn to kompleks kilku obiektów (oczywiście każdy osobno płatny). Do samych ogrodów można wejść za darmo i dotrzeć aż do Glorietty skąd można podziwiać całą panoramę Wiednia.


Minusem tego miasta są wysokie ceny. Dla osoby zarabiającej w złotówkach, austriackie ceny mogą sprawić, że włos się zjeży na głowie. Z całą pewnością nie jest tanio. Za obiad trzeba zapłacić kilkanaście euro, za kawę kilka. Właśnie, wiedeńska kawa - należy jej się kilka chwil uwagi :) Jedna z lepszych jaką piłam! Jednak miałam z nią mały problem, gdyż nazewnictwo troszkę różniło się od naszego. Dlatego przy kolejnej wizycie w tym mieście z całą pewnością doszkolę się w tej dziedzinie ;)


Wyjeżdżając z Wiednia czułam i nadal czuję niedosyt. Wspaniałe miasto z historią i duszą, którą czuć w większości uliczek. Tutaj stare miesza się z nowym i do tego idealnie pasuje. Polecam wszystkim odwiedzić to miasto na chwilę lub na troszkę dłużej. Nieważne czy samemu, czy z wycieczką. Z całą pewnością austriacka stolica zasługuje na odwiedziny i jestem przekonana, że mile was ugości.

niedziela, 13 sierpnia 2017

Jarmark Jagielloński znów w Lublinie!


I znów w Lublinie zrobiło się głośno, kolorowo i ludowo. Jak co roku długi weekend sierpniowy upływa pod hasłem Jarmarku Jagiellońskiego. Ta kolejna edycja tego wspaniałego wydarzenia w tym roku jest szczególna, bo zbiega się z obchodami 700lecia Miasta Lublin, a jej motyw przewodni to pisankarstwo. Kto by pomyślał, ze oglądanie i tworzenie pisanek może przyciągnąć tłumy w połowie sierpnia, kiedy o Wielkanocy nikt nawet nie pomyśli. A jednak warsztaty malowania pisanek znalazły się w jarmarkowym programie, a Bramę Krakowską ozdobiły kolorowe jajeczka. 


Tradycyjnie już Jarmark Jagielloński to liczne stragany, na których można podziwiać rękodzielnicze wyroby i podpatrzyć rzemiosła u najlepszych, a nawet zamienić z nimi kilka słów. Osoby prezentujące na stoiskach swoje wyroby podlegają merytorycznej kontroli organizatorów. Zatem solidnie i rzetelnie wyselekcjonowani artyści są gwarancją najwyższej jakości tego wydarzenia. I takim sposobem znajdziecie tu między innymi: wyroby garncarskie, drewniane, haftowane chusty, obrusy, a nawet miody czy pieczywo. Jednak Jarmark to nie tylko stragany, to również liczne wydarzenia kulturalne. Organizatorzy zapraszają na liczne wernisaże, koncerty, potańcówki, czy jarmarkowe kino. Jednym zdaniem każdy znajdzie tu coś dla siebie. 


Reasumując Jarmark Jagielloński i w tym roku mnie nie zawiódł. Kilka lat temu miałam okazję i przyjemność jako wolontariusz współorganizować to wydarzenie. Pamiętam ile pracy, czasu i serca wkłada się w to, aby przez te kilka dni miasto wyglądało tak pięknie, a wszystko działało jak w dobrze naoliwionej maszynie. I to serducho widać i czuć na ulicach miasta. Co tu dużo pisać, kto jeszcze nie był, to czas najwyższy to nadrobić i na własnej skórze poczuć jarmarkowy klimat, który w Lublinie będzie trwał do wtorku. Łapcie szczegółowy program i pędźcie na lubelskie Stare Miasto!

poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Tatry subiektywnie - moich 5 najpiękniejszych miejsc


Już chyba po raz ostatni w tym roku kilka słów o moich kochanych górach :) Chciałabym Was zabrać po kilku dla mnie najpiękniejszych i najważniejszych miejscach. Trudno było mi wybrać tą szczęśliwą piątkę, takie top of the top. Po uwagę wzięłam mnóstwo czynników takich jak trudność wejścia, piękno krajobrazu czy sentyment. Tak właśnie na liście nie znalazły się Rysy - choć ich zdobycie kosztowało mnie wiele trudu, Giewont - mimo, że zdobywałam go kiedy jeszcze nie było na nim kolejek :P ani Kasprowy Wierch. Znalazły się tu niektóre mniej znane szlaki inne bardziej, niektóre wymagające więcej trudu inne mniej, ale mające dla mnie duże znaczenie. Góry uczą pokory, cierpliwości i wytrwałości. Na wszystkich, którzy te cechy wypielęgnują czeka nagroda na szczycie w postaci satysfakcji z samego siebie i niezapomnianego, zapierającego dech w piersi krajobrazu. 


