niedziela, 17 września 2017

Wieczór Panieński w świecie zagadek


Jak już wszyscy dobrze wiecie, ostatnio miałam wielką przyjemność pełnić rolę starszej druhny na ślubie mojej przyjaciółki. Wiadomo, co należy do podstawowych obowiązków starszej - organizacja wieczoru panieńskiego! I z takim zadaniem również i mi przyszło się zmierzyć, a do jego realizacji podeszłam w jedyny znany mi sposób. Zawszę będę powtarzać, że przy organizacji wieczoru panieńskiego najważniejsze jest zrozumienie tego, co dla panny młodej będzie zaskoczeniem, ale i wielką przyjemnością. Organizując tego typu imprezę należy mieć na uwadze charakter i upodobania panny młodej, a nie swoje. To teraz do rzeczy :) 


Moim pomysłem dla panny młodej był wieczór w świecie zagadek. Oczywiście wszystko owiane było tajemnica zarówno dla gości jak i dla niej samej. Wieczór rozpoczął się od rozstawienie gości w kilku charakterystycznych miejscach. Każda z dziewczyn trzymała jedną z wcześniej przygotowanych kolorowych kopert, które po kolei zdobywała panna młoda jednocześnie odnajdując swoje koleżanki. To było pierwsze zadanie przygotowane na ten wieczór. W poszczególnych kopertach znajdywały się zagadki dotyczące "poszukiwanych" koleżanek oraz fragmenty mapki. Mapa służyła do odnajdywania koleżanek, a zagadki to przygotowane wcześniej przeze mnie rymowanki zawierające charakterystyczne cechy każdej z dziewczyn. Ostatnia osoba trzymała kopertę, w której znajdowała się nagroda za odnalezienie wszystkich. I jak przystało na świat zagadek atrakcja nie mogłaby być inna jak wizyta w jednym z pokoi escape room. Na tę okazję wybrałam psychiatryk, z którego na wydostanie się miałyśmy równe 60 minut. Przyznam szczerze, że mimo iż wyszłyśmy na chwilę przed czasem, nie było to najprostsze zadanie! Następnie udałyśmy się do wcześniej wynajętego vip roomu, gdzie jedząc, pijąc panna młoda wraz z gośćmi brała udział w przygotowanych grach i zabawach, oczywiście otrzymując prezenty. Gry jakie wykorzystałam to:
  • standardowe pytania i odpowiedzi - gra, w której panna młoda odpowiada na wcześniej zadane przyszłemu mężowi pytania. Za każdą złą odpowiedź czeka ją "kara",
  • zabawa z balonami - wszyscy uczestnicy imprezy przebijają balony, w których znajdują się zadania do wykonania,
  • wspomnienia - na małych karteczkach dziewczyny wypisały swoje jedno wspomnienie z panną młodą, która po przeczytaniu musiała odgadnąć czyja to historia i opowiedzieć ją wszystkim,
  • sprawdzian w kuchni - na rozsypanych karteczkach znajdowały się kuchenne produkty, z których trzeba było wybrać jedynie te, które pasują do danych potraw.
Tego typu zabawy w fajny i prosty sposób integrują i rozbawiaj wszystkich gości. Jednak trzeba uważać, aby nie było ich za dużo, bo stają się nudne robiąc coraz cięższą atmosferę wieczoru. 

Prezenty


Prezenty (nagrody) są ważnym elementem wieczoru panieńskiego. Chociaż nie o nie tu chodzi, to drobne upominki są miłym gestem dla panny młodej. Osobiście prezenty przygotowuję na kilka tygodni przed imprezą. W tym wypadku, znając bardzo dobrze pannę młodą, postawiłam na wspomnienia. Własnoręcznie przygotowany scrapbookingowy album zawierający wspomnienia i zdjęcia panny młodej z przyjaciółkami okazał się strzałem w dziesiątkę. Oczywiście must have wieczoru panieńskiego to błękitna podwiązka, której i w tym przypadku nie mogło zabraknąć. Jeśli chodzi o główny prezent, to wyjątkowo nie stawiałam na seksowną bieliznę, a wybrałam lot motoparalotnią nad Kazimierzem Dolnym jednocześnie życząc wysokich lotów małżeńskich. W przypadku samych prezentów ważne jest również ich opakowanie. Upominki zapakowane były w jednakowe błękitne pudełeczka. Do każdego upominku doczepiony był bilecik, na którym widniało wspólne zdjęcie przyszłej pary młodej z życzeniami. 

