niedziela, 17 września 2017

Wieczór Panieński w świecie zagadek


Jak już wszyscy dobrze wiecie, ostatnio miałam wielką przyjemność pełnić rolę starszej druhny na ślubie mojej przyjaciółki. Wiadomo, co należy do podstawowych obowiązków starszej - organizacja wieczoru panieńskiego! I z takim zadaniem również i mi przyszło się zmierzyć, a do jego realizacji podeszłam w jedyny znany mi sposób. Zawszę będę powtarzać, że przy organizacji wieczoru panieńskiego najważniejsze jest zrozumienie tego, co dla panny młodej będzie zaskoczeniem, ale i wielką przyjemnością. Organizując tego typu imprezę należy mieć na uwadze charakter i upodobania panny młodej, a nie swoje. To teraz do rzeczy :) 


Moim pomysłem dla panny młodej był wieczór w świecie zagadek. Oczywiście wszystko owiane było tajemnica zarówno dla gości jak i dla niej samej. Wieczór rozpoczął się od rozstawienie gości w kilku charakterystycznych miejscach. Każda z dziewczyn trzymała jedną z wcześniej przygotowanych kolorowych kopert, które po kolei zdobywała panna młoda jednocześnie odnajdując swoje koleżanki. To było pierwsze zadanie przygotowane na ten wieczór. W poszczególnych kopertach znajdywały się zagadki dotyczące "poszukiwanych" koleżanek oraz fragmenty mapki. Mapa służyła do odnajdywania koleżanek, a zagadki to przygotowane wcześniej przeze mnie rymowanki zawierające charakterystyczne cechy każdej z dziewczyn. Ostatnia osoba trzymała kopertę, w której znajdowała się nagroda za odnalezienie wszystkich. I jak przystało na świat zagadek atrakcja nie mogłaby być inna jak wizyta w jednym z pokoi escape room. Na tę okazję wybrałam psychiatryk, z którego na wydostanie się miałyśmy równe 60 minut. Przyznam szczerze, że mimo iż wyszłyśmy na chwilę przed czasem, nie było to najprostsze zadanie! Następnie udałyśmy się do wcześniej wynajętego vip roomu, gdzie jedząc, pijąc panna młoda wraz z gośćmi brała udział w przygotowanych grach i zabawach, oczywiście otrzymując prezenty. Gry jakie wykorzystałam to:
  • standardowe pytania i odpowiedzi - gra, w której panna młoda odpowiada na wcześniej zadane przyszłemu mężowi pytania. Za każdą złą odpowiedź czeka ją "kara",
  • zabawa z balonami - wszyscy uczestnicy imprezy przebijają balony, w których znajdują się zadania do wykonania,
  • wspomnienia - na małych karteczkach dziewczyny wypisały swoje jedno wspomnienie z panną młodą, która po przeczytaniu musiała odgadnąć czyja to historia i opowiedzieć ją wszystkim,
  • sprawdzian w kuchni - na rozsypanych karteczkach znajdowały się kuchenne produkty, z których trzeba było wybrać jedynie te, które pasują do danych potraw.
Tego typu zabawy w fajny i prosty sposób integrują i rozbawiaj wszystkich gości. Jednak trzeba uważać, aby nie było ich za dużo, bo stają się nudne robiąc coraz cięższą atmosferę wieczoru. 

Prezenty


Prezenty (nagrody) są ważnym elementem wieczoru panieńskiego. Chociaż nie o nie tu chodzi, to drobne upominki są miłym gestem dla panny młodej. Osobiście prezenty przygotowuję na kilka tygodni przed imprezą. W tym wypadku, znając bardzo dobrze pannę młodą, postawiłam na wspomnienia. Własnoręcznie przygotowany scrapbookingowy album zawierający wspomnienia i zdjęcia panny młodej z przyjaciółkami okazał się strzałem w dziesiątkę. Oczywiście must have wieczoru panieńskiego to błękitna podwiązka, której i w tym przypadku nie mogło zabraknąć. Jeśli chodzi o główny prezent, to wyjątkowo nie stawiałam na seksowną bieliznę, a wybrałam lot motoparalotnią nad Kazimierzem Dolnym jednocześnie życząc wysokich lotów małżeńskich. W przypadku samych prezentów ważne jest również ich opakowanie. Upominki zapakowane były w jednakowe błękitne pudełeczka. Do każdego upominku doczepiony był bilecik, na którym widniało wspólne zdjęcie przyszłej pary młodej z życzeniami. 

Taki był mój pomysł i moja wizja na ten wieczór panieński. Szczęśliwe w stu procentach zgodziła się z wizją panny młodej i gości. Bardzo mnie to cieszy, bo ten wieczór ma być wyjątkowy, jedyny w swoim rodzaju. Taki, który panna młoda zapamięta na całe życie, a zapamięta go dobrze tylko wtedy, gdy będzie miała z niego miłe wspomnienia. I takich wieczorów panieńskich wam życzę, abyście uczestniczyły w nich jako gość, organizator i panna młoda :) :) 

piątek, 8 września 2017

Warto być sobą!


Dzisiaj troszkę bardziej prywatnie niż zawsze i jeszcze bardziej od serca. Krótko mówiąc od samego rana obchodzę swoje urodziny i stoję na chwilę przed zmianą cyferki z przodu. Nie to, żeby mnie to jakoś specjalnie stresowało albo frustrowało, niemniej jednak skłoniło do pewnej refleksji. Do tych znaczących urodzin mam jeszcze calusieńki rok, zatem nie byłabym sobą gdybym nie poczyniła dzisiaj konkretnych postanowień (prawie jak noworoczne :)), które mam zamiar, krok po kroku przez cały rok spełniać. Ale nie o tym chciałam tu pisać. W dniu swoich urodzin uznałam, że całe życie nic nikomu nie udowadniałam, powolutku realizowałam swoje cele, a przede wszystkim byłam sobą. I chyba właśnie to bycie sobą niezależnie od sytuacji dało mi grono najbliższych mi ludzi, na których zawsze mogę liczyć i od których dzisiaj usłyszałam miliony serdecznych słów. I dlatego stwierdziłam, że warto stawiać na swoim, dążyć do realizacji swoich marzeń. Nie warto marnować czasu na siedzenie, oglądanie telewizji i zazdroszczenie innym. Sami przyznajcie ile razy śledziliście facebookową tablicę czy Instagram oglądając zdjęcia znajomych i nie szczędząc im ostrych słów krytyki pod nosem. A to za gruba, a to za chuda, a to po co ona tam pojechała, jak tam nic nie ma itp. itd. Albo oglądając telewizję twierdziliście, że wszystko co tam widzicie jest nierealne.


Zastanawialiście się kiedyś dlaczego tak się zachowujemy. Moim zdaniem i pewnie nie odkryłam tu Ameryki odpowiedzialna za to jest zazdrość, która nami wówczas kieruje. A zazdrość bierze się stąd, że nie jesteśmy do końca zadowoleni z tego jak wygląda nasze życie. Boimy się zmian, więc minuty, godziny, dni przelatują nam przez palce. Siedząc w miejscu i nic nie robiąc zawsze jesteśmy krok w tył przed tymi, co nie boją się wyzwań i działają. Nie lubimy być sobą, bo boimy się krytyki innych. Nie wyrażamy głośno swojego zdania, bo po co się narażać, nie wychodzimy z nowymi inicjatywami, bo dlaczego mam to robić ja, jak może ktoś inny. Takie myślenie i zachowanie popycha nas coraz bardziej w rutynę, która spycha nas na bok i powoduje frustrację. Szkoda czasu na coś takiego! Warto otworzyć się na otoczenie i nie bać się być sobą. Wówczas docenicie piękno otaczającego nas świata, będziecie celebrować małe rzeczy i chwytać ulotne chwile. Wyrażajmy swoje zdanie, nie bójmy się mówić głośno co myślimy, ale słuchajmy i szanujmy poglądy innych. Nie chowajmy się za myślami innych, bo już zawsze będziemy jedynie z zazdrością przeglądać facebookowe profile znajomych. Każdy jest indywidualny, wyjątkowy, wartościowy i tylko będąc sobą na co dzień, nie od święta możemy w pełni pokazać naszą wartość. To co, do dzieła! 8 września to nie tylko moje urodziny, to również Dzień Marzyciela i Dzień Pozytywnych Wiadomości, a to do czegoś zobowiązuje. Zatem ja zaczynam już od dzisiaj, nie od jutra swój kolejny rok życia. Mam nadzieję pełen nowych marzeń, wyzwań, przygód i pozytywnych emocji. Tego sobie i Wam życzę :) :) :)