Czerwone Wierchy
To było moje marzenie odkąd tylko zaczęłam przygodę z Tatrami. Zdobycie czterech dwutysięczników za jednym zamachem! Kto by nie chciał?! Trasa do najłatwiejszych i najkrótszych nie należy, więc trzeba być dobrze przygotowanym, żeby się w nią wybrać. Minimum 7,5 godzinna wędrówka polsko-słowacką granicą jest wyjątkowo malownicza. Chyba właśnie dlatego, że nie jest najkrótsza to również nie tak popularna jak np. Giewont. Warto się poświęcić, wstać wcześnie rano, aby podziwiać widoki, a może nawet na żywo zobaczyć kozice :)

Dolina Pięciu Stawów
Do dzisiaj nie mogę się zdecydować, co bardziej mi się podoba Dolina Pięciu Stawów czy Czerwone Wierchy. Krajobraz piękny, zapierający dech w piersi. Szarlotka ze znajdującego się tutaj schroniska smakuje najlepiej na świecie. Nie wiem czy to smak czyni ją tak dobrą, czy widoki wokoło. Jedno jest pewne, nie ma sobie równej! (przynajmniej dla mnie :)) Trasa również dość długa, więc trzeba wyjść wcześnie rano. Najpiękniejsza kiedy wraca się do Morskiego Oka. Jej mały minus to zejście z Morskiego Oka do Palenicy asfaltem z tłumem wczasowiczów. 


Czarny Staw Gąsienicowy
Dla mnie jedno z najpiękniejszych tatrzańskich miejsc. Tu piękno przeplata się z grozą. Stojąc nad Czarnym Stawem Gąsienicowym na własne oczy widzisz i czujesz potęgę górskiej przyrody. Trasa nie jest trudna, więc warto chociaż raz w życiu pojawić się w takim miejscu. 

Czarny Staw pod Rysami
Jeśli dotrze się już do Morskiego Oka, to z łatwością można podejść do Czarnego Stawu. Większość osób z pewnością wykańcza pierwsza część wędrówki stąd nad Czarny Staw idą już nieliczni. Miejsce piękne i zupełnie odmienne od Czarnego Stawy Gąsienicowego. Nie ma tu takie magicznej atmosfery grozy. Jednak błękit wody i widok szlaku na najwyższy polski szczyt robią wrażenie. 


Grześ
Moja tegoroczna zdobycz! Niepozorny szczyt rozciągający się z Doliny Chochołowskiej wymaga nieco trudu, aby się na niego wspiąć. Trasa niedługa, nieco mniej popularna, a piękna. Już od połowy drogi widoki zapierają dech w piersi, a sam szczyt zachwyca polsko-słowackimi górami. Coś pięknego! 

To Tatry moim subiektywnym okiem. Dla mniej miejsca ważne i piękne. Takie, które zachwycają, dają do myślenia. Jeśli ktoś był w górach to wie o czym mówię, a jeśli nie, to najwyższy czas to nadrobić. W końcu wakacje jeszcze trwają! :):):)