Taki był mój pomysł i moja wizja na ten wieczór panieński. Szczęśliwe w stu procentach zgodziła się z wizją panny młodej i gości. Bardzo mnie to cieszy, bo ten wieczór ma być wyjątkowy, jedyny w swoim rodzaju. Taki, który panna młoda zapamięta na całe życie, a zapamięta go dobrze tylko wtedy, gdy będzie miała z niego miłe wspomnienia. I takich wieczorów panieńskich wam życzę, abyście uczestniczyły w nich jako gość, organizator i panna młoda :) :) 

piątek, 8 września 2017

Warto być sobą!


Dzisiaj troszkę bardziej prywatnie niż zawsze i jeszcze bardziej od serca. Krótko mówiąc od samego rana obchodzę swoje urodziny i stoję na chwilę przed zmianą cyferki z przodu. Nie to, żeby mnie to jakoś specjalnie stresowało albo frustrowało, niemniej jednak skłoniło do pewnej refleksji. Do tych znaczących urodzin mam jeszcze calusieńki rok, zatem nie byłabym sobą gdybym nie poczyniła dzisiaj konkretnych postanowień (prawie jak noworoczne :)), które mam zamiar, krok po kroku przez cały rok spełniać. Ale nie o tym chciałam tu pisać. W dniu swoich urodzin uznałam, że całe życie nic nikomu nie udowadniałam, powolutku realizowałam swoje cele, a przede wszystkim byłam sobą. I chyba właśnie to bycie sobą niezależnie od sytuacji dało mi grono najbliższych mi ludzi, na których zawsze mogę liczyć i od których dzisiaj usłyszałam miliony serdecznych słów. I dlatego stwierdziłam, że warto stawiać na swoim, dążyć do realizacji swoich marzeń. Nie warto marnować czasu na siedzenie, oglądanie telewizji i zazdroszczenie innym. Sami przyznajcie ile razy śledziliście facebookową tablicę czy Instagram oglądając zdjęcia znajomych i nie szczędząc im ostrych słów krytyki pod nosem. A to za gruba, a to za chuda, a to po co ona tam pojechała, jak tam nic nie ma itp. itd. Albo oglądając telewizję twierdziliście, że wszystko co tam widzicie jest nierealne.


Zastanawialiście się kiedyś dlaczego tak się zachowujemy. Moim zdaniem i pewnie nie odkryłam tu Ameryki odpowiedzialna za to jest zazdrość, która nami wówczas kieruje. A zazdrość bierze się stąd, że nie jesteśmy do końca zadowoleni z tego jak wygląda nasze życie. Boimy się zmian, więc minuty, godziny, dni przelatują nam przez palce. Siedząc w miejscu i nic nie robiąc zawsze jesteśmy krok w tył przed tymi, co nie boją się wyzwań i działają. Nie lubimy być sobą, bo boimy się krytyki innych. Nie wyrażamy głośno swojego zdania, bo po co się narażać, nie wychodzimy z nowymi inicjatywami, bo dlaczego mam to robić ja, jak może ktoś inny. Takie myślenie i zachowanie popycha nas coraz bardziej w rutynę, która spycha nas na bok i powoduje frustrację. Szkoda czasu na coś takiego! Warto otworzyć się na otoczenie i nie bać się być sobą. Wówczas docenicie piękno otaczającego nas świata, będziecie celebrować małe rzeczy i chwytać ulotne chwile. Wyrażajmy swoje zdanie, nie bójmy się mówić głośno co myślimy, ale słuchajmy i szanujmy poglądy innych. Nie chowajmy się za myślami innych, bo już zawsze będziemy jedynie z zazdrością przeglądać facebookowe profile znajomych. Każdy jest indywidualny, wyjątkowy, wartościowy i tylko będąc sobą na co dzień, nie od święta możemy w pełni pokazać naszą wartość. To co, do dzieła! 8 września to nie tylko moje urodziny, to również Dzień Marzyciela i Dzień Pozytywnych Wiadomości, a to do czegoś zobowiązuje. Zatem ja zaczynam już od dzisiaj, nie od jutra swój kolejny rok życia. Mam nadzieję pełen nowych marzeń, wyzwań, przygód i pozytywnych emocji. Tego sobie i Wam życzę :) :) :)

