niedziela, 19 listopada 2017

Akcja remont - delikatna odnowa pokoju


Przez ostatnich kilkanaście dni, po godzinach pracy bawiłam się w malarza, tynkarza, dekoratora. Było to związane z małym remontem, który przechodził mój dom. W sumie użycie słowa remont w tym przypadku, w pewnym stopniu jest małym nadużyciem, a bardziej pasującym jest określenie odświeżenie. Krótko mówiąc pochłonęło mnie malowanie ścian, renowacja półek oraz mała reorganizacji przestrzeni wokół siebie. Jestem bardzo szczęśliwa, że w końcu pozbyłam się krzykliwych kolorów ścian, tak bardzo modnych kilka sezonów temu, a tak bardzo znienawidzonych przeze mnie obecnie. Ich miejsce zajęły spokojne odcienie szarości i beżu. Tak, tak ja też oglądam Dorotę Szelągowską :) :)



Na ścianach zawisły półki przemalowane z olchowego koloru na turkusowy, który idealnie komponuje się z jasnymi odcieniami ścian. Na ten sam kolor również przemalowałam wszystkie ramki, których część stanęła na półkach, a część zawisła na ścianie w formie zdjęciowego kolażu. Po stoczonej walce samej ze sobą pozbyłam się wielu niepotrzebnych rzeczy, co zdecydowanie odgraciło przestrzeń. Szczerze polecam takie oswobodzenie przestrzeni wokół siebie z zalegających rupieci. Większość z nas ma tendencje do zbierania "pamiątek" i przechowywania ich z myślą, a bo może kiedyś się przyda. Tylko, czy to kiedyś kiedykolwiek nadeszło? Bo u mnie nigdy :) Klucz do sukcesu to nauczyć się systematycznie selekcjonować przedmioty i nie pielęgnować w sobie syndromu "chomika".



W swoich odnowionych pokojach postawiłam na dodatki. Dodatki dużo mówią o osobach mieszkających w danym pomieszczeniu. Tym samym moje dodatki mówią dużo o mnie. Dlatego nie mogło zabraknąć garści codziennej motywacji, aby marzycielka nigdy nie przestała marzyć. Przygotowywanie pokojowych dekoracji okazało się nie takie drogie i nie takie trudne. Przy użyciu jednej małej puszki farby można zdziałać cuda. Odnowione stare rzeczy nabierają nowego wyglądu i jakości. Gorąco Wam polecam, taką małą przygodę z renowacją niepotrzebnych przedmiotów.  W ich tworzeniu ogranicza Was jedynie własna wyobraźnia. Ja stworzyłam sobie przestrzeń, w której lubię spędzać czas, która mnie uspokaja i odpręża. Mam nadzieję, że wy też macie takie swoje ukochane miejsca w domu, w których się relaksujecie, w których nabieracie sił na nowe wyzwania.

środa, 15 listopada 2017

November rain - kiedy pogoda działa nam na nerwy

 

Znaleźć swój sposób na jesień to temat ciągle ostatecznie nie rozwikłany. Jesień rządzi się swoimi prawami, na które chcąc nie chcąc nie mamy żadnego wpływu. Apogeum jesiennie złego nastroju osiągamy zazwyczaj w listopadzie, czyli szaro, buro, deszczowym czasie. Kto wymyślił ten miesiąc? Ile razy padało to pytanie od Was, bo u mnie dość często :) Rude kolory przeminęły, a do świątecznego nastroju jeszcze daleko, mimo, że sklepy nachalnie nas w niego wprowadzają. No i właśnie, można sobie tak siedzieć, patrzeć na deszczową pogodę i z każdą chwilą powiększyć swoją listę narzekań albo na przekór wszystkim i wszystkiemu znaleźć pozytywne strony tej niepogody. Tylko jak to zrobić?
Zainwestuj w siebie