poniedziałek, 31 lipca 2017

Make happy month - podsumowanie lipca


Dziś Make Happy Month z nieco innej niż zawsze scenerii, bo spod samiuśkich Tatr :) Jak doskonale wiecie, w końcu udało się pójść na długo wyczekiwany urlop. Na kilka dni porzuciłam etatową rzeczywistość, aby cieszyć się góralami, owcami, oscypkami i przede wszystkim Tatrami. Lipiec był wspaniały, bogaty w mnóstwo niespodziewanych, przyjemnych wydarzeń. Udało mi się zaplanować wakacje tak, aby spędzić je tak jak sobie wymarzyłam. Oczywiście nie odbyło się bez wielu niespodzianek i przygód. Jako wielka miłośniczka Tatr mogłam zachwycać się ich pięknem z bliska. Przemierzać wzdłuż i wszerz tatrzańskie szlaki. Odkrywać nowe nieznane szczyty i przypominać sobie te już dawno zdobyte. I nawet niespodziewanie pobiłam swój życiowy rekord wejścia na jeden z nich :) Ale wakacje w tym roku to nie tylko Tatry, to również Wiedeń. Piękna kraina cesarzowej Sissi, w której ma się wrażenie, że czas na chwilę się zatrzymał. Pierwszy raz byłam w stolicy Austrii i mam wielką nadzieję, że nie ostatni. Zachwyciłam się atmosferą tego miasta, a przy okazji po raz kolejny przekonałam, że mój kurs angielskiego nie poszedł na marne. Jest motywacja, aby powalczyć z językiem przez kolejny rok. Jednak lipiec to nie tylko urlop, to również miesiąc regularnych treningów i czas dopinania na ostatni guzik przygotowań wieczoru panieńskiego mojej przyjaciółki. Udało mi się dograć już w miarę wszystko, zostały jedynie ostatnie szczegóły. I nawet trochę mi szkoda, że ten miesiąc już dzisiaj odchodzi w zapomnienie. Jednak z głową pełną nowych pomysłów, pozytywnie nastawiona czekam na sierpień licząc, że będzie podobnie wspaniały. 


Moje małe sierpniowe cele

Sierpień to czas ślubu mojej przyjaciółki, a zatem ten miesiąc upłynie w ślubnej tematyce, a przynajmniej jego pierwsza połowa. Nic więc w tym dziwnego, że główny cel do zrealizowania to stanąć na wysokości zdania i odegrać rolę starszej druhny najlepiej jak potrafię. Pierwsze pole do popisu już w najbliższą sobotę, kiedy to odbędzie się długo przygotowywany wieczór panieński. Trzymajcie kciuki, żeby wszystko poszło dobrze i przyszłej Pannie Młodej się spodobało :) W sierpniu również porzucam treningi z Ewą Ch. na rzecz grupowych zajęć w siłowni. Dla mnie to nowości, wiec mam nadzieję, że uda mi się zachować regularność i systematyczność. Na początek sierpnia przypada również końcówka mojego urlopu, więc mam nadzieję, że wolny czas będę mogła wykorzystać na dalszy odpoczynek i zabawy z moim ukochanym chrześniakiem. W tym miesiącu w Lublinie odbywa się sporo wydarzeń kulturalnych, na których mam nadzieję zawitać. A tymczasem ze zresetowaną głową i uśmiechem na ustach uciekam nacieszyć się ostatnimi tatrzańskimi chwilami. Pięknego i pogodnego sierpnia Kochani! :)

poniedziałek, 24 lipca 2017

Patenty na udany urlop


Dla mnie wakacje rozpoczęły się dzisiaj o 15 :) I choć nie trwają aż tyle co w szkole, nie wspominając już o czasach studenckich, to każdy, kto pracuje na etacie, wie ile dla niego znaczy dwutygodniowy urlop. Zamierzam wypoczywać, odpoczywać, biegać, skakać, tańczyć i cieszyć się każdą wolną chwilą. Oczywiście urlop nie byłby kompletny bez wyjazdu w moje ukochane Tatry (dla mnie, na całym świecie nie ma piękniejszego miejsca!). Zanim jednak na chwilę wyloguję się z wirtualnej i realnej rzeczywistości to podaję Wam moje patenty na udany urlop! Zostawiam Was z moją szczęśliwą siódemką! Miłej lektury :)

One

Nie wiem jak dla Was, ale dla mnie ma znaczenie od jakiego dnia w tygodniu idę bądź wracam z urlopu. Nie lubię szablonowych terminów od poniedziałku do piątku. Biorąc wolne od środka tygodnia zawsze mam wrażenie skróconego tygodnia pracy. Zdecydowania lepiej mi się wtedy pracuje :)

Two

Próbuję się wyspać, ale też nie przespać całego wolnego czasu. Ostatnio ku wielkiemu mojemu zdziwieniu, stałam się rannym ptaszkiem. Zamierzam odespać, chociaż troszkę, codzienne poranne wstawanie, ale nie na tyle, żeby przestawić swój organizm i mieć problemy po powrocie do pracy!