sobota, 2 września 2017

Make Happy Month - Podsumowanie Sierpnia


Podsumowanie sierpnia, w tym miesiącu wyjątkowo wskakuje tutaj we wrześniu. Sprawcą tego małego opóźnienia jest moja praca zawodowa, dzięki której ostatni tydzień sierpnia spędziłam w iście nadmorskim klimacie. Był to dla mnie powrót nad polskie morze po kilku, no może nawet kilkunastu latach. Delegacyjne warunki nie sprzyjały beztroskiemu spędzaniu czasu na plaży, mimo to w natłoku pracy udało się wygospodarować chwilę na wieczorny spacer brzegiem morza. Sierpień minął mi w mgnieniu oka. Był to dość przyjemny miesiąc. Jego początek to pożegnanie z górami i urlopowanie z Juniorem. Lepiej być nie mogło! :) Sierpień to również wieczór panieński, który w 100% udał się tak jak to sobie zaplanowałam. Był miłą niespodzianką dla panny młodej i gości :) Szczegóły tego wydarzenia już wkrótce na blogu! A jak wieczór panieński to i wesele, które zdecydowanie było dominującym wydarzeniem długiego weekendu. Ten miesiąc to również próba swoich sił na siłowni, która okazała się sukcesem. Nowe treningi i możliwości korzystania ze sprzętu, którego nie mam w domu pochłonęły mnie bez reszty. Udało mi się nawet znaleźć czas na czytanie książek, czego dawno nie było w moim planie dnia. Znakomita komedia Olgi Rudnickiej pt. Były sobie świnki trzy wprawiła mnie w wyśmienity nastrój. Książkę wręcz pochłonęłam i serdecznie ją Wam polecam :) W sierpniu również sprawiłam sobie małą niespodziankę i pozbyłam się dobrych kilkunastu centymetrów moich włosów. Przejście z długich na krótkie wywołało chwilowy szok, ale dzięki znakomitej fryzjerce obyło się bez płaczu, a wręcz z uśmiechem na twarzy. Początek sierpnia spędzałam w górach, września nad morzem ciekawe zatem jaki będzie ten wrzesień :)


Moje małe wrześniowe cele
Wrzesień to jeden z najpiękniejszych miesięcy w całym roku i jeden z moich ulubionych. Nie jest już tak upalnie jak w lipcu czy sierpniu, ale też jeszcze nie tak zimno jak w listopadzie. Dlatego zamierzam dużo czasu spędzić na świeżym powietrzu korzystając z uroków pięknej pogody. Dla mnie będzie to nieco luźniejszy czas, o ile nie wydarzy się nic niespodziewanego, dlatego mam nadzieję, że uda mi się popstrykać trochę ciekawych zdjęć. Korzystając z odrobiny wolnego czasu zamierzam zrobić jesienne porządki i może małą "garażową" wyprzedaż. Napędzona dobrą energią zamierzam kontynuować swoją przygodę z siłownią regularnie i systematycznie. Liczę również na nadrobienie towarzyskich zaległości :) Wrzesień zapowiada się całkiem przyjemnie, a u Was jak? Jakie macie plany na ten miesiąc?

niedziela, 27 sierpnia 2017

Moje 24 godziny w Wiedniu


Dokładnie miesiąc temu miałam ogromną przyjemność urlopować się w Wiedniu. Krótko, bo jak na razie w stolicy Austrii dane mi było spędzić jedynie 24 godziny. Powiedzmy sobie szczerze, to zbyt krótki czas, aby móc stwierdzić, że się zwiedziło całe miasto. Niemniej jednak początek przygody z tym miejscem rozpoczęłam i mam wielką nadzieję, że kiedyś będę ją kontynuować. A jak moje wrażania? Zobaczcie sami! :)


Z całą pewnością jest to jedno z piękniejszych miast, jakie widziałam. Zdecydowanie ma swój klimat. Cesarskie czasy odcisnęły na nim swoje piętno, które widoczne są w dzisiejszych czasach. Moim zdaniem, to właśnie to "cesarskie piętno" tworzy wyjątkową atmosferę austriackiej stolicy. Przejście całego Starego Miasta oglądając wszystkie atrakcje zajmuje kilka godzin. Warto jednak poświęcić odrobinę czasu i sił w nogach i przespacerować się wiedeńskimi uliczkami. Zdecydowana część wycieczki prowadzi śladami monarchii Habsburgów. Cesarzowa Sissi zdecydowanie opanowała Wiedeń. Jej postać wspominana jest na każdym kroku, a jej wizerunek widnieje niemalże na każdej pamiątce. Nic w tym dziwnego, jest jedną z najbardziej znanych postaci, jednak jak dla mnie troszkę jest jej za dużo. 