sobota, 2 września 2017

Make Happy Month - Podsumowanie Sierpnia


Podsumowanie sierpnia, w tym miesiącu wyjątkowo wskakuje tutaj we wrześniu. Sprawcą tego małego opóźnienia jest moja praca zawodowa, dzięki której ostatni tydzień sierpnia spędziłam w iście nadmorskim klimacie. Był to dla mnie powrót nad polskie morze po kilku, no może nawet kilkunastu latach. Delegacyjne warunki nie sprzyjały beztroskiemu spędzaniu czasu na plaży, mimo to w natłoku pracy udało się wygospodarować chwilę na wieczorny spacer brzegiem morza. Sierpień minął mi w mgnieniu oka. Był to dość przyjemny miesiąc. Jego początek to pożegnanie z górami i urlopowanie z Juniorem. Lepiej być nie mogło! :) Sierpień to również wieczór panieński, który w 100% udał się tak jak to sobie zaplanowałam. Był miłą niespodzianką dla panny młodej i gości :) Szczegóły tego wydarzenia już wkrótce na blogu! A jak wieczór panieński to i wesele, które zdecydowanie było dominującym wydarzeniem długiego weekendu. Ten miesiąc to również próba swoich sił na siłowni, która okazała się sukcesem. Nowe treningi i możliwości korzystania ze sprzętu, którego nie mam w domu pochłonęły mnie bez reszty. Udało mi się nawet znaleźć czas na czytanie książek, czego dawno nie było w moim planie dnia. Znakomita komedia Olgi Rudnickiej pt. Były sobie świnki trzy wprawiła mnie w wyśmienity nastrój. Książkę wręcz pochłonęłam i serdecznie ją Wam polecam :) W sierpniu również sprawiłam sobie małą niespodziankę i pozbyłam się dobrych kilkunastu centymetrów moich włosów. Przejście z długich na krótkie wywołało chwilowy szok, ale dzięki znakomitej fryzjerce obyło się bez płaczu, a wręcz z uśmiechem na twarzy. Początek sierpnia spędzałam w górach, września nad morzem ciekawe zatem jaki będzie ten wrzesień :)


Moje małe wrześniowe cele
Wrzesień to jeden z najpiękniejszych miesięcy w całym roku i jeden z moich ulubionych. Nie jest już tak upalnie jak w lipcu czy sierpniu, ale też jeszcze nie tak zimno jak w listopadzie. Dlatego zamierzam dużo czasu spędzić na świeżym powietrzu korzystając z uroków pięknej pogody. Dla mnie będzie to nieco luźniejszy czas, o ile nie wydarzy się nic niespodziewanego, dlatego mam nadzieję, że uda mi się popstrykać trochę ciekawych zdjęć. Korzystając z odrobiny wolnego czasu zamierzam zrobić jesienne porządki i może małą "garażową" wyprzedaż. Napędzona dobrą energią zamierzam kontynuować swoją przygodę z siłownią regularnie i systematycznie. Liczę również na nadrobienie towarzyskich zaległości :) Wrzesień zapowiada się całkiem przyjemnie, a u Was jak? Jakie macie plany na ten miesiąc?

niedziela, 27 sierpnia 2017

Moje 24 godziny w Wiedniu


Dokładnie miesiąc temu miałam ogromną przyjemność urlopować się w Wiedniu. Krótko, bo jak na razie w stolicy Austrii dane mi było spędzić jedynie 24 godziny. Powiedzmy sobie szczerze, to zbyt krótki czas, aby móc stwierdzić, że się zwiedziło całe miasto. Niemniej jednak początek przygody z tym miejscem rozpoczęłam i mam wielką nadzieję, że kiedyś będę ją kontynuować. A jak moje wrażania? Zobaczcie sami! :)


Z całą pewnością jest to jedno z piękniejszych miast, jakie widziałam. Zdecydowanie ma swój klimat. Cesarskie czasy odcisnęły na nim swoje piętno, które widoczne są w dzisiejszych czasach. Moim zdaniem, to właśnie to "cesarskie piętno" tworzy wyjątkową atmosferę austriackiej stolicy. Przejście całego Starego Miasta oglądając wszystkie atrakcje zajmuje kilka godzin. Warto jednak poświęcić odrobinę czasu i sił w nogach i przespacerować się wiedeńskimi uliczkami. Zdecydowana część wycieczki prowadzi śladami monarchii Habsburgów. Cesarzowa Sissi zdecydowanie opanowała Wiedeń. Jej postać wspominana jest na każdym kroku, a jej wizerunek widnieje niemalże na każdej pamiątce. Nic w tym dziwnego, jest jedną z najbardziej znanych postaci, jednak jak dla mnie troszkę jest jej za dużo. 


Na Starym Mieście tuż obok Katedry św. Szczepana znajduje się najdroższa ulica austriackiej stolicy, czyli Kohlmarkt. Czynsze za wynajem lokalu w jednej z tutejszych kamienic osiągają horrendalne sumy. Stąd też są niedostępne dla zwykłych śmiertelników. Niemniej jednak można przespacerować się tą ulicą podziwiając witryny sklepowe światowych marek takich jak: Dior, Gucci, czy Chanel. Ciekawostką jest fakt, że na wiedeńską starówkę wjechać mogą samochody jedynie do godziny 11 i to też te z zaopatrzeniem. Z parkingami w centrum również nie jest łatwo. Są dość drogie, a pozostawić samochód można jedynie na 3 godziny. Lepiej zostawić auto gdzieś dalej, a skorzystać z metra. 

Pałac Schonbrunn, czyli dawna letnia rezydencja Habsburgów zachwyca swoją wielkością. W tym miejscu widać i czuć potęgę tej dynastii. Miejsce również opanowane przez Sissi, jednak warte zachodu. Mimo, że same ogrody robią ogromne wrażenie, to w środku jest równie pięknie. Zwiedzanie kilku komnat zajmuje kilkanaście minut, a koszt to 17 euro. W tym czasie można zapoznać się z historią Habsburgów oraz księżnej Sissi. Poznać jej zwyczaje, nawyki. Kto jednak nie chce wejść do środka będzie miał co robić. Cały Pałac Schonbrunn to kompleks kilku obiektów (oczywiście każdy osobno płatny). Do samych ogrodów można wejść za darmo i dotrzeć aż do Glorietty skąd można podziwiać całą panoramę Wiednia.


Minusem tego miasta są wysokie ceny. Dla osoby zarabiającej w złotówkach, austriackie ceny mogą sprawić, że włos się zjeży na głowie. Z całą pewnością nie jest tanio. Za obiad trzeba zapłacić kilkanaście euro, za kawę kilka. Właśnie, wiedeńska kawa - należy jej się kilka chwil uwagi :) Jedna z lepszych jaką piłam! Jednak miałam z nią mały problem, gdyż nazewnictwo troszkę różniło się od naszego. Dlatego przy kolejnej wizycie w tym mieście z całą pewnością doszkolę się w tej dziedzinie ;)


Wyjeżdżając z Wiednia czułam i nadal czuję niedosyt. Wspaniałe miasto z historią i duszą, którą czuć w większości uliczek. Tutaj stare miesza się z nowym i do tego idealnie pasuje. Polecam wszystkim odwiedzić to miasto na chwilę lub na troszkę dłużej. Nieważne czy samemu, czy z wycieczką. Z całą pewnością austriacka stolica zasługuje na odwiedziny i jestem przekonana, że mile was ugości.

niedziela, 13 sierpnia 2017

Jarmark Jagielloński znów w Lublinie!


I znów w Lublinie zrobiło się głośno, kolorowo i ludowo. Jak co roku długi weekend sierpniowy upływa pod hasłem Jarmarku Jagiellońskiego. Ta kolejna edycja tego wspaniałego wydarzenia w tym roku jest szczególna, bo zbiega się z obchodami 700lecia Miasta Lublin, a jej motyw przewodni to pisankarstwo. Kto by pomyślał, ze oglądanie i tworzenie pisanek może przyciągnąć tłumy w połowie sierpnia, kiedy o Wielkanocy nikt nawet nie pomyśli. A jednak warsztaty malowania pisanek znalazły się w jarmarkowym programie, a Bramę Krakowską ozdobiły kolorowe jajeczka. 


Tradycyjnie już Jarmark Jagielloński to liczne stragany, na których można podziwiać rękodzielnicze wyroby i podpatrzyć rzemiosła u najlepszych, a nawet zamienić z nimi kilka słów. Osoby prezentujące na stoiskach swoje wyroby podlegają merytorycznej kontroli organizatorów. Zatem solidnie i rzetelnie wyselekcjonowani artyści są gwarancją najwyższej jakości tego wydarzenia. I takim sposobem znajdziecie tu między innymi: wyroby garncarskie, drewniane, haftowane chusty, obrusy, a nawet miody czy pieczywo. Jednak Jarmark to nie tylko stragany, to również liczne wydarzenia kulturalne. Organizatorzy zapraszają na liczne wernisaże, koncerty, potańcówki, czy jarmarkowe kino. Jednym zdaniem każdy znajdzie tu coś dla siebie. 