Three

Wyjazd! Chociażby na kilka dni za miasto. Nic tak nie ładuje baterii jak całkowita odskocznia od codziennych obowiązków. Poza tym taki wyjazd to mnóstwo wyzwań, pozytywnych wrażeń i przygód. Nie musi być daleko, ważne żeby gdzieś :)


Four

Niestety jak wyjazd to i kasa. Te dwie rzeczy są ze sobą nierozerwalnie związane. Mimo, że na małe wyjazdy nie trzeba dużych pieniążków, to jednak dla niektórych nawet taki wydatek jest zbyt duży. Wtedy proponuję poszukać atrakcji w swoim mieście. Może akurat dzieje się coś fajnego kulturalnego - letnie kino, ciekawy festiwal albo zwyczajnie miejska plaża, na której można bezpłatnie leżeć bykiem i odpoczywać. Ważne, aby nie siedzieć w domu i nie marnować czasu przed TV.
Five

Wyloguj się z życia online - choćby na jeden dzień. Proponuję dzień bez Facebooka i tego typu podobnych portali, ba możesz nawet pokusić się o dzień bez internetu. Nie siedząc w nosie z telefonem zobaczysz jaki świat może być piękny, a ludzi życzliwi wobec siebie nawzajem.
Six

Pracę zostaw w pracy. Jeśli możesz sobie pozwolić to zostaw służbowy komputer i telefon w firmie, a jeśli nie to rzuć je gdzieś daleko w kąt w domu i skorzystaj dopiero jak będzie bezwzględna ostateczność. Celem urlopu jest wyluzowanie się, zrelaksowanie, oderwanie od firmowej codzienności. Warto o tym pamiętać, gdy będzie Cię kusić zerknąć do firmowego maila.
Seven

Dobry humor od samego rana. Wyluzuj, nie spinaj się, wypielęgnuj w sobie lenia - chociaż tu uważaj, żeby z tym nie przesadzić ;) Daj sobie odrobinę wytchnienia, nie nadrabiaj zaległości w sprzątaniu i różnych pracach domowych. Ciesz się leniwą poranną kawą albo wieczorną książką przed snem. Jednym zdaniem każdą piękną chwilą tego wolnego czasu. Nie przejmuj się drobnostkami, nie denerwuj z byle powodu, na to jeszcze później przyjdzie czas :)

Kochani życzę Wam i sobie udanego wypoczynku. Nie każdy z nas zbierze piękne wspomnienia, naładuje akumulatory do dalszych działań. Ja tymczasem uciekam, nie będę tu pewnie tak często, jakbym chciała. Lecę odpoczywać i czerpać inspirację na przyszłość. Stęsknionych zapraszam na wakacyjny "spam" na moim Instagramie :) Pięknych Wakacji!!

niedziela, 16 lipca 2017

Usiądźmy przed podróżą



Wakacje! upragnione, wyczekiwane w końcu nastały. Zaplanowaliśmy wyjazd, wykupiliśmy wycieczkę lub zarezerwowaliśmy nocleg, wiemy kiedy i jak jedziemy. Od kliku dni wytchnienia dzieli nas już tylko podróż. Jak ją przetrwać, by nie okazała się największym koszmarem?! 

Zorganizuj się odpowiednio wcześniej
Nie radzę zostawiać wszystkiego na ostatnią chwilę, bo to powoduje jednie niepotrzebny stres. Warto kilka dni wcześniej zaplanować, jak ma wyglądać nasza podróż. Rezerwując nocleg, czy wycieczkę powinniśmy zastanowić się jak chcemy dotrzeć w docelowe miejsce, czy miejsce zbiórki. Niestety nie zawsze znajduje się ono bardzo blisko naszego domu, a tym samym chcąc nie chcąc czeka nas podróż. Od razu trzeba zastanowić się jakim środkiem transportu dotrzemy najszybciej lub najwygodniej. Jeśli wybieramy pociąg lub autobus trzeba dokładnie sprawdzić godziny odjazdu i przyjazdu i znaleźć się na dworcu odpowiednio wcześniej. Pamiętajcie, że ten typ komunikacji ma małą wadę, jaką są częste opóźnienia. Zatem jeśli musicie w ten sposób dotrzeć na lotnisko, warto mieć lekki czasowy zapas, aby nie okazało się, że nasz samolot już odleciał, a my jesteśmy dopiero w połowie drogi. Natomiast wybierając jazdę samochodem prześledźmy wcześniej naszą trasę. Sprawdźmy w Internecie, czy jakieś drogi nie są w budowie, czy są objazdy, albo czy będziemy poruszać się po płatnych drogach. Jeśli wybieramy ostatnią opcję przygotujmy się wcześniej finansowo i sprawdźmy jaka jest obowiązująca forma płatności. 