Na Starym Mieście tuż obok Katedry św. Szczepana znajduje się najdroższa ulica austriackiej stolicy, czyli Kohlmarkt. Czynsze za wynajem lokalu w jednej z tutejszych kamienic osiągają horrendalne sumy. Stąd też są niedostępne dla zwykłych śmiertelników. Niemniej jednak można przespacerować się tą ulicą podziwiając witryny sklepowe światowych marek takich jak: Dior, Gucci, czy Chanel. Ciekawostką jest fakt, że na wiedeńską starówkę wjechać mogą samochody jedynie do godziny 11 i to też te z zaopatrzeniem. Z parkingami w centrum również nie jest łatwo. Są dość drogie, a pozostawić samochód można jedynie na 3 godziny. Lepiej zostawić auto gdzieś dalej, a skorzystać z metra. 

Pałac Schonbrunn, czyli dawna letnia rezydencja Habsburgów zachwyca swoją wielkością. W tym miejscu widać i czuć potęgę tej dynastii. Miejsce również opanowane przez Sissi, jednak warte zachodu. Mimo, że same ogrody robią ogromne wrażenie, to w środku jest równie pięknie. Zwiedzanie kilku komnat zajmuje kilkanaście minut, a koszt to 17 euro. W tym czasie można zapoznać się z historią Habsburgów oraz księżnej Sissi. Poznać jej zwyczaje, nawyki. Kto jednak nie chce wejść do środka będzie miał co robić. Cały Pałac Schonbrunn to kompleks kilku obiektów (oczywiście każdy osobno płatny). Do samych ogrodów można wejść za darmo i dotrzeć aż do Glorietty skąd można podziwiać całą panoramę Wiednia.


Minusem tego miasta są wysokie ceny. Dla osoby zarabiającej w złotówkach, austriackie ceny mogą sprawić, że włos się zjeży na głowie. Z całą pewnością nie jest tanio. Za obiad trzeba zapłacić kilkanaście euro, za kawę kilka. Właśnie, wiedeńska kawa - należy jej się kilka chwil uwagi :) Jedna z lepszych jaką piłam! Jednak miałam z nią mały problem, gdyż nazewnictwo troszkę różniło się od naszego. Dlatego przy kolejnej wizycie w tym mieście z całą pewnością doszkolę się w tej dziedzinie ;)


Wyjeżdżając z Wiednia czułam i nadal czuję niedosyt. Wspaniałe miasto z historią i duszą, którą czuć w większości uliczek. Tutaj stare miesza się z nowym i do tego idealnie pasuje. Polecam wszystkim odwiedzić to miasto na chwilę lub na troszkę dłużej. Nieważne czy samemu, czy z wycieczką. Z całą pewnością austriacka stolica zasługuje na odwiedziny i jestem przekonana, że mile was ugości.

niedziela, 13 sierpnia 2017

Jarmark Jagielloński znów w Lublinie!


I znów w Lublinie zrobiło się głośno, kolorowo i ludowo. Jak co roku długi weekend sierpniowy upływa pod hasłem Jarmarku Jagiellońskiego. Ta kolejna edycja tego wspaniałego wydarzenia w tym roku jest szczególna, bo zbiega się z obchodami 700lecia Miasta Lublin, a jej motyw przewodni to pisankarstwo. Kto by pomyślał, ze oglądanie i tworzenie pisanek może przyciągnąć tłumy w połowie sierpnia, kiedy o Wielkanocy nikt nawet nie pomyśli. A jednak warsztaty malowania pisanek znalazły się w jarmarkowym programie, a Bramę Krakowską ozdobiły kolorowe jajeczka. 


Tradycyjnie już Jarmark Jagielloński to liczne stragany, na których można podziwiać rękodzielnicze wyroby i podpatrzyć rzemiosła u najlepszych, a nawet zamienić z nimi kilka słów. Osoby prezentujące na stoiskach swoje wyroby podlegają merytorycznej kontroli organizatorów. Zatem solidnie i rzetelnie wyselekcjonowani artyści są gwarancją najwyższej jakości tego wydarzenia. I takim sposobem znajdziecie tu między innymi: wyroby garncarskie, drewniane, haftowane chusty, obrusy, a nawet miody czy pieczywo. Jednak Jarmark to nie tylko stragany, to również liczne wydarzenia kulturalne. Organizatorzy zapraszają na liczne wernisaże, koncerty, potańcówki, czy jarmarkowe kino. Jednym zdaniem każdy znajdzie tu coś dla siebie. 