Reasumując Jarmark Jagielloński i w tym roku mnie nie zawiódł. Kilka lat temu miałam okazję i przyjemność jako wolontariusz współorganizować to wydarzenie. Pamiętam ile pracy, czasu i serca wkłada się w to, aby przez te kilka dni miasto wyglądało tak pięknie, a wszystko działało jak w dobrze naoliwionej maszynie. I to serducho widać i czuć na ulicach miasta. Co tu dużo pisać, kto jeszcze nie był, to czas najwyższy to nadrobić i na własnej skórze poczuć jarmarkowy klimat, który w Lublinie będzie trwał do wtorku. Łapcie szczegółowy program i pędźcie na lubelskie Stare Miasto!

poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Tatry subiektywnie - moich 5 najpiękniejszych miejsc


Już chyba po raz ostatni w tym roku kilka słów o moich kochanych górach :) Chciałabym Was zabrać po kilku dla mnie najpiękniejszych i najważniejszych miejscach. Trudno było mi wybrać tą szczęśliwą piątkę, takie top of the top. Po uwagę wzięłam mnóstwo czynników takich jak trudność wejścia, piękno krajobrazu czy sentyment. Tak właśnie na liście nie znalazły się Rysy - choć ich zdobycie kosztowało mnie wiele trudu, Giewont - mimo, że zdobywałam go kiedy jeszcze nie było na nim kolejek :P ani Kasprowy Wierch. Znalazły się tu niektóre mniej znane szlaki inne bardziej, niektóre wymagające więcej trudu inne mniej, ale mające dla mnie duże znaczenie. Góry uczą pokory, cierpliwości i wytrwałości. Na wszystkich, którzy te cechy wypielęgnują czeka nagroda na szczycie w postaci satysfakcji z samego siebie i niezapomnianego, zapierającego dech w piersi krajobrazu. 


Czerwone Wierchy
To było moje marzenie odkąd tylko zaczęłam przygodę z Tatrami. Zdobycie czterech dwutysięczników za jednym zamachem! Kto by nie chciał?! Trasa do najłatwiejszych i najkrótszych nie należy, więc trzeba być dobrze przygotowanym, żeby się w nią wybrać. Minimum 7,5 godzinna wędrówka polsko-słowacką granicą jest wyjątkowo malownicza. Chyba właśnie dlatego, że nie jest najkrótsza to również nie tak popularna jak np. Giewont. Warto się poświęcić, wstać wcześnie rano, aby podziwiać widoki, a może nawet na żywo zobaczyć kozice :)

Dolina Pięciu Stawów
Do dzisiaj nie mogę się zdecydować, co bardziej mi się podoba Dolina Pięciu Stawów czy Czerwone Wierchy. Krajobraz piękny, zapierający dech w piersi. Szarlotka ze znajdującego się tutaj schroniska smakuje najlepiej na świecie. Nie wiem czy to smak czyni ją tak dobrą, czy widoki wokoło. Jedno jest pewne, nie ma sobie równej! (przynajmniej dla mnie :)) Trasa również dość długa, więc trzeba wyjść wcześnie rano. Najpiękniejsza kiedy wraca się do Morskiego Oka. Jej mały minus to zejście z Morskiego Oka do Palenicy asfaltem z tłumem wczasowiczów. 


Czarny Staw Gąsienicowy
Dla mnie jedno z najpiękniejszych tatrzańskich miejsc. Tu piękno przeplata się z grozą. Stojąc nad Czarnym Stawem Gąsienicowym na własne oczy widzisz i czujesz potęgę górskiej przyrody. Trasa nie jest trudna, więc warto chociaż raz w życiu pojawić się w takim miejscu. 

Czarny Staw pod Rysami
Jeśli dotrze się już do Morskiego Oka, to z łatwością można podejść do Czarnego Stawu. Większość osób z pewnością wykańcza pierwsza część wędrówki stąd nad Czarny Staw idą już nieliczni. Miejsce piękne i zupełnie odmienne od Czarnego Stawy Gąsienicowego. Nie ma tu takie magicznej atmosfery grozy. Jednak błękit wody i widok szlaku na najwyższy polski szczyt robią wrażenie. 


Grześ
Moja tegoroczna zdobycz! Niepozorny szczyt rozciągający się z Doliny Chochołowskiej wymaga nieco trudu, aby się na niego wspiąć. Trasa niedługa, nieco mniej popularna, a piękna. Już od połowy drogi widoki zapierają dech w piersi, a sam szczyt zachwyca polsko-słowackimi górami. Coś pięknego! 

To Tatry moim subiektywnym okiem. Dla mniej miejsca ważne i piękne. Takie, które zachwycają, dają do myślenia. Jeśli ktoś był w górach to wie o czym mówię, a jeśli nie, to najwyższy czas to nadrobić. W końcu wakacje jeszcze trwają! :):):)

poniedziałek, 31 lipca 2017

Make happy month - podsumowanie lipca


Dziś Make Happy Month z nieco innej niż zawsze scenerii, bo spod samiuśkich Tatr :) Jak doskonale wiecie, w końcu udało się pójść na długo wyczekiwany urlop. Na kilka dni porzuciłam etatową rzeczywistość, aby cieszyć się góralami, owcami, oscypkami i przede wszystkim Tatrami. Lipiec był wspaniały, bogaty w mnóstwo niespodziewanych, przyjemnych wydarzeń. Udało mi się zaplanować wakacje tak, aby spędzić je tak jak sobie wymarzyłam. Oczywiście nie odbyło się bez wielu niespodzianek i przygód. Jako wielka miłośniczka Tatr mogłam zachwycać się ich pięknem z bliska. Przemierzać wzdłuż i wszerz tatrzańskie szlaki. Odkrywać nowe nieznane szczyty i przypominać sobie te już dawno zdobyte. I nawet niespodziewanie pobiłam swój życiowy rekord wejścia na jeden z nich :) Ale wakacje w tym roku to nie tylko Tatry, to również Wiedeń. Piękna kraina cesarzowej Sissi, w której ma się wrażenie, że czas na chwilę się zatrzymał. Pierwszy raz byłam w stolicy Austrii i mam wielką nadzieję, że nie ostatni. Zachwyciłam się atmosferą tego miasta, a przy okazji po raz kolejny przekonałam, że mój kurs angielskiego nie poszedł na marne. Jest motywacja, aby powalczyć z językiem przez kolejny rok. Jednak lipiec to nie tylko urlop, to również miesiąc regularnych treningów i czas dopinania na ostatni guzik przygotowań wieczoru panieńskiego mojej przyjaciółki. Udało mi się dograć już w miarę wszystko, zostały jedynie ostatnie szczegóły. I nawet trochę mi szkoda, że ten miesiąc już dzisiaj odchodzi w zapomnienie. Jednak z głową pełną nowych pomysłów, pozytywnie nastawiona czekam na sierpień licząc, że będzie podobnie wspaniały. 


Moje małe sierpniowe cele

Sierpień to czas ślubu mojej przyjaciółki, a zatem ten miesiąc upłynie w ślubnej tematyce, a przynajmniej jego pierwsza połowa. Nic więc w tym dziwnego, że główny cel do zrealizowania to stanąć na wysokości zdania i odegrać rolę starszej druhny najlepiej jak potrafię. Pierwsze pole do popisu już w najbliższą sobotę, kiedy to odbędzie się długo przygotowywany wieczór panieński. Trzymajcie kciuki, żeby wszystko poszło dobrze i przyszłej Pannie Młodej się spodobało :) W sierpniu również porzucam treningi z Ewą Ch. na rzecz grupowych zajęć w siłowni. Dla mnie to nowości, wiec mam nadzieję, że uda mi się zachować regularność i systematyczność. Na początek sierpnia przypada również końcówka mojego urlopu, więc mam nadzieję, że wolny czas będę mogła wykorzystać na dalszy odpoczynek i zabawy z moim ukochanym chrześniakiem. W tym miesiącu w Lublinie odbywa się sporo wydarzeń kulturalnych, na których mam nadzieję zawitać. A tymczasem ze zresetowaną głową i uśmiechem na ustach uciekam nacieszyć się ostatnimi tatrzańskimi chwilami. Pięknego i pogodnego sierpnia Kochani! :)

poniedziałek, 24 lipca 2017

Patenty na udany urlop


Dla mnie wakacje rozpoczęły się dzisiaj o 15 :) I choć nie trwają aż tyle co w szkole, nie wspominając już o czasach studenckich, to każdy, kto pracuje na etacie, wie ile dla niego znaczy dwutygodniowy urlop. Zamierzam wypoczywać, odpoczywać, biegać, skakać, tańczyć i cieszyć się każdą wolną chwilą. Oczywiście urlop nie byłby kompletny bez wyjazdu w moje ukochane Tatry (dla mnie, na całym świecie nie ma piękniejszego miejsca!). Zanim jednak na chwilę wyloguję się z wirtualnej i realnej rzeczywistości to podaję Wam moje patenty na udany urlop! Zostawiam Was z moją szczęśliwą siódemką! Miłej lektury :)

One

Nie wiem jak dla Was, ale dla mnie ma znaczenie od jakiego dnia w tygodniu idę bądź wracam z urlopu. Nie lubię szablonowych terminów od poniedziałku do piątku. Biorąc wolne od środka tygodnia zawsze mam wrażenie skróconego tygodnia pracy. Zdecydowania lepiej mi się wtedy pracuje :)

Two

Próbuję się wyspać, ale też nie przespać całego wolnego czasu. Ostatnio ku wielkiemu mojemu zdziwieniu, stałam się rannym ptaszkiem. Zamierzam odespać, chociaż troszkę, codzienne poranne wstawanie, ale nie na tyle, żeby przestawić swój organizm i mieć problemy po powrocie do pracy!