Wykorzystujmy dobrodziejstwa technologii
Nie po to co chwilę pojawiają się technologiczne nowinki, żebyśmy nie mogli z nich korzystać. Kto z nas nie ma dzisiaj GPS-u, chociażby w telefonie. Warto z niego korzystać w trasie, tylko najlepiej wcześniej, jeszcze w domu zaktualizować mapy. Proponuję jednak zabrać ze sobą stary, poczciwy atlas. Szczerze wyznam, że nie raz wtedy, kiedy wszystkie technologiczne wynalazki zawiodły, to właśnie on uratował mi życie. Internet w telefonie też się może przydać i nie tylko do zabicia czasu. Można wyszukać w nim pobliskie bary, w których można wrzucić coś na ząb, albo ciekawe miejsca, które warto zobaczyć, a są po drodze. Będąc pasażerem można również fotografować interesujące punkty na drodze. Z takiego pstrykania zdjęć czasem wychodzą naprawę niezłe ujęcia. 

Polak głodny Polak zły
Nigdy nie jedź w podróż głodna. Dzień wcześniej można przygotować ciekawe przekąski, które idealnie nadają się na drogę. Proponuję jednak o rozwagę i nie brać wszystkiego, na co mamy ochotę. Raz, drogowe warunki nie są odpowiednie dla każdego rodzaju żywności, a dwa niektóre produkty mogą spowodować małą rewolucję żołądkową, a to ostatnia rzecz, jakiej byśmy potrzebowali w trasie. Warto zabrać ze sobą termos z kawą, która poratuje nas w razie potrzeby, a także butelkę wody.

Umilacze czasu
Jeśli jedziesz pociągiem, autobusem lub jesteś pasażerem to zabierz ze sobą coś co sprawi, że czas będzie szybciej leciał. Polecam książkę lub gazetę. Obecnie książki są w fajnej, kieszonkowej wersji, których zdecydowaną zaletą jest to, że nie zajmują zbyt dużo miejsca. W podróży można również czytać przewodnik po miejscu, do którego właśnie się udajemy. Łączymy wtedy przyjemne z pożytecznym. Obowiązkowo należy zabrać ze sobą coś do słuchania muzyki, jakaś płytkę, czy zgrane ulubione nagrania. Z miłą muzyką w tle dużo lepiej się podróżuje. Jeśli trasa jest dość długa to na krótkie drzemki przyda się mała poduszka. 


Pokochaj przerwy
Przerwy w trasie są potrzebne, szczególnie jeśli jedziesz samochodem. Bez względu jaki środek lokomocji wybierzesz raz na jakiś czas wstawaj z miejsca i przejdź się kawałek, aby rozprostować nogi. Najlepiej wyjść na chwilę i zaczerpnąć świeżego powietrza. Oczywiście w pociągu nie masz takiej możliwości, ale jadąc autobusem, czy samochodem jak najbardziej. Taką przerwę możesz wykorzystać na wypicie kawy czy przekąszenie czegoś. Pamiętaj, że chęć skorzystania z toalety nie musi być jedynym wyznacznikiem postoju. Jesteś na urlopie i tak naprawdę nigdzie Ci się nie spieszy.

Najważniejsze, zabierz ze sobą dobry humor
Sen ma duże znaczenie dla regeneracji naszego organizmu. Dlatego przed podróżą połóż się wcześniej spać i zwyczajnie się wyśpij. Wypoczęta i zorganizowana będziesz w dużo lepszym nastroju, a dobry humor to podstawa. Nie stresuj się niepotrzebnie, na pewne drogowe sytuacje nie masz wpływu, nie ma zatem sensu zaprzątać sobie nimi głowy. Szeroki, szczery uśmiech to podstawa każdych udanych wakacji. 

Podróż nie musi być taka straszna. Wystarczy, że odpowiednio wcześniej się do niej przygotujesz, wówczas nie straszne Ci będą drogowe niespodzianki. Trasa to stały element naszych wakacji, nie warto zaczynać ich w złości i kłótni. Zorganizuj się na kilka dni przed, a wakacje spędzisz na luzie i z uśmiechem na twarzy. Szerokiej drogi! :)