Gdy na zewnątrz brzydko, zimno i nieprzyjemnie do tego stopnia, że nie chce Ci się nawet jednej nogi postawić za drzwiami, to jeśli nie musisz to nie wychodź z domu. Wiadomo każdy zna swoje codzienne obowiązki, z których nie może zrezygnować niezależnie od okoliczności. Zastanówcie się jednak ile rzeczy jest waszą chwilową zachcianką, a ile obowiązkiem i czy da się to wszystko zebrać razem, dobrze zaplanować i załatwić za jednym zamachem. Zmień nastawienie do świata. Nie dostrzegaj krótkich dni w ciemnych barwach, a zacznij widzieć długie wieczory, które możesz wykorzystać maksymalnie dla siebie samej. Pomyśl o wieczornym relaksie, kubku gorącej herbaty, tym razem wypitej spokojnie, a nie jak zazwyczaj w biegu, kilku przeczytanych stronach jakieś dobrej książki. Powróć do tego, co kiedyś sprawiało Ci przyjemność, a dawno umknęło. Delektuj się spokojem wieczoru spędzonego z samą sobą, nastrojem, który nadają krople deszczu stukające o szybę. Polub siebie, zadbaj o siebie. Jesień to dobry czas na zadbanie o swoją urodę. Zmęczona słońcem skóra wymaga pielęgnacji, podobnie jak włosy. Zrób sobie domowe spa, dzięki któremu przygotujesz swoje ciało na nowy wiosenny sezon. To dobry patent na zabicie chandry w długi jesienny wieczór, który spędzony w gorącej, pachnącej kąpieli nabiera zupełnie nowej jakości. Inwestycja w siebie to najlepsza inwestycja i nigdy o tym nie zapominaj!
Zainwestuj w rodzinę


Czas spędzony z najbliższymi zawsze dodaje skrzydeł i energii do dalszego działania. W jesień masz dużo czasu, który z całą pewnością lepiej spędzić z rodziną niż na bezczynnym siedzeniu i wymyślaniu kolejnych problemów. Pomyśl, ile jest rzeczy, które możecie robić wspólnie, a które przyniosą Wam mnóstwo radości. Dla mnie na taką pogodową, złą aurę najlepsza jest zabawa z siostrzeńcem. Uwielbiam tego malca i jego beztroski świat nie zmącony jeszcze poczuciem przyzwoitości dorosłych. Szczerze polecam wszystkim, którzy mają takie cudowne brzdące w rodzinie. Z rodziną najlepiej i to nie tylko na zdjęciu. Dlatego polecam wspólne wieczorne lub weekendowe oglądanie filmów, czy seriali. U mnie ostatnio na tapecie są rodzime produkcje tj. Belfer i Wataha. Niedzielne wieczory mamy zarezerwowane właśnie na te seriale i nie zamieniłabym tych chwil na żadne inne. Jeśli jednak nie dla Was seriale to zawsze możecie wyjść razem do kina, na kawę czy po prostu na wspólne zakupy. 

Sami widzicie, że listopadowa pogoda nie musi być taka straszna. W domu też można spędzić fajnie czas. Paradoksalnie te deszczowe, zimne dni, których tak bardzo nie lubimy, przy odrobinie dobrej organizacji mogą okazać się jednymi z najprzyjemniejszych chwil w całym roku. I takiej właśnie jesieni i zimy Wam życzę.

niedziela, 5 listopada 2017

Jak kontrolować swoje miesięczne wydatki?


Miesięczne wydatki, hmm zmora większości z nas. Kończy się miesiąc, a w portfelu i na koncie pustka. Nie ma lepszego sposobu na zaoszczędzenie paru groszy, jak planowanie swojego miesięcznego budżetu. O ogólnych zasadach oszczędzania, które są bardzo przydatne w prowadzeniu miesięcznego budżetu pisałam już wcześniej na blogu. Znajdziecie je w poście Kilka prostych zasad oszczędzania. Dzisiaj troszkę zawężę ten temat i zastanowię się jak realnie kontrolować swoje miesięczne wydatki. To zaczynamy :)

Planujemy
Dobrym zwyczajem jest zaplanowanie budżetu. Do dokładnego rozpisania wszystkich wpływów i wydatków w danym miesiącu nie potrzebujesz wielu rzeczy. Wystarczy kartka i długopis albo po prostu tabela w Exelu, czy pobranie ogólnodostępnych aplikacji na swój telefon. Tworzysz tabelę, którą dzielisz na kilka kolumn np. wydatki stałe, na życie, dodatkowe oraz kolumna oszczędności. Do stworzonej tabeli wpisujesz po kolei każdy wydatek. Oczywiście musisz wykazać się tu umiejętnością przewidywania różnych wariantów życiowych sytuacji. Wiadomo, nie wszystko da się przewidzieć, dlatego kolumna oszczędności może Ci też służyć jako na tzw. czarną godzinę. 