Three

Wyjazd! Chociażby na kilka dni za miasto. Nic tak nie ładuje baterii jak całkowita odskocznia od codziennych obowiązków. Poza tym taki wyjazd to mnóstwo wyzwań, pozytywnych wrażeń i przygód. Nie musi być daleko, ważne żeby gdzieś :)


Four

Niestety jak wyjazd to i kasa. Te dwie rzeczy są ze sobą nierozerwalnie związane. Mimo, że na małe wyjazdy nie trzeba dużych pieniążków, to jednak dla niektórych nawet taki wydatek jest zbyt duży. Wtedy proponuję poszukać atrakcji w swoim mieście. Może akurat dzieje się coś fajnego kulturalnego - letnie kino, ciekawy festiwal albo zwyczajnie miejska plaża, na której można bezpłatnie leżeć bykiem i odpoczywać. Ważne, aby nie siedzieć w domu i nie marnować czasu przed TV.
Five

Wyloguj się z życia online - choćby na jeden dzień. Proponuję dzień bez Facebooka i tego typu podobnych portali, ba możesz nawet pokusić się o dzień bez internetu. Nie siedząc w nosie z telefonem zobaczysz jaki świat może być piękny, a ludzi życzliwi wobec siebie nawzajem.
Six

Pracę zostaw w pracy. Jeśli możesz sobie pozwolić to zostaw służbowy komputer i telefon w firmie, a jeśli nie to rzuć je gdzieś daleko w kąt w domu i skorzystaj dopiero jak będzie bezwzględna ostateczność. Celem urlopu jest wyluzowanie się, zrelaksowanie, oderwanie od firmowej codzienności. Warto o tym pamiętać, gdy będzie Cię kusić zerknąć do firmowego maila.
Seven

Dobry humor od samego rana. Wyluzuj, nie spinaj się, wypielęgnuj w sobie lenia - chociaż tu uważaj, żeby z tym nie przesadzić ;) Daj sobie odrobinę wytchnienia, nie nadrabiaj zaległości w sprzątaniu i różnych pracach domowych. Ciesz się leniwą poranną kawą albo wieczorną książką przed snem. Jednym zdaniem każdą piękną chwilą tego wolnego czasu. Nie przejmuj się drobnostkami, nie denerwuj z byle powodu, na to jeszcze później przyjdzie czas :)

Kochani życzę Wam i sobie udanego wypoczynku. Nie każdy z nas zbierze piękne wspomnienia, naładuje akumulatory do dalszych działań. Ja tymczasem uciekam, nie będę tu pewnie tak często, jakbym chciała. Lecę odpoczywać i czerpać inspirację na przyszłość. Stęsknionych zapraszam na wakacyjny "spam" na moim Instagramie :) Pięknych Wakacji!!

niedziela, 16 lipca 2017

Usiądźmy przed podróżą



Wakacje! upragnione, wyczekiwane w końcu nastały. Zaplanowaliśmy wyjazd, wykupiliśmy wycieczkę lub zarezerwowaliśmy nocleg, wiemy kiedy i jak jedziemy. Od kliku dni wytchnienia dzieli nas już tylko podróż. Jak ją przetrwać, by nie okazała się największym koszmarem?! 

Zorganizuj się odpowiednio wcześniej
Nie radzę zostawiać wszystkiego na ostatnią chwilę, bo to powoduje jednie niepotrzebny stres. Warto kilka dni wcześniej zaplanować, jak ma wyglądać nasza podróż. Rezerwując nocleg, czy wycieczkę powinniśmy zastanowić się jak chcemy dotrzeć w docelowe miejsce, czy miejsce zbiórki. Niestety nie zawsze znajduje się ono bardzo blisko naszego domu, a tym samym chcąc nie chcąc czeka nas podróż. Od razu trzeba zastanowić się jakim środkiem transportu dotrzemy najszybciej lub najwygodniej. Jeśli wybieramy pociąg lub autobus trzeba dokładnie sprawdzić godziny odjazdu i przyjazdu i znaleźć się na dworcu odpowiednio wcześniej. Pamiętajcie, że ten typ komunikacji ma małą wadę, jaką są częste opóźnienia. Zatem jeśli musicie w ten sposób dotrzeć na lotnisko, warto mieć lekki czasowy zapas, aby nie okazało się, że nasz samolot już odleciał, a my jesteśmy dopiero w połowie drogi. Natomiast wybierając jazdę samochodem prześledźmy wcześniej naszą trasę. Sprawdźmy w Internecie, czy jakieś drogi nie są w budowie, czy są objazdy, albo czy będziemy poruszać się po płatnych drogach. Jeśli wybieramy ostatnią opcję przygotujmy się wcześniej finansowo i sprawdźmy jaka jest obowiązująca forma płatności. 


Wykorzystujmy dobrodziejstwa technologii
Nie po to co chwilę pojawiają się technologiczne nowinki, żebyśmy nie mogli z nich korzystać. Kto z nas nie ma dzisiaj GPS-u, chociażby w telefonie. Warto z niego korzystać w trasie, tylko najlepiej wcześniej, jeszcze w domu zaktualizować mapy. Proponuję jednak zabrać ze sobą stary, poczciwy atlas. Szczerze wyznam, że nie raz wtedy, kiedy wszystkie technologiczne wynalazki zawiodły, to właśnie on uratował mi życie. Internet w telefonie też się może przydać i nie tylko do zabicia czasu. Można wyszukać w nim pobliskie bary, w których można wrzucić coś na ząb, albo ciekawe miejsca, które warto zobaczyć, a są po drodze. Będąc pasażerem można również fotografować interesujące punkty na drodze. Z takiego pstrykania zdjęć czasem wychodzą naprawę niezłe ujęcia. 

Polak głodny Polak zły
Nigdy nie jedź w podróż głodna. Dzień wcześniej można przygotować ciekawe przekąski, które idealnie nadają się na drogę. Proponuję jednak o rozwagę i nie brać wszystkiego, na co mamy ochotę. Raz, drogowe warunki nie są odpowiednie dla każdego rodzaju żywności, a dwa niektóre produkty mogą spowodować małą rewolucję żołądkową, a to ostatnia rzecz, jakiej byśmy potrzebowali w trasie. Warto zabrać ze sobą termos z kawą, która poratuje nas w razie potrzeby, a także butelkę wody.

Umilacze czasu
Jeśli jedziesz pociągiem, autobusem lub jesteś pasażerem to zabierz ze sobą coś co sprawi, że czas będzie szybciej leciał. Polecam książkę lub gazetę. Obecnie książki są w fajnej, kieszonkowej wersji, których zdecydowaną zaletą jest to, że nie zajmują zbyt dużo miejsca. W podróży można również czytać przewodnik po miejscu, do którego właśnie się udajemy. Łączymy wtedy przyjemne z pożytecznym. Obowiązkowo należy zabrać ze sobą coś do słuchania muzyki, jakaś płytkę, czy zgrane ulubione nagrania. Z miłą muzyką w tle dużo lepiej się podróżuje. Jeśli trasa jest dość długa to na krótkie drzemki przyda się mała poduszka. 


Pokochaj przerwy
Przerwy w trasie są potrzebne, szczególnie jeśli jedziesz samochodem. Bez względu jaki środek lokomocji wybierzesz raz na jakiś czas wstawaj z miejsca i przejdź się kawałek, aby rozprostować nogi. Najlepiej wyjść na chwilę i zaczerpnąć świeżego powietrza. Oczywiście w pociągu nie masz takiej możliwości, ale jadąc autobusem, czy samochodem jak najbardziej. Taką przerwę możesz wykorzystać na wypicie kawy czy przekąszenie czegoś. Pamiętaj, że chęć skorzystania z toalety nie musi być jedynym wyznacznikiem postoju. Jesteś na urlopie i tak naprawdę nigdzie Ci się nie spieszy.

Najważniejsze, zabierz ze sobą dobry humor
Sen ma duże znaczenie dla regeneracji naszego organizmu. Dlatego przed podróżą połóż się wcześniej spać i zwyczajnie się wyśpij. Wypoczęta i zorganizowana będziesz w dużo lepszym nastroju, a dobry humor to podstawa. Nie stresuj się niepotrzebnie, na pewne drogowe sytuacje nie masz wpływu, nie ma zatem sensu zaprzątać sobie nimi głowy. Szeroki, szczery uśmiech to podstawa każdych udanych wakacji. 