Reasumując Jarmark Jagielloński i w tym roku mnie nie zawiódł. Kilka lat temu miałam okazję i przyjemność jako wolontariusz współorganizować to wydarzenie. Pamiętam ile pracy, czasu i serca wkłada się w to, aby przez te kilka dni miasto wyglądało tak pięknie, a wszystko działało jak w dobrze naoliwionej maszynie. I to serducho widać i czuć na ulicach miasta. Co tu dużo pisać, kto jeszcze nie był, to czas najwyższy to nadrobić i na własnej skórze poczuć jarmarkowy klimat, który w Lublinie będzie trwał do wtorku. Łapcie szczegółowy program i pędźcie na lubelskie Stare Miasto!

poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Tatry subiektywnie - moich 5 najpiękniejszych miejsc


Już chyba po raz ostatni w tym roku kilka słów o moich kochanych górach :) Chciałabym Was zabrać po kilku dla mnie najpiękniejszych i najważniejszych miejscach. Trudno było mi wybrać tą szczęśliwą piątkę, takie top of the top. Po uwagę wzięłam mnóstwo czynników takich jak trudność wejścia, piękno krajobrazu czy sentyment. Tak właśnie na liście nie znalazły się Rysy - choć ich zdobycie kosztowało mnie wiele trudu, Giewont - mimo, że zdobywałam go kiedy jeszcze nie było na nim kolejek :P ani Kasprowy Wierch. Znalazły się tu niektóre mniej znane szlaki inne bardziej, niektóre wymagające więcej trudu inne mniej, ale mające dla mnie duże znaczenie. Góry uczą pokory, cierpliwości i wytrwałości. Na wszystkich, którzy te cechy wypielęgnują czeka nagroda na szczycie w postaci satysfakcji z samego siebie i niezapomnianego, zapierającego dech w piersi krajobrazu. 


Czerwone Wierchy
To było moje marzenie odkąd tylko zaczęłam przygodę z Tatrami. Zdobycie czterech dwutysięczników za jednym zamachem! Kto by nie chciał?! Trasa do najłatwiejszych i najkrótszych nie należy, więc trzeba być dobrze przygotowanym, żeby się w nią wybrać. Minimum 7,5 godzinna wędrówka polsko-słowacką granicą jest wyjątkowo malownicza. Chyba właśnie dlatego, że nie jest najkrótsza to również nie tak popularna jak np. Giewont. Warto się poświęcić, wstać wcześnie rano, aby podziwiać widoki, a może nawet na żywo zobaczyć kozice :)

Dolina Pięciu Stawów
Do dzisiaj nie mogę się zdecydować, co bardziej mi się podoba Dolina Pięciu Stawów czy Czerwone Wierchy. Krajobraz piękny, zapierający dech w piersi. Szarlotka ze znajdującego się tutaj schroniska smakuje najlepiej na świecie. Nie wiem czy to smak czyni ją tak dobrą, czy widoki wokoło. Jedno jest pewne, nie ma sobie równej! (przynajmniej dla mnie :)) Trasa również dość długa, więc trzeba wyjść wcześnie rano. Najpiękniejsza kiedy wraca się do Morskiego Oka. Jej mały minus to zejście z Morskiego Oka do Palenicy asfaltem z tłumem wczasowiczów. 


Czarny Staw Gąsienicowy
Dla mnie jedno z najpiękniejszych tatrzańskich miejsc. Tu piękno przeplata się z grozą. Stojąc nad Czarnym Stawem Gąsienicowym na własne oczy widzisz i czujesz potęgę górskiej przyrody. Trasa nie jest trudna, więc warto chociaż raz w życiu pojawić się w takim miejscu. 

Czarny Staw pod Rysami
Jeśli dotrze się już do Morskiego Oka, to z łatwością można podejść do Czarnego Stawu. Większość osób z pewnością wykańcza pierwsza część wędrówki stąd nad Czarny Staw idą już nieliczni. Miejsce piękne i zupełnie odmienne od Czarnego Stawy Gąsienicowego. Nie ma tu takie magicznej atmosfery grozy. Jednak błękit wody i widok szlaku na najwyższy polski szczyt robią wrażenie. 