Kartka w dłoń i do dzieła!
Pamiętaj o tym, aby skrupulatnie i rzetelnie wpisywać każdy wydatek. Nie zaniżaj ani nie zawyżaj zbytnio. Monitoring domowego budżetu ma służyć przede wszystkim Tobie, a oszukiwanie w niczym Ci tu nie pomoże. W wydatkach stałych powinny znaleźć się wszystkie rachunki, raty kredytu, czyli te koszty, które są niezmienne i ponosimy je w każdym miesiącu. Wydatki na życie to oczywiście jedzenie, koszty transportu np. bilet miesięczny czy paliwo, ubrania - takie, które wiesz, że musisz kupić, a nie są Twoją zachcianką :)  Tutaj musisz w oparciu o własne doświadczenie przeznaczyć jakąś kwotę. Dodatkowe to z kolei wszystkie Twoje zachcianki, na które możesz sobie pozwolić. Oszczędności to kwota, która w danym miesiącu odkładasz. To taka nienaruszalna kwota na czarną godzinę. Najlepiej określić sobie ją stałą co miesiąc. Czyli, od miesięcznej kwoty, która wpływa na Twoje konto odejmujesz wydatki stałe, na życie oraz oszczędności to co zostaje to wydatki dodatkowe, które możesz wydać jak chcesz :)

Najważniejsze to trzymać się planu
W kontroli miesięcznych wydatków ważna jest systematyczność. Regularna kontrola pozwoli Ci nawet coś zaoszczędzić. Najlepiej od razu po zasileniu konta podzielić pieniądze na tych kilka pul. Wydatki stałe przelać na początku miesiąca, aby zwiększona ilość pieniędzy nie kusiła na wydanie. Tak samo z oszczędnościami. Najlepiej sprawdzi się tu konto oszczędnościowe lub subkonto. Wówczas zostanie określona kwota, która można podzielić na dwie mniejsze. Na początku, takie planowanie może sprawiać niewielkie trudności. Staraj się nie przenosić pieniędzy z jednej puli na drugą w trakcie miesiąca. Pokus jest dużo, ale najważniejsze to trzymać się planu i rzetelnie go realizować. Rozdzielając swoje pieniądze, zostaje określona kwota do wydania, która zdecydowanie trudniej przekroczyć bez wyrzutów sumienia.

Z budżetem jak z życiem, jeśli dobrze go zaplanujemy spełni nasz oczekiwania (przynajmniej w pewnym stopniu). Powszechna prawda głosi, że pieniądze szczęścia nie dają, ale lepiej je mieć. Większość z nas nie zarabia grubych milionów, które może wydawać na co tylko chce, dlatego umiejętność oszczędzania zdecydowanie przydaje się w życiu. Powodzenia! :)

wtorek, 31 października 2017

Make Happy Month - podsumowanie października


I kolejny, dziesiąty już miesiąc w roku minął niczym mrugnięcie okiem. Październik, bo o nim mowa pozostawił po sobie masę pozytywnych wspomnień i przyniósł mnóstwo inspiracji do dalszego działania. Krótko mówiąc, to był bardzo udany miesiąc :) Pogoda nie rozpieszczała, podobnie jak we wrześniu, ale co tam. W listopadzie już chyba nawet nie liczę na piękną pogodę, bo bądź co bądź ten miesiąc w tej kwestii rządzi się swoimi prawami. O listopadzie za chwilkę, teraz czas podsumować październik. W przeciwieństwie do września, tym razem udało mi się zrealizować większość założonych planów. Po pierwsze nadrobiłam towarzyskie zaległości, co przyniosło mi nowe pokłady pozytywnej energii. Nowa energia przełożyła się między innymi na częstotliwość i regularność treningów, z czego jestem bardzo zadowolona, bo ta dziedzina szwankowała w zeszłym miesiącu. Tak więc, aktywność fizyczna powoli wraca na swoje stare, dobrze jej znane tory. Poza tym znów mam ogromną przyjemność mierzyć się z językiem angielskim w dwa wieczory w tygodniu. Przyznam szczerze, że nowy poziom okazuje się małym wyzwaniem i nie raz już zdążył mnie zaskoczyć. Ale co tam, do odważnych świat należy, trzeba podejmować wyzwania i walczyć o swoje marzenia. Październik okazał się również małą przygodą z fotografią. Aparat coraz częściej staje się moim przyjacielem. Powoli uczę się fotograficznego abecadła, a moje małe "dzieła" pewnie będziecie mogli oglądać tutaj i na moim Instagramie


Moje małe listopadowe cele
Tak sobie rozmyślam, jaki może być ten listopad? Na przekór temu, co widzę za oknem, wchodzę w niego z uśmiechem na twarzy. Mam plan, nie zwracać uwagi na szarą pogodę i przyjąć go pozytywnie razem z jego całym dobrodziejstwem. Listopad to dla mnie przede wszystkim mały remont, którego wizja powstała w głowie już w październiku. Ten miesiąc zaczynam malutkim odpoczynkiem od etatowej działalności, za to obecnością w sklepie budowlanym. W planach również kontynuacja fotograficznej przygody, która ostatnio pochłonęła mnie bez reszty. Muszę również zabrać się za poszukiwanie świątecznych prezentów, żeby później nie biegać jak szalona po sklepach i kupować byle czego. Reszta raczej standardowa, ale mająca dla mnie duże znaczenie: regularność treningów i szlifowanie angielskiego. Na listopad przypadają również Andrzejki, więc myślę, że bez hucznego świętowania tego wieczoru się nie obędzie :) Tymczasem w iście halloweenowym nastroju uciekam "postraszyć" troszkę siostrzeńca. Pięknego listopada! :)

niedziela, 29 października 2017

Czy warto być cały czas online?


Kilkanaście dni temu, gdy mój samochód musiał wybrać się na rutynowe odwiedziny do mechanika przeprosiłam się z komunikacją miejską i przez cały dzień poruszałam się autobusami. Przyznam szczerze, że odwykłam już od przepychania się w drzwiach, obserwowania walki młodszych ze starszymi o miejsce siedzące. Szybko jednak wspomnienia wróciły, a wraz z nimi przyszła refleksja wysnuta po całym dniu podróży. Zauważyłam i pewnie nie odkryję tu Ameryki, że niemal każda osoba spotkana w autobusie zapatrzona była w swój własny smartfon, trzymany bardzo mocno w dłoni. Mimo, że nie jest to dla mnie nowością, to jednak nie przywykłam do takiego widoku, gdyż w czasach, kiedy auto nie było jeszcze moim środkiem transportu, większość osób jeżdżących autobusami ze sobą rozmawiała, bez względu na to czy się znali czy nie. I tak sobie pomyślałam, ile tracimy z życia będąc cały czas zalogowani w sieci i czy nie warto chociaż na chwilę porzucić swojego smartfona i na nowo zachwycić się tym, co można poczuć jedynie będąc offline. 


Sama muszę przyznać się bez bicia, że w tej dziedzinie święta nie jestem. Nie wiem nawet kiedy korzystanie z Internetu w telefonie w każdej wolnej chwili stało się moim nawykiem. Dopiero w momencie, kiedy jestem odcięta od zasięgu, prądu itp. zauważam, jaki świat jest piękny bez telefonu. Dla mnie takim czasem "internetowego detoksu" są wakacje, kiedy zwiedzając miasta lub spacerując po górskich terenach nawet nie pomyślę o spojrzeniu na telefon. I tak sobie myślę, że omijają nas strasznie fajne rzeczy, które dzieją się wokoło. Coraz rzadziej cieszymy się czytaniem papierowego wydania książek. Zazwyczaj tłumaczymy się brakiem czasu albo pretekstem sięgania po nią w sieci. Nie mamy czasu na ćwiczenia, spacery. Ostatnio gdzieś usłyszałam, że jeśli masz czas na przeglądanie Internetu w telefonie, to znaczy, że masz też czas na zrobienie treningu, przeczytanie książki itp. I wiecie co, to wszystko szczera prawda. Internet zabiera nam cenny czas. Ile tak naprawdę przeglądamy w nim pożytecznych i potrzebnych nam stron, a ile czasu marnujemy na bezproduktywne klikanie. 


Jednak, w mojej ocenie, to co bezpowrotnie nam ucieka to, międzyludzkie relacje. Aplikacje, smartfony tak nami zawładnęły, że coraz rzadziej prowadzimy rozmowy w realu. Wystarczają nam spotkania raz na kilka miesięcy, bo przecież rozmawiamy ze sobą w sieci. Tylko na ile taką sieciową konwersację można nazwać 100% rozmową. Troszkę mnie zaskakuje ten brak chęci wobec tradycyjnej formy kontaktu z drugim człowiekiem i zastanawiam się, w którą stronę zmierza ten świat. Dlatego proponuję mały eksperyment. Spróbujmy codziennie, najpierw przez tydzień, później przez miesiąc, aż w końcu być może przez całe życie wracać do domu i nie sięgać od razu po telefon. Zjedzmy spokojnie obiad z rodziną, rozmawiajmy ze sobą, spędźmy razem odrobinę czasu. Wieczorem tuż przed snem zamiast po telefon sięgnijmy po książkę. Zobaczycie w jak dużo lepszym nastroju obudzicie się rano. Ograniczmy siedzenie w Internecie na rzecz korzystania z realnego życia bez ograniczeń. Cieszmy się pięknem za oknem, idźmy do kina, na kawę i rozmawiajmy. Ograniczmy życie online na rzecz życia offline i uwierzmy, że ono też może być piękne, ciekawe i inspirujące. Wchodzicie w to? :)

niedziela, 22 października 2017

Pięć zasad, które powinna znać każda starsza druhna


Co prawda sezon ślubny zbliża się ku końcowi, to jednak uznałam, że najwyższy czas podzielić się z Wami moimi weselnymi spostrzeżeniami. Własne doświadczenie, czujne oko i wytężony słuch pozwoliły mi stworzyć mały "poradnik" dla wszystkich starszych druhen. Ślub, to nie wiem czy najważniejszy dzień w życiu, ale na pewno bardzo istotny z punktu widzenia panny młodej. Wybierając swoją starszą z całą pewnością wybiera jedną z najbliższych jej osób, do której ma zaufanie i od której liczy na bezgraniczne wsparcie. Dlatego, tak istotne jest, aby stworzyć tego dnia wyjątkową, niepowtarzalną atmosferę. To lecimy z 5 zasadami, które powinna znać każda starsza druhna.

Uśmiech od samego rana
Choćby nie wiem co się działo tego dnia, wszystkie troski i zmartwienia odłóż na bok. Wstań w dobrym nastroju i niech Cię on nie opuści przez najbliższe 24 godziny :) To bardzo ważne, aby w ten dzień uśmiech nie schodził Ci z twarzy. Pamiętaj, że uśmiech jest zaraźliwy, a to Ty będziesz najbliżej panny młodej. Poza tym, nie jest Twoją rolą marudzenie, narzekanie, wyolbrzymianie problemów i chodzenie z obrażoną miną.

Logistykę weź na siebie
Mimo, że przygotowania do wesela zajmują wiele miesięcy, to i tak dużo kwestii zostaje do zrobienia na ostatnią chwilę. Warto wiedzieć wcześniej, kto czym się zajmuje i w razie potrzeby nie bać się koordynować zadaniami. Już w trakcie wesela bądź w stałym kontakcie z zespołem, obsługą. Warto słuchać opinii gości i w razie czego interweniować. Dowiedz się wcześniej, czy państwo młodzi mają wynajęty pokój dla siebie i tam zostawcie potrzebne rzeczy. O liście awaryjnej już kiedyś pisałam i jest ona takim must have ślubu. Ustal również wcześniej czy młodzi mają jakieś szczególne utwory, które chcieliby usłyszeć, czy planują podziękowania dla rodziców, chrzestnych. Jeśli tak, to musisz pamiętać o tych kwestiach i w odpowiednim momencie zająć się ich realizacją.


Zrób się na bóstwo
 Nie da się ukryć, że każda kobieta chce "jakoś" wyglądać na każdym ślubie. Tyle, że w tym wypadku "jakoś" nabiera innego znaczenia. Pełnisz funkcję reprezentatywną, więc też tak trzeba wyglądać. W mojej ocenie klasyka jest tu zawsze w modzie i lepiej nie eksperymentować zbytnio z ubiorem. Warto również zainwestować w profesjonalny make-up i fryzurę, które dobrze przygotowane utrzymają się przez całą imprezę. A poza tym, podobnie jak panna młoda poczujesz się bajkowo tego dnia. Aby zaoszczędzić trochę czasu można skorzystać wspólnie z panną młodą z usług tych samych osób, które przyjadą do Was do domu i tam Was przygotują. Ja za każdym razem korzystałam z profesjonalnego make-up przygotowanego przez Kasię Kręglicką. Osobom z Lublin i okolic mogę ją z pełną odpowiedzialnością polecić. Kilkakrotnie wykonywała mój makijaż jak i również panien młodych i za każdym razem efekt był nieziemski. Kolory idealnie dobrane, wykonanie z ogromną starannością i dbałością o każdy szczegół tworzyły trwały i przepiękny makijaż będący nie tylko dodatkiem, a idealnym dopełnieniem weselnych kreacji. Uważam, że warto wspierać talenty i polecać profesjonalne usługi dalej, gdyż poczta pantoflowa jest najlepszą reklamą. Dzieła sztuki Kasi możecie podpatrzeć tutaj - szczerze polecam :)

Baw się dobrze
Dobra zabawa to podstawa tego dnia. Zespół, choćby najlepszy samodzielnie nie porwie do zabawy wszystkich gości. Goście muszą współpracować, a zachęcenie ich do zabawy w dużej mierze zależy od Ciebie i starszego drużby. Dlatego nie ma co się wstydzić i od razu aktywnie uczestniczyć we wszystkich zabawach przygotowanych przez zespół. To Wy jesteście prawą ręką wodzireja i również na Was ciąży odpowiedzialność dobrej zabawy. Dlatego tak ważny jest również dobry humor, który wprawi Ciebie i gości w dobry nastrój.


Nie graj pierwszych skrzypiec
To w sumie najważniejsza zasada. Bezwzględnie na wszystko co się dzieje dookoła, a na weselu nietrudno o niespodziewane wydarzenia, powinnaś być oparciem dla panny młodej. Wspieraj ją najlepiej jak potrafisz, rozśmieszaj i odstresuj. Nie staraj się być najważniejsza, bo nie jesteś. Nie wychylaj się przed panną młodą i nie gwiazdorz, bo nie taka jest tu Twoja rola.

Przygotowując się do roli starszej druhny musisz znać tych pięć zasad i je stosować w praktyce. Jeśli podejdziesz odpowiedzialnie do swojego zadania, ale bez zbędnego spięcia na pewno w 100% wywiążesz się ze swojej roli. Pamiętaj, że bycie starszą to zaszczyt i ogromna przyjemność, a nie kara. Jeśli tak do tego podejdziesz to wspólnie z gośćmi stworzycie niezapomniane weselne chwile, które młodzi będą wspominać przez całe życie.

niedziela, 8 października 2017

Jak się pozbyć niepotrzebnych rzeczy??


Wasza szafa pęka w szwach, ale jak przychodzi co do czego to i tak nie masz co na siebie nałożyć. Chcąc wyglądać pięknie i modnie w każdej sytuacji udajesz się do sklepu, aby kupić nową sukienkę, czy bluzkę. Wracasz do domu, wieszasz sukienkę na wieszak i wsadzasz do szafy. Tutaj spotyka Cię mała niespodzianka, bo nie masz już gdzie upchnąć kolejnej rzeczy. Czas, więc zabrać się za porządki (o tym, jak to zrobić, aby było idealnie znajdziecie tutaj) i nagle okazuje się z ilu rzeczy tak naprawdę korzystasz, a ile zalega tutaj od kilku sezonów. Znacie to?? Powiedzcie, że też tak macie? :)

Najprostszym sposobem na zrobienie miejsca w szafie na nowe rzeczy jest pozbycie się tych starych. Każdy z nas dobrze wie, które ciuchy lubi najbardziej i które nosi najczęściej. W myśl zasady, że jeśli nie nałożyłaś czegoś przez kilka miesięcy to raczej już tego nie zrobisz i takiej rzeczy możesz się pozbyć. Powstaje jednak pytanie co zrobić z nieużywanymi ciuchami. Poza wyrzuceniem ich na śmietnik istnieje kilka możliwości. Powiem Wam, co ja z nimi robię.
Akcje charytatywne
Od kilkunastu lat w Lublinie organizowana jest akcja Pomóż Dzieciom Przetrwać Zimę. Co roku w listopadzie prowadzona jest uliczna zbiórka. W jedną listopadową niedzielę w kilkudziesięciu punktach miasta wolontariusze przyjmują rozmaite dary np. ubrania, żywność, art. papiernicze itp. Często korzystam z okazji i ładne, zadbane i uprane ubrania przekazuję właśnie na tę akcję. Staram się tu dodawać czapki, rękawiczki, zabawki, aby dzieci znalazły coś dla siebie. Nie mam pojęcia, czy jest to ogólnopolska zbiórka, ale jeśli nie, to zawsze można poszukać czegoś podobnego w swojej miejscowości. Dla zainteresowanych podrzucam stronę internetową PDPZ.  

Kontenery na ubrania
Przyznam szczerze, że nierzadko zdarza mi się zostawiać niepotrzebne ubrania w tego typu kontenerach. W pobliżu mojego miejsca zamieszkania znajduje się kontener PCK, do którego w każdej chwili można wrzucić zbędne rzeczy. Wiem, wiem na ich temat krąży wiele plotek, o tym co się naprawdę dzieje z naszymi ciuchami i gdzie one trafiają. Ja jednak chcę wierzyć, że PCK robi z nich właściwy użytek i nie rozmyślam zbyt długo na ten temat. 

Sprzedam - oddam - zamienię
Ten sposób odkryłam dość niedawno i jest to sprawka mojej siostry. Wiedziałam oczywiście, że jest taka możliwość, ale jakoś nigdy nie było okazji, żeby z niej skorzystać. Dopiero moja siostra uświadomiła mi, że to fajny sposób na pozbycie się niepotrzebnych rzeczy, zrobienie miejsca w szafie i zdobycie trochę grosza na nowe ciuchy :) W internecie jest mnóstwo miejsc, na których można wystawić swoje ciuchy na sprzedaż. Z pełną odpowiedzialnością mogę polecić olx.pl, portal znany chyba każdemu, a przynajmniej większości z nas. Często korzystam również z Facebook'a i dostępnych tam kilku grup sprzedażowych oczywiście odnoszących się do Lublina. Jednak Internet ma na tyle duże zasoby, że z całą pewnością znajdą się takie grupy dla każdej miejscowości. Te lubelskie to:
Drugie życie ubrań
Nie korzystam z tego sposoby zbyt często, ba chyba nawet wcale. A to tylko dlatego, że moje zdolności krawiecki nie są na tyle zaawansowane. Wierzcie mi, strach by było pokazać się ludziom na oczy w moich własnych przeróbkach. Znam jednak wiele osób, którzy są nieco bardziej zdolne w tej dziedzinie ode mnie. Małym wysiłkiem i niewielkimi kosztami nadają ciuchom nowe życie. Czasem doszyją jakieś charakterystyczne guziki, naszywki, innym razem coś przerobią. Jeśli macie takie zdolności warto z nich korzystać, wtedy raz kupiony ciuch będzie wam służył przez wiele lat w kilku zupełnie nowych odsłonach. Jest to duża oszczędność pieniędzy i fajny sposób na zachowanie oryginalności w tłumie. 

To teraz nie pozostaje Wam nic innego jak pójść do szafy i zrobić w niej porządek. Wiecie już jakie są moje sposoby na niepotrzebne rzeczy, ciekawa jestem Waszych. Czekam na propozycję, bo pewnie znajdę w nich jakiś nowy sposób dla siebie :)