Podróż nie musi być taka straszna. Wystarczy, że odpowiednio wcześniej się do niej przygotujesz, wówczas nie straszne Ci będą drogowe niespodzianki. Trasa to stały element naszych wakacji, nie warto zaczynać ich w złości i kłótni. Zorganizuj się na kilka dni przed, a wakacje spędzisz na luzie i z uśmiechem na twarzy. Szerokiej drogi! :)

poniedziałek, 10 lipca 2017

Zrelaksuj się! Naprawdę warto!


Wakacje sprzyjają poruszaniu lekkiej tematyki, którą chciałabym się zająć w tym miesiącu. Tegoroczny urlop w moim przypadku przypada na lipiec. To właśnie w tym miesiącu planuję, wyczekuję dłuższej chwili wytchnienia. Czekając na własne prywatne wakacje, tak sobie pomyślałam, dlaczego by nie cieszyć się z tych nielicznych chwil wolnego, jakie pojawiają się w naszej codzienności. Każdemu z nas należy się odrobina odpoczynku niezależnie od tego co robi w swoim życiu lub ze swoim życiem. Pewnie pracoholicy by się ze mną nie zgodzili, jednak jestem zdania, że miliony godzin spędzonych w pracy nie są warte naszego zdrowia, a od kilku dni naszej nieobecności firma się nie zawali. Urlop każdemu jest potrzebny, choćby dla własnej higieny psychicznej. 

Planuj, planuj i jeszcze raz planuj 

 Większość z Was już wie, że jestem zwolenniczką planowania. Lubię mieć wszystko poukładane, chociaż wiadomo nie wszystko da się zaplanować. Jednak wolne jak najbardziej tak! Warto w swoich codziennych obowiązkach uwzględnić kilka chwil dla siebie samego. Może to być wieczorem jak dzieci pójdą spać, albo o poranku jeszcze przed wyjściem do pracy. W naszym tygodniowym rozkładzie zajęć warto zapisać drukowanymi literami relaks. To pomoże nam trzymać się wyznaczonego planu. Taki codzienny odpoczynek pomoże nam zregenerować siły na kolejny dzień. To nie musi być nic specjalnego. Jednym wystarczy przeczytanie kilku stron książki przed snem, innym obejrzenie ulubionego serialu, a jeszcze innym długa, gorąca kąpiel. Uważam, że powinno się celebrować takie małe chwile przyjemności, które są również dobrym środkiem na zmniejszenie codziennego stresu. Oczywiście długie wakacje zawsze są mile widziane. Najlepsze są te wyjazdowe, jeśli jednak nie ma szans na wakacje poza miejsce zamieszkania, to mimo wszystko warto wziąć kilka dni wolnego i skorzystać z miejscowych rozmaitych rozrywek. Oczywiście taki dłuższy urlop powinien znaleźć się w naszym kalendarzu. Jeśli go zapiszemy, to istnieją mniejsze szanse, że z niego zrezygnujemy.


 Bądź offline 

Nie od dziś wiadomo, że Facebook, Instagram i inne tego typu i nie tylko portale są strasznym pożeraczem czasu. Zróbcie rachunek sumienia i zastanówcie się ile codziennie czasu spędzacie ze smartfonem w ręku, bezmyślnie przeglądając internet. Włączając internet w telefonie tracimy poczucie czasu i 15 minut zamienia się w 2 godziny. Spróbujcie nauczyć się bycia offline najpierw przez jeden wieczór w tygodniu, później przez jeden dzień, a kto wie może kiedyś spędzicie tak cały urlop. Szybko znajdziecie więcej wolnego czasu, który można z pełną świadomością wykorzystać na samego siebie. Polecam :)

Podróże te małe i duże 

Kto powiedział, że podróżować można jedynie na drugi koniec kraju, czy za granicę. Przecież małe, lokalne wycieczki mogą być równie przyjemne jak zagraniczne wojaże. Czemu by nie uwolnić głowy od codziennych spraw i nie wybrać się na przejażdżkę rowerową, piknik na łące lub po prostu zabrać koc, książkę, coś do picia i położyć się nad zalewem, rzeką, jeziorem. Takie małe wycieczki nie są zbyt drogie, a przebywanie na świeżym powietrzu i korzystanie z dobrodziejstw natury bardzo odpręża.

Weekend

Na mały na tygodniu odpoczynek najlepszy jest oczywiście weekend. Wiadomo, każdy pracuje w innym trybie, jednak jeśli już mamy wolne weekendy to nie marnujmy ich na pracę. Starajmy się w piątki kończyć punktualnie, żeby ten dzień wprowadzał nas w rytuał odpoczynku. Świat się nie zawali, jeśli w piątek wyjdziemy normalnie z firmy. Czasem weekend warto zaplanować wcześniej i nie spędzać go całego na sprzątaniu, praniu i gotowaniu. Wiem, że nie wszystkie prace domowe da się wykonywać na bieżąco, szczególnie jak w domu są małe dzieci, a porządkowa sobota na dobre zagościła w wielu domach. To jednak uważam, że warto chociaż wieczorem odpocząć lub zrobić sobie wolną niedzielę, tylko na własne przyjemności. To ważne dla własnego zdrowia. 

Podsumowując, cóż mogę więcej powiedzieć, nauczyć się odpoczywać powinniśmy wszyscy, dla własnego dobra. Nie jest to łatwa sztuka, ale powinna na dobre zagościć w naszych tygodniowych planach, żeby codziennie nie budzić się przemęczonym i coraz bardziej sfrustrowanym. Relaksujcie się! Naprawdę warto! :) :) :)

piątek, 30 czerwca 2017

Make happy month - podsumwanie czerwca


Kolejny ciepły, letni miesiąc już praktycznie za nami. Mam nadzieję, że wykorzystaliście wszystkie możliwości, jakie dawała nam czerwcowa pogoda na maksa :) A było pięknie. Czerwiec pogodowo nas rozpieszczał, może chwilami nawet zbyt, jednak stwarzało to mnóstwo możliwości spędzania wolnego czasu na świeżym powietrzu. No i ten długi weekend, dlaczego nie mógłby być w każdym miesiącu :) Jak już się pewnie domyślacie, czerwiec był u mnie rewelacyjny i aż szkoda go żegnać. To po kolei :) Pierwszy cel osiągnięty, zdany egzamin z angielskiego! Z czego jestem ogromnie dumna, bo trzeba się cieszyć z małych sukcesów. Jeden certyfikat w dłoni, czas na kolejny poziom. W wakacje odpoczywam od kursu, ale nie od języka. Szybciutko wymyśliłam sposoby na angielski w wakacje, znajdziecie je tutaj. Temat wieczoru panieńskiego też powoli ogarnięty, najważniejsze, że przygotowania ruszyły z kopyta, a dalej to już pójdzie z górki. Sama przyjemność :) Otrzymany, na początku miesiąca miły prezent niespodzianka, jaką była nowa treningowa płyta Ewy Ch. dała mi dobrego motywacyjnego kopa do zaniedbanych w maju treningów. Ćwiczeniowa regularność znów powróciła na swoje tory i mam nadzieję, że tak już pozostanie :) Blogowe cele na ten miesiąc osiągnięte, chociaż z małym poślizgiem. Jak pewnie zauważyliście zazwyczaj nowe wpisy pojawiają się w weekend, a w tym miesiącu, jakoś bardziej upatrzyłam sobie poniedziałki. Muszę przemyśleć, czy nie wprowadzić tej zasady na stałe. W końcu pierwsze urodziny za mną, może pora na małe zmiany :) Rozpoczął się sezon wakacyjny, a więc i w moim mieście zaczęło się dużo dziać. Z wielką przyjemnością korzystałam z kulturowych, miejskich dobrodziejstw.  Ten miesiąc rozpoczął się miłym akcentem i takim się zakończył. Ostatni weekend spędzony w Warszawie naładował moje baterie. Teraz pewnie pomyślicie jak można odpocząć w Warszawie, a no można tylko trzeba wiedzieć jak, gdzie i z kim :) 


Moje małe lipcowe cele

Lipiec to w moim przypadku urlop! Oczywiście nie cały miesiąc, tylko jego końcówka, jednak urlop to urlop, ile by go nie było. Na kilka dni porzucam moją etatową codzienność, aby wbić się w trekkingowe buty i wędrować tatrzańskimi szlakami. Będę mało oryginalna, bo jak co roku wybieram kierunek Zakopane. Ale co zrobić, jak w górach jest wszystko co kocham. Zatem na początku lipca ogarniam się z wakacjami. Planuję pakowanie, wyjazd, wędrówki, czyli wszystko to, czego nie udało mi się zrealizować w czerwcu. Do wakacji trzeba się dobrze przygotować, aby w 100% odpocząć i nie zaprzątać sobie głowy nieprzyjemnymi myślami. A kto wie, może jeszcze jakaś mała wycieczka po drodze :) W czerwcu udało mi się poprawić troszkę umiejętność organizacji czasu wolnego i zawodowego, przez co lipcowe perspektywy wydają się przyjemniejsze. W sklepach ruszyły wyprzedaże, a więc jak większość kobiet w planach mam również shopping. Liczę na to, że uda mi się upolować jakieś perełki :) Pozostałe cele na lipiec są dość standardowe: regularne treningi, szlifowanie angielskiego, zamknąć temat wieczoru panieńskiego i może troszkę zwolnić tempa, aby cieszyć się każdą letnią chwilą, które jak zwykle zbyt szybko przeminą. Pięknego lipca! :)

poniedziałek, 26 czerwca 2017

Moje sposoby na naukę angielskiego


Kiedy wrócę wspomnieniami do ubiegłego roku, to o tej porze dopiero kiełkowała we mnie myśl o zapisaniu się na kurs języka angielskiego. Dziś żałuję, że zrobiłam to tak późno. Angielski to podstawa i wiedzą o tym już nawet dzieci w podstawówce. Jakoś w szkole specjalnie nie przykładałam się do tego przedmiotu. Był jaki był i to mi w zupełności wystarczyło. Dlatego o jego obecny poziom mogę mieć pretensję tylko do siebie. Nie należę do osób użalających się nad sobą, dlatego trzeba było zakasać rękawy i zacząć działać. Roczny kurs dał mi możliwość usystematyzowania starej wiedzy i poznania nowej. Jednak każdy kurs ma to do tego, że kiedyś się kończy. Co więc zrobić, aby w przerwie wakacyjnej nie zapomnieć języka (angielskiego) w gębie??

1. Fiszkoteka
To mój pierwszy sposób. Moja szkoła językowa daje mi możliwość dostępu do mobilnej bazy słówek. Taką lub podobną aplikację na telefon można pobrać, zainstalować i korzystać. Słówka są wtedy zawsze pod ręką, bo i telefon pod nią jest. Wakacje to podróże, a podróże to długie godziny spędzone w autobusie, pociągu, samochodzie. Warto je wykorzystać praktycznie na powtarzaniu słówek. 

2. Filmy bez lektora
Każdy z nas lubi oglądać filmy. Proponuję zrezygnować z lektora i na dobry początek przerzucić się na filmy z napisami. Pozwala to osłuchać się z językiem. Można spróbować nie zerkać na napisy, tylko słuchać. Dobry patent to również włączenie ulubionego filmu, który widzieliśmy już milion razy, bez lektora i polskich napisów, a za to w anglojęzycznej wersji. Można wtedy sprawdzić ile zrozumieliśmy, bez rozpraszania się fabułą. 

3. BBC News
To jeden z moich ulubionych sposobów. Włączyć anglojęzyczny kanał TV i słuchać, słuchać i jeszcze raz słuchać, sprzątając, gotując lub wykonując jakąkolwiek inną czynność. Podobnie można rozpoczynać lub kończyć dzień od zagranicznej prasy. Czytając jednego newsa dziennie zachowujemy stały kontakt z językiem, utrwalamy go i poznajemy nowe słownictwo.

4. Pogawędka
Nie bójmy się rozmawiać! Próbujmy nakłonić do rozmowy koleżanką, kolegę, chłopaka, męża. Wypijcie razem herbatę i rozmawiajcie przez chwilę po angielsku. Pewnie na początki każdy z was będzie czuł się niezręcznie, ale takie rozmowy przełamują bariery. Najtrudniejszy jest pierwszy raz później pójdzie jak z płatka.

5. Wycieczka
Nie mówię, że trzeba od razu jechać do Londynu, żeby mówić po angielsku. W każdym miejscu można spróbować języka. Zagraniczne wycieczki są do tego idealną okazją. Nie zamykajcie się w sobie na zagranicznych wojażach. Idźcie do sklepu, zgubcie się i zapytajcie o drogę, rozmawiajcie z obsługą hotelową i z przypadkowymi ludźmi. Nikt was tam nie zna, nie musicie się wstydzić, że powiecie coś nie tak. Jeżeli ktoś wakacje spędza w kraju, to nic nie stoi na przeszkodzie, aby zabawić się w turystę i złożyć zamówienie w restauracji po angielski. To naprawdę działa :)

Przedstawiłam wam moje sposoby na naukę języka angielskiego. Osobiście zamierzam stosować je regularnie przez całe wakacje. Lato nie jest dobrą porą, aby siedzieć z nosem w książkach. Nauka ma różne formy, wykorzystujmy te najprzyjemniejsze. Ważne, aby robić coś, niż nic. Oczywiście moje sposoby można wykorzystywać do każdego innego języka obcego. Ja obecnie stawiam na angielski, więc do niego się odnoszę. Ciekawa jestem waszych sposobów na języki. Podsuwajcie pomysły, chętnie z nich skorzystam :)

sobota, 17 czerwca 2017

Lubię Lublin!


Mistrzostwa Europy U21 w piłce nożnej oraz 700 lecie nadania praw miejskich skłoniło mnie do refleksji za co lubię swoje miasto. Doszłam do wniosku, że na co dzień nie zastanawiamy się co mamy fajnego w miejscowościach, w których żyjemy. Doceniamy je dopiero wtedy, gdy je opuszczamy i tęsknimy za tym co znamy i kochamy. Nie wiem czy zawsze lubiłam swoje miasto, kiedyś nawet marzyłam, aby czym prędzej się z niego wyprowadzić, ale jakoś nigdy nie doszło to do skutku. Dziś z pełną świadomością i odpowiedzialnością mogę powiedzieć Lubię Lublin i od razu zdradzam Wam za co. Przedstawiam moją szczęśliwą siódemkę :)

Po pierwsze za atmosferę
Lublin to miasto z duszą. Nie tak duże jak Warszawa, ale też nie tak małe jak Kielce. W stolicy wszyscy są anonimowy, przypadkowe spotkanie na ulicy starego znajomego nie jest wcale takie łatwe. Ludzie są pogrążeni w swoich codziennych rozmyśleniach, rozterkach, ciągle gdzieś pędzą. W Lublinie życie biegnie wolniej, mieszkańcy wobec siebie nie są tak anonimowi. Na każdym kroku spotykamy znajomych, z którymi można przeprowadzić miłą pogawędkę. 


Po drugie za miasto inspiracji
Lublin inspiruje swoich mieszkańców i inne miasta. U nas się zwyczajnie dużo dzieje. Obok stałych punktów programu rok w rok, jak grzyby po deszczu wyrastają nowe festiwale. I tak doczekaliśmy się już kilku edycji Nocy Kultury, Jarmarku Jagiellońskiego, Carnavalu Sztukmistrzów itp. Podczas wydarzeń kulturalnych miasto tętni życiem, tworząc swój niezapomniany, jedyny w swoim rodzaju klimat. 

Po trzecie za miasto studentów
Wczoraj oglądając mecz po raz pierwszy w życiu usłyszałam jak moje miasto określane jest "Oxfordem Wschodu". Uważam, że to określenie jest dość trafne dla miasta liczącego kilka uniwersytetów. Co roku przybywa do nas rzesza nowych studentów, którzy żyją, bawią się i pracują w Lublinie jednocześnie przy tym go odmładzając.

Po czwarte za rozwój
W ciągu kilku ostatnich lat Lublin niesamowicie się rozwinął. Nie straszy już jak dawniej dziurawymi drogami, zaniedbanymi budynkami. W ostatnim czasie powstały między innymi różne obiekty sportowe, galerie handlowe, które stawiają nas na równi z innymi miastami polskimi i europejskimi.

Po piąte za Stare Miasto i zabytki
Lublin to miasto bogate w zabytki. Nasza Starówka jest jedną z najpiękniejszych w Polsce. Mnóstwo romantycznych zaułków znajdujących się na Starym Mieście zaprasza do spacerów zarówno zakochanych, przyjaciół oraz rodziny z dziećmi. Można u nas zwiedzić wieże, z których widać przepiękną panoramę miasta, a także ogrody, parki, które zachęcają do odwiedzania nie tylko wiosną. Aż nie chce się siedzieć w domu!


Po szóste za puby, restauracje i lody Bosko
Lokalne puby, restauracje nadają wyjątkową atmosferę miastu. W Lublinie można znaleźć klimatyczne, "jakieś" knajpy, do których warto wstąpić na kawę, herbatę czy piwo, które także mamy swoje :) Życie w tych knajpach zaczyna się od czwartku, kiedy to zgodnie z tradycją miasto opanowują studenci. Latem w piątkowe i sobotnie wieczory trudno znaleźć w nich wolne miejsce. Będąc w Lublinie koniecznie trzeba wstąpić do Bosko na boskie lody, które nigdzie indziej nie mają sobie równych :)

Po siódme za małe - duże korki
Chyba zaryzykuję stwierdzenie, że korki w naszym mieście nie są takie straszne. Powrót z pracy nie zajmuje kilku godzin jak w niektórych dużych miastach. Oczywiście zdarzają się wyjątki, jak budowa drogi, czy wypadek, ale da się to przeżyć. Mimo, że stojąc w nich klnę pod nosem, to jednak podróżując po innych miastach, już wiem, że jazda samochodem po Lublinie nie jest taka straszna :)

Reasumując Lublin nie jest taki zły! Myślę, że mieszkańcy wiedzą o tym doskonale, mimo, że część z nich mogła sobie tego jeszcze nie uświadomić. Pozostałych serdecznie zapraszam do mojego miasta, aby na własnej skórze się przekonali, że Lublin da się lubić :) :) A Wy za co lubicie swoje miasta??

poniedziałek, 12 czerwca 2017

Wycieczka do Londynu w 5 krokach cz.2



Powróciłam ostatnio myślami do mojego marcowego wpisu o organizacji wycieczki do Londynu w 5 krokach (znajdziecie go tutaj) i uznałam, że czas na uzupełnienie go o praktyczne wskazówki i informacje dotyczące samego pobytu. To zaczynamy :)
1. Nocleg
Zazwyczaj noclegiem zajmujemy się jeszcze w kraju, żeby mieć gdzie spać po przylocie, a nie spędzać noc na dworcu. Warto jednak zwrócić szczególną uwagę na opis wynajmowanego pokoju. Z doświadczenia już wiem, że wynajmujący może nieco mijać się z prawdą. Warto dopytać się o szczegóły mailem i w razie co upominać się o to co nam miał oferować, a także kierować się zasadą licz na kogoś licz na siebie i zabrać z domu nieco więcej rzeczy. Jak dla mnie, must have każdej podróży to: klapki pod prysznic, ręcznik, suszarka. Już wiem, że bez tego nie warto jechać za granicę :)

 2. Transport
Londyński transport do najtańszych nie należy. Nie ma się co oszukiwać jest to dość drogie miasto. Możliwości jest oczywiście dużo metro, które w brytyjskiej stolicy liczy kilkanaście linii, popularne piętrowe autobusy, taksówki lub zwyczajnie spacerek na nóżkach. Wiadomo, spacer to spacer jednak nie wszędzie dotrze się na piechotkę. Kultowe czarne taksówki dla osoby, która przyjechała z ograniczonym budżetem na weekend będą poza zasięgiem finansowym. To bardzo drogi środek transportu. Chcąc nie chcąc nie da się poruszać po tak ogromnym mieście bez pomocy komunikacji miejskiej. Koszt pojedynczych biletów jest dość wysoki, dlatego lepiej kupić kartę Oyster, dzięki której bez problemu będziemy poruszać się po stolicy. Wyrobienie karty kosztuje 5 funtów, jednak jest ona bezterminowa. Po powrocie do kraju warto ją gdzieś schować i w razie kolejnej wycieczki zabrać ze sobą ponownie. Kartę wyrabia się od ręki w specjalnie do tego wyznaczonych punktach np. sklepach lub "biletomatach" na dworach. Oyster-kę doładowujesz kwotą jaką chcesz i ile razy chcesz, przy każdym wejściu na metro czy do autobusu sczytujesz kartę przy okazji widząc ile pieniędzy Ci na niej jeszcze zostało. Ceny biletów są różne zależne od pory jazdy oraz stref, po których się poruszamy. Najtaniej wychodzi oczywiście autobus, jednak musisz doliczyć sobie tutaj zdecydowanie dłuższy czas podróży niż metrem. Czasem może on trwać nawet półtorej godziny.

3. Wyżywienie
Jak już mówiłam, Londyn do najtańszych nie należy. Ceny wyżywienia też są różne. Jeżeli masz możliwość samemu coś sobie upichcić to Lidl, Tesco, czy inny market nie straszy aż tak cenami. Jeśli jednak w Twoim domu nie ma kuchni, to jesteś skazany na londyńskie jedzenie, które najlepsze nie jest. Jest oczywiści kilka możliwości, gdzie można się wyżywić. W restauracjach ceny posiłków zaczynają się od 15 funtów wzwyż, wiec najtaniej nie jest. Coś zjeść można na różnego rodzaju targowiskach, gdzie dominuje street food. Tutaj można pożywić się np. kuchnią chińską, kebabem lub popularnym fish and chips. Ceny od 5 funtów w górę. Jeśli jednak żadna z tych opcji nam nie pasuje to zawsze zostaje McDonald, gdzie za 2 funty dostaniemy hamburgera z frytkami, albo popularne fastfoodowe bary. Tylko uwaga, barów fastfoodowych nie znajdziecie za bardzo w "bogatszych" londyńskich dzielnicach. 

4. Muzea
Do większości muzeów można wejść za darmo, co jest dużym plusem. Za darmo wejdziemy m.in. do Galerii Narodowej, British Museum, Imperial War Museum. Warto poświęcić trochę czasu i obejrzeć wystawy, zobaczyć architekturę. Mnie najbardziej przypadł do gustu Imperial War Museum, którego wystawy jednocześnie mnie zachwyciły i zaskoczyły. Planując wycieczkę trzeba zwrócić uwagę na godziny otwarcia muzeów. Większość z nich otwarta jest do 17-18. Inne godziny pracy są w weekendy, a inne od poniedziałku do piątku.

 
5. Pozostałe atrakcje
Będąc w Londynie obowiązkowo trzeba zobaczyć Pałac Buckingham, Big Bena, London Eye, Tower Bridge, Oxford Street. Przyjemnie jest również posiedzieć nad Tamizą podziwiając widoki. W stolicy Anglii jest mnóstwo atrakcji, które warto zobaczyć. Trzeba się jednak liczyć z kosztami. Mimo, że wejściówki do muzeów są darmowe, to inne atrakcje są płatne i to dość wysoko. Przejażdżka słynnym London Eye kosztuje około 20 funtów, podobnie zdjęcie z wózkiem Harrego Pottera na peronie 9 i 3/4 na dworcu King's Cross (koszt 15-19 funtów). Należy pamiętać, że do tego typu atrakcji trzeba wystać się niekiedy w kilku kilometrowej kolejce.

Mam nadzieję, ze tych kilka praktycznych informacji, stanowiących uzupełnienie do ogólnej organizacji wycieczki do Londynu okażą się bardzo przydatne. Wiecie teraz, jak krok po kroku zaplanować wyprawę i czego spodziewać się na miejscu. No to miłego planowania! Powodzenia :)

niedziela, 4 czerwca 2017

1 urodziny ZaplanowaniPl


Nie wiem jak, nie wiem kiedy to zleciało, ale właśnie strzelił pierwszy rok mojego bloga. Świętując swoje pierwsze urodziny myślami wracam do początków, kiedy jeszcze raczkowałam w tej dziedzinie. Pomysł założenia bloga bardzo długo chodził mi po głowie, jednak zawsze stało coś na przeszkodzie, aby go założyć. Dzisiaj z perspektywy czasu już wiem, że to nie było nic innego jak tylko strach przed nieznanym. Pamiętam, że rok temu byłam na takim etapie swojego życia, że codzienna rutyna powoli mnie wykańczała. Wiedziałam, że jeżeli czegoś nie zrobię to prędzej czy później zwariuję. Zaryzykowałam, kierując się impulsem siadłam przed komputerem i wszystko się już szybko potoczyło. Poszłam za ciosem i krok po kroku samodzielnie budowałam ZaplanowaniPl W żadnym wypadku nie żałuję tej decyzji :)

Mój rok z blogiem


Pierwszy rok z blogiem był fantastyczny. Przyniósł mi mnóstwo wspaniałych doznań. Nowe kontakty, nowe wyzwania i ciągłe poznawanie samej siebie. Dzisiaj na pewno wiem więcej o sobie niż rok temu, stale się rozwijam i ciągle na nowo poznaję. Prowadzenie bloga sprawia mi ogromną przyjemność. Uwielbiam pisać, rozmawiać z czytelnikami, blogerami i czerpać z tych rozmów inspirację. Wizja bloga zmieniła się nieco przez ten rok, chociaż nie tak wiele. Zakładając ZaplanowaniPl wiedziałam jak ma wyglądać i co ma się w nim znaleźć. Wiedziałam, że organizacja będzie połączona z lifestylem, bo te dwa obszary idą w parze. I dokładnie tak jest, tak jak sobie wymarzyłam. Oczywiście przez ten czas blog, podobnie jak ja nieco się rozwinął. Pojawiły się nowe zakładki i przede wszystkim comiesięczny cykl Make Happy Month, który bardzo pomaga mi w osiąganiu moich małych celów i motywuje do ciągłej pracy. Prowadzenie bloga nauczyło mnie lepszej organizacji czasu, większej odpowiedzialności, systematyczności. Nie zawsze jest łatwo i tak jakbym chciała. Doba ma tylko 24h, a obowiązków i planów dużo. Nie będę jednak dzisiaj tu narzekać, bo w urodziny się nie marudzi :) 

Plany na przyszłość

 
 Pisać, tworzyć, inspirować siebie, innych i przede wszystkich rozwijać się. Prowadzenie bloga daje mi możliwości w samorozwoju, z których chcę czerpać ile się da. Już wiem, że wszystkie ograniczenia tworzymy my sami w naszych głowach. Trzeba wychodzić poza strefę swojego komfortu i walczyć o siebie i swoje marzenia. To daje siłę i energię do działania. W najbliższej przyszłości chciałabym popracować nad promocją bloga, miesięcznymi plannerami, kto wie, może pojawi się jakiś nowy cykl. Pomysłów jest sporo, nic tylko wcielać je w życie. Chciałabym rozwinąć się jeszcze w obszarze fotografii, aby pojawiały się tu najpiękniejsze ujęcia. Na koniec Moi Drodzy Czytelnicy nie pozostaje mi nic innego jak życzyć sobie i wam dużo czytelniczych uniesień i kolejnego zaplanowanego roku!! :) :)

środa, 31 maja 2017

Make happy month - podsumowanie maja


Maj przeminął niczym mrugnięcie okiem. Nie wiem kiedy, nie wiem jak na horyzoncie pojawił się czerwiec i tak oto dotarliśmy do półmetka roku. W tym miesiącu niespodziewane wydarzenia rosły przede mną niczym grzyby po deszczu, absorbując przy tym całą moją uwagę i energię. Najważniejszym wydarzeniem maja była oczywiście wycieczka do Londynu. Nie będę się tu długo rozwodzić na tej temat, bo wspomnieniowy skrót znajdziecie tutaj. Niemniej jednak było wspaniale. Apetyt rośnie w miarę jedzenia i w głowie pojawiła się już wizja podboju kolejnych europejskich stolic. Następny cel do zrealizowania w niedalekiej przyszłości. Wyjazd do stolicy Wielkiej Brytanii uświadomił mi, że mój angielski nie jest taki straszny. Bez strachu i większych problemów mogłam się porozumieć, więc inwestycja w kurs okazała się strzałem w dziesiątkę. Mam świadomość ile jeszcze pracy przede mną, ale należę do osób cieszących się z małych sukcesów, a taki właśnie osiągnęłam :) W maju udało mi się w końcu dokończyć balkon, który przeszedł całkowitą metamorfozę. Prawdziwym wyzwaniem okazuje się jednak pielęgnacja wszystkich znajdujących się na nim roślin. Ale co tam i tego się nauczę :) Blogowo maj niestety nie wyglądał tak jak bym chciała. Planowałam nieco więcej wpisów, ale jak widać nie wszystko da się zaplanować :) Obiecuję czerwcową poprawę.


Moje małe czerwcowe cele
No i właśnie jaki będzie ten czerwiec. Znów pojawi się dużo planów, a mało czasu. Muszę zdecydowanie popracować nad lepszą organizacją czasu, bo widzę w dotychczasowej pewne mankamenty. Czerwiec zaczyna się mocnym wejściem - egzaminem końcowym z angielskiego. Trzymajcie za mnie kciuki, bo zdanie jego to mój pierwszy cel na ten miesiąc. Czerwiec to czas długich dni, krótkich nocy z którymi wiąże plany. Zawodowo również mam małe szaleństwo, więc w tym miesiącu chciałabym wypracować dobry system organizacji czasu firmowego i prywatnego. Kolejne cele na ten miesiąc to: rozpocząć przygotowania do wieczoru panieńskiego mojej przyjaciółki. To wyzwanie jeszcze przede mną, ale nie mogę nic więcej zdradzić. W czerwcu chciałabym również powrócić do treningów, które w maju trochę z mojej winy, trochę nie zaniedbałam, a brakuje mi ich bardzo. No i w końcu czas rozpocząć planowanie corocznego wypadu w góry, który w tym roku przypada na lipiec. Mapa w dłoń i zaczynam odmierzać czas wejść na szczyty. Uwielbiam to! A blogowo moje cele to: nadrobić majowe zaległości i celebrować pierwsze urodziny. I znów nie wiem jak i kiedy to zleciało. Zapowiada się wspaniały miesiąc, oby na wszystko i jeszcze więcej starczyło czasu. Miłego początku wakacji Kochani :)

sobota, 27 maja 2017

Wycieczka do Londynu - wspomnieniowy skrót



Wszystko co dobre szybko się kończy. Zdecydowanie tym zdaniem musi rozpocząć się mój wspomnieniowy post. Wspominam oczywiście niedawno odbytą wycieczkę do Londynu. Już wiem, że to moje miejsce na ziemi, do którego, mam nadzieję, będę często powracać :) Chciałabym podzielić się z Wami wrażeniami z pobytu, opowiedzieć co mnie zachwyciło, co nie, może zaskoczyło. Zapraszam zatem na krótką wycieczkę po stolicy Wielkiej Brytanii :) 

Za co kocham Londyn?
Za różnorodność, pozytywnych ludzi, piękne zabytki i przede wszystkim zapach wolności unoszący się w każdym zakamarku tego miasta. Ludzie są lub sprawiają wrażenie niezależnych, żyjących w swoim świecie, nie interesujących się innymi.  Chodzą jak chcą, ubierają się jak chcą nie oglądając się na sąsiadów. Dla Polaków liczących się z opinią innych, na początku przyjazdu może to być lekkim szokiem. Bardzo duża jest tu również różnorodność kulturowa, widoczna na każdym kroku. Szczerze mówiąc, dostrzec tutaj Anglika nie jest łatwo. W mieście widać wyraźny podział na dzielnice, w których żyją Anglicy i takie, w których żyje społeczność różnych narodowości.



Londyn jest miastem bogatym w turystyczne atrakcje. Przejście samego centrum, oglądając wszystko zajmuje kilka dobrych godzin. Warto jednak poświęcić ten czas, bo głupio byłoby nie zobaczyć Big Bena czy Pałacu Buckingham. Polecam jednak nie ograniczać się jedynie do "starego miasta". Niezwykle ciekawe miejsca, pełne swoistego klimatu znajdują się często w odleglejszych dzielnicach. Brytyjska stolica jest bogata w parki, po których spacer jest absolutnym obowiązkiem turysty. Parki są zadbane, widać, że ludzie szanują przyrodę. Można w nich spotkać rozmaitych artystów uprawiających uliczny performance, osoby uprawiające różne sporty, a także zwykłych zakochanych. Swoim pięknem zachwycił nas St. James's Park, a zaciekawił Hyde Park. W tym ostatnim polecam kawę - naprawdę pyszna! :)



Zdecydowanym plusem tego miasta jest komunikacja. W szybki i łatwy sposób można przemieścić się metrem. Linii jest sporo, więc do większości miejsc można nim dotrzeć. Polecam również czerwone piętrowe autobusy - charakterystyczne dla tego miejsca. Przemieszczanie się autobusem nie należy do najszybszych, jednak widoki z okna rekompensują trudy podróży. Podczas naszej wycieczki spędziliśmy dobrych kilka godzin w "piętruskach", podziwiając najdalsze zakątki miasta. Sprawiło nam to mnóstwo frajdy.


Udać się do Londynu na shopping to marzenie większości kobiet. Oxford Street zachwyca wielkością i ilością sklepów. Znaleźć tam można niemalże wszystko. My najwięcej czasu spędziliśmy oczywiście w Primarku, którego nie da się porównać do żadnego sklepu w Polsce. Wizyta w tym sklepie jest absolutnym obowiązkiem każdego przybyłego do tego miasta. Czy przyjemnością? Hmm to zależy od podejścia :)

Małe minusy
Małym minusem są ceny. Londyn nie należy do najtańszych miejsc. O ile zakupy w Primarku po przeliczeniu na złotówki zdecydowanie wychodzą na plus, o tyle ceny gdzie indziej mogą zwalić z nóg. Przyjeżdżając tutaj trzeba liczyć się z wysokimi kosztami jedzenia i transportu. Jedzenie jest różnej jakości, nieco różni się od naszego polskiego. Każdy radzi sobie jak umie, jeść coś trzeba, więc tych kilka dni spędziliśmy w fast foodach :) Na szczęście McDonald's wszędzie jest taki sam :)

 
Londyn to miasto, w których stare miesza się z nowym. Jak dla mnie miejscem, w którym to najlepiej widać to Tower Bridge. Chyba właśnie to połączenie nadaje tej stolicy taki niepowtarzalny klimat. Uwielbiam to miasto, kocham tam być, zachwycać się jego pięknem, podziwiać widoki, rozmawiać z ludźmi, na każdym kroku spotykać Polaków. Od zawsze byłam i nadal jestem mieszczuchem, nic więc dziwnego, że brytyjska stolica tak bardzo mnie zachwyciła. Zdecydowanie polecam wszystkim na chwilę i na zawsze :)