Grześ
Moja tegoroczna zdobycz! Niepozorny szczyt rozciągający się z Doliny Chochołowskiej wymaga nieco trudu, aby się na niego wspiąć. Trasa niedługa, nieco mniej popularna, a piękna. Już od połowy drogi widoki zapierają dech w piersi, a sam szczyt zachwyca polsko-słowackimi górami. Coś pięknego! 

To Tatry moim subiektywnym okiem. Dla mniej miejsca ważne i piękne. Takie, które zachwycają, dają do myślenia. Jeśli ktoś był w górach to wie o czym mówię, a jeśli nie, to najwyższy czas to nadrobić. W końcu wakacje jeszcze trwają! :):):)

poniedziałek, 31 lipca 2017

Make happy month - podsumowanie lipca


Dziś Make Happy Month z nieco innej niż zawsze scenerii, bo spod samiuśkich Tatr :) Jak doskonale wiecie, w końcu udało się pójść na długo wyczekiwany urlop. Na kilka dni porzuciłam etatową rzeczywistość, aby cieszyć się góralami, owcami, oscypkami i przede wszystkim Tatrami. Lipiec był wspaniały, bogaty w mnóstwo niespodziewanych, przyjemnych wydarzeń. Udało mi się zaplanować wakacje tak, aby spędzić je tak jak sobie wymarzyłam. Oczywiście nie odbyło się bez wielu niespodzianek i przygód. Jako wielka miłośniczka Tatr mogłam zachwycać się ich pięknem z bliska. Przemierzać wzdłuż i wszerz tatrzańskie szlaki. Odkrywać nowe nieznane szczyty i przypominać sobie te już dawno zdobyte. I nawet niespodziewanie pobiłam swój życiowy rekord wejścia na jeden z nich :) Ale wakacje w tym roku to nie tylko Tatry, to również Wiedeń. Piękna kraina cesarzowej Sissi, w której ma się wrażenie, że czas na chwilę się zatrzymał. Pierwszy raz byłam w stolicy Austrii i mam wielką nadzieję, że nie ostatni. Zachwyciłam się atmosferą tego miasta, a przy okazji po raz kolejny przekonałam, że mój kurs angielskiego nie poszedł na marne. Jest motywacja, aby powalczyć z językiem przez kolejny rok. Jednak lipiec to nie tylko urlop, to również miesiąc regularnych treningów i czas dopinania na ostatni guzik przygotowań wieczoru panieńskiego mojej przyjaciółki. Udało mi się dograć już w miarę wszystko, zostały jedynie ostatnie szczegóły. I nawet trochę mi szkoda, że ten miesiąc już dzisiaj odchodzi w zapomnienie. Jednak z głową pełną nowych pomysłów, pozytywnie nastawiona czekam na sierpień licząc, że będzie podobnie wspaniały. 


Moje małe sierpniowe cele

Sierpień to czas ślubu mojej przyjaciółki, a zatem ten miesiąc upłynie w ślubnej tematyce, a przynajmniej jego pierwsza połowa. Nic więc w tym dziwnego, że główny cel do zrealizowania to stanąć na wysokości zdania i odegrać rolę starszej druhny najlepiej jak potrafię. Pierwsze pole do popisu już w najbliższą sobotę, kiedy to odbędzie się długo przygotowywany wieczór panieński. Trzymajcie kciuki, żeby wszystko poszło dobrze i przyszłej Pannie Młodej się spodobało :) W sierpniu również porzucam treningi z Ewą Ch. na rzecz grupowych zajęć w siłowni. Dla mnie to nowości, wiec mam nadzieję, że uda mi się zachować regularność i systematyczność. Na początek sierpnia przypada również końcówka mojego urlopu, więc mam nadzieję, że wolny czas będę mogła wykorzystać na dalszy odpoczynek i zabawy z moim ukochanym chrześniakiem. W tym miesiącu w Lublinie odbywa się sporo wydarzeń kulturalnych, na których mam nadzieję zawitać. A tymczasem ze zresetowaną głową i uśmiechem na ustach uciekam nacieszyć się ostatnimi tatrzańskimi chwilami. Pięknego i pogodnego sierpnia Kochani